-->

Kociołek

Nowe miejsce pojawiło się na kulinarnej mapie Wrocławia. Natrafiliśmy na nie przypadkiem, kierując się w zupełnie inne miejsce. 

Kociołek, bo o nim mowa, otworzył swoje drzwi na skrzyżowaniu ulic Nożowniczej i Więziennej i jak sugeruje wielki napis nad lokalem oferują wybór dań z pieca.



Po wejściu do środka, poczuliśmy się jak w góralskiej knajpie - duże drewniane ławy, drewniane widelce i łyżki wiszące nad stołami, przy tym otwarta kuchnia (jeśli dobrze wybierzesz miejsce, możesz patrzeć kucharzowi na ręce :] ). Brakowało nam tylko kominka i naprawdę można by się poczuć jak w górach.



Zaskoczył nas szeroki wybór w menu. Można tu znaleźć nie tylko wielkie sycące dania, ale również małe przekąski. Do wyboru pierogi, frytki, panierowany ser, nadziewane sakiewki, ziemniaczki, warzywa z pieca, a dla głodniejszych sałatki, garnuszki, gliniaki i michy - wszystko z pieca oczywiście.






Na nasz stół trafiły kolejno: 

Domowe frytki z dodatkiem fety - frytki rzeczywiście domowe, grubo ciachane, niektóre lekko twardawe (ale wybaczamy, bo przynajmniej czuć, że to nie kolejna mrożonka). Podawane rzeczywiście z kawałkami fety, które dają ciekawe doznania smakowe. Fryty trafiły do nas w glinianym korytku - plus za kreatywne podanie :)


Ja zamówiłam smażoną panierowaną goudę, przez pomyłkę trafiła do mnie jednak panierowana feta - gdzieś się chyba nie dogadałam z obsługą. Serek smaczny, choć mojego zachwytu nie wzbudził, mógł być zdecydowanie dłużej smażony, bo w samym środku był jednak chłodny.


Po drobnych przystawkach przyszedł czas na danie główne. Ich wielkość lekko nas przeraziła, ale postanowiliśmy dzielnie stawić czoła wyzwaniu.
Na żeliwnych nóżkach dostaliśmy kolejny gliniane naczynie, tym razem dużo większe. Mój wybór padł na wersję drobiową gliniaka z pieca, Rafał zdecydował się na wersję z wieprzowiną.
W wspomnianym gliniaku oprócz sążnej porcji mięsa dostajemy mnóstwo pieczonych warzyw. Gliniaki podawane są z bakłażanem, cukinią, cebulą, ziemniaczkami, groszkiem, cieciorką, marchewką i czosnkiem, a wszystko to posypane jest prażonym słonecznikiem, dynią oraz sezamem. W wersji z kurczakiem smaku dodaje również suszony pomidor. Całość jest naprawdę smaczna, delikatnie doprawiona a przede wszystkim ciekawie podana. Za tak dużą porcję mięsiwa i warzyw zapłacimy tutaj jedynie 24 złote (czyli jak w innych miejscach za np. burgera, a poziom najedzenia jest zdecydowanie większy).





Porcja jest naprawdę syta, można nią zajeść "większego głoda". My, choć byliśmy naprawdę głodni tego wieczoru nie daliśmy radę zjeść gliniaków do końca (może gdybyśmy nie zjedli przystawek, dalibyśmy radę, ale tego też nie jestem w stanie zagwarantować :] ).

Lokal otworzył się zaledwie kilka dni przed naszą wizytą, wybaczyć więc należy małe zamieszanie z obsługą i pomyleniem sera w zamówieniu. Miejsce ma potencjał, oprócz sytych dań oferują również duży wybór alkoholi i drinków, także każdy znajdzie coś dla siebie.

Ja mam zamiar wrócić tutaj przy pierwszych mrozach :)

PLUSY:
- duże porcje za niską cenę,
- przytulny, lekko góralski wystrój,

MINUSY:
- zamieszana obsługa (ale wybaczamy w pierwsze dni po otwarciu)
- żądamy kominka :)

Kociołek
ul. Nożownicza 4

Magda



Share:

2 komentarze

  1. Niezadowolony klient17 sierpnia 2014 16:05

    Miałem nie - przyjemność być w tej restauracji Przebywałem w niej ponad godzinę, po czym wyszliśmy na głodnego. Fakt, że był to długi weekend ( piątek), ale są jakieś granice ignorowania klienta. Koło nas 2 krotnie ludzie wyszli wcześniej, bo nikt nie podszedł do nich z obsługi, inni goście skarżyli się na surowe jedzenie. My mieliśmy pecha, że po 15 minutach ktoś do nas podszedł zanim wyszliśmy, więc złożyliśmy zamówienie. Potem lekko 50 minut czekania czekania, 2 x pytaliśmy obsługi, kiedy będzie nasze zamówienie i nie uzyskaliśmy odpowiedzi, bo to koleżanka przyjmowała, albo zaraz idę zapytać. W sumie po około 70 minutach wyszliśmy.Nie polecam. Przykład jak można skopać sprawę, mając dobrą lokalizację, fajny wystrój i niezły pomysł, ale zapoinając o właściwym zadbaniu o klienta.

    OdpowiedzUsuń
  2. Polscy restauratorzy powinni zorozumiec, ze obok dobrego i zdrowego jedzenia liczy sie rowniez poziom obslugi klienta! Dlatego wlasciciele "Kociolka" powinni przygladnac sie blizej personelowi, ktory zatrudniaja. W niedziele 25.08 w okolicy godziny 16h bylam tam, usuiadlam przy stoliku i siedzialam 15 min przygladajac sie jak dwie kelnerki przyggladaly sie nam nalewajac piwo, delikatnie plasaly zanoszac po jednym kociolku na kazdy stolik lub sprzataly talerze stojace obok. Nagle jedna sie opamietala czy raczej zauwazyla nasze lekkie zniecierpliwinie i podeszla wreczajac karte dan oraz z usmiechem od ucha do ucha poinformowala nas, ze czas oczekiwania to 1h! To nie bylo mile tylko bezczelne poniewaz wiedzac jaki jest czas oczekiwania powinna od razu nam o tym powiedziec. Zaoszczedzilaby nam 15 czekania i podkreslily jakosc lokalu .....No coz restauracje u nas wyrastaja jak grzyby po deszczu wiec raczej nie wroce i polecac nie bede

    OdpowiedzUsuń