-->

Droga Mleczna


Drogę Mleczną upatrzyłam jakiś czas temu w czeluściach Internetu i czekała ona na dobrą okazję, by się tam wybrać.
Taka okazja nadarzył się wczoraj, więc razem z Alicją udałyśmy  w drogę do Drogi :)



Droga Mleczna jest malutkim bistro, położonym niedaleko centrum, bardzo blisko Poczty Głównej oraz Galerii Dominikańskiej. W swoim menu stawia na świeże i zdrowe produkty. Wszystkie potrawy od początku do końca przygotowane są na miejscu, czyli mamy tutaj domowej roboty sosy i pieczywo. Weganie, wegetarianie, bezglutenowcy czy osoby lubiące zjeść fit znajdą tutaj szeroki wybór potraw dla siebie.


Bistro realizuje zamówienia złożone telefonicznie z własnym odbiorem, ale już niedługo chcą uruchomić dowożenie posiłków do klientów. 

W menu mamy do wyboru... o mamo! Przez śniadania (owsianki, kaszki, jajecznice czy naleśniki), przez lunche (duży wybór makaronów, kanapek z pieca), po syte obiady (tutaj do przebierania w burgerach, sałatkach czy daniach głównych). Możemy też skusić się na coś słodkiego lub jaki zdrowy koktajl lub domowej roboty kompot.

Miejsce to prowadzone jest przez młodych, pełnych energii ludzi(serio! kucharz co chwilę wyskakiwał  z kuchni, a kelnerce uśmiech nie schodził z twarzy), którzy zdecydowanie znają się na tym co robią. Dziewczyna, która przyjmowała nasze zamówienie, świetnie znała całe menu, potrafiła nam opowiedzieć o każdym daniu, doradzić z czym smakuje najlepiej.

Okazało się, że nie można jeszcze płacić kartą, ale wskazano nam pobliską Żabkę, gdzie można wypłacać pieniądze :) My pobiegłyśmy skorzystać z tej opcji, a nasze jedzenie już się szykowało.




Droga Mleczna, choć niewielka urządzona jest z pomysłem, kilka drewnianych stołów z kraciasto-czerwonymi obrusami, ręcznie pisane menu na głównej ścianie, "samopodlewające się" roślinki (z chmurek rzeczywiście pada deszcz) i wielka malowana autorska "droga mleczna" świetnie razem wyglądają i nadają miejscu przytulny, ciepły charakter.





Był to nasz pierwszy posiłek tego dnia, chociaż godzina do wczesnych nie należało, więc zdecydowałyśmy na kilka potraw z menu, tak by spróbować jak najwięcej :)
Na początek kanapki z pieca : dla mnie Sunrise (czyli kanapka z piersią z kurczaka, pesto, awokado, serem żółtym i rukolą, bez pomidora), a dla Ali Jim Bean (z grillowanym kurczakiem, boczkiem, serem żółtym i bbq). Kanapki podawane są rozłożone, dzięki czemu wyraźnie widzimy ile jest w nich dodatków. Pieczywko z ziarnami było bardzo smaczne, jest ono wypiekane na miejscu w lokalu. Składniki smaczne i świetnie skomponowane, można by sie jedynie przyczepić do ich ilości (mój nigdy nienasycony brzuch wołał o więcej kurczaka), ale myślę, że jest to porcja adekwatna do ceny 12 złotych.


Na danie główne wybrałyśmy makarony:  Pestonarra ( z pesto rukolowo-bazyliowym własnej roboty, parmezanem, oliwą z oliwek i czosnkiem) dla mnie i specjalnie polecane przez obsługę Spaghetti In Black, czyli czarne spaghetti barwione sepią z czarnej mątwy, które podawane jest z parmezanem, płatkami migdałów, imbirem, marchewką, papryką, białym winem i pietruszką.
Porcja makaronowa jest naprawdę dosyć spora (zdjęcia mogą tego nie oddawać) z dużą ilością sosów. Czarne spaghetti okazało się ciekawym urozmaiceniem dania, a nie zmieniało jego smaku (czego obawiałam się ja - nieentuzjastka owoców morza). Przyczepić można by się jedynie to wielkim kawałków czosnku znajdujących się w naszych makaronach. 
Po zjedzonym wcześniej kanapkach ledwo udało nam się zmieścić makaron, a czekał już na nas deser.

Pestonarra



Spaghetti in black
Alicja skusiła się na naleśniki z masłem orzechowym i jogurtem naturalnym - jest zdaniem strzał w dziesiątkę. Naleśniki pulchne, duże i przede wszystkim bardzo smaczne.
Pancakesy z masłem orzechowym
Jednak naleśniki prezentowały się blado przy moim deserze - tiramisu w doniczce - rzeczywiście podano je w doniczce. Byłam zachwycona, deser wyglądał jak mała roślinka, a wszystko w nim było jadalne :)

Tiramisu w doniczce!!!






Pozostając pod wielkim wrażeniem tego miejsca dzień póżniej wróciłam tu tym razem w męskim towarzystwie, by spróbować burgerów.
Do wyboru mieliśmy burgera klasycznego, z bekonem, z serem lub vege (kotlet w tej opcji składa się z kaszy jaglanej, soczewicy, marchewki,czerwonej fasoli). 
Burgery podawane są w bułce włąsnego wypieku, z 100% wołowiną, pomidorem, czerwoną cebulą i sałatą. Mona wybrać stopień ostrości mięsa (lekko ostry, osty, hot) oraz stopień wysmażenia.
Cheeseburger okazał się całkiem smacznym kawałkiem mięsa w bułce. Wołowina była idealnie wysmażona, całkiem smacznie doprawiona, troszkę mało sera (ale był to cheddar, więc plus). Bez zbędnych dodatkowych, postawiona na klasyczne dodatki, które nie zabiły smaku mięsa. Bułka smaczna, choć nie była to klasyczna bułka burgerowa (Rogerowi nie smakowała, ale podobno był pierwszą osobą o takiej opinii).

CheeseBurger
Podsumowując: Ja osobiście jestem zachwycona tym miejscem. Polecam wszystkim pracującym w pobliżu, by wyskoczyli do Drogi na szybki lunch, a wszystkim szukającym czegoś nowego, by przyjechali i spróbowali.

Mam nadzieję, że na mapie Wrocławia pojawi się niedługo DrÓga Mleczna :)



PLUSY:
- duży wybór zarówno dla mięsożerców, jak i roślinożerców,
- wszystko handmade (od bułek, przez sosy, po kompocik),
- przesympatyczna obsługa,
- niskie ceny a pokaźne porcje.

MINUSY:
- położenie przy jednej z głównych ulic nie zachęca do skorzystania z ogródka.
- cale ząbki czosnku w spagetti.


DROGA MLECZNA
ul. Krasińskiego 32


Share:

0 komentarze