-->

Cafe Vincent

Luty zwodzi pogodą, na którą osobiście dałam się nabrać, co skończyło się dwutygodniowym pobytem w łożku. Na szczęście wcześniej udało się odwiedzić parę miejsc, także mam nadzieję, że uda się nadrobić relacjami przechorowany czas.

Na początku miesiąca była okazja, by wpaść w okolice Rynku i odwiedzić nową kawiarnię Cafe Vincent przy ulicy Oławskiej ( o jej otwarciu informowaliśmy Was jakiś czas temu na naszym fanpage'u). Cafe Vincent działa we Wrocławiu od początku stycznia, nie jest to jednak jedyny lokal pod takim szyldem - od siedmiu lat sieć tych francuskich kawiarni działa w Warszawie. Jak spisuje się pierwszy "oddział zamiejscowy"? 




Vincent "na dzień dobry" przykuwa uwagę wystrojem. Lokal wydaje się jakby nieskończony: widoczna cegła, wystające elementy konstrukcyjne, a przy tym ładne, wygodne kanapy, krzesła, jakby każde przyniesione z innego domu, czy duże nowoczesne stoły tuż przy oknach - całość jednak wypada na plus i ma się ochotę posiedzieć tutaj chwilę i poobserwować ulicę przez wielkie okna. Z tego co pamiętam wcześniej w tym miejscu było po prostu przejście, podobne do tego z arkadami na Świdnickiej, gdzie najczęściej rozstawiali się straganiarze z różnymi bibelotami. 




Kawiarnia oferuje m.in. francuskie wypieki, mamy do wyboru szeroką gamę croissantów i innych przekąsek na słodko. Poza tym coś bardziej sycącego: kanapki, wrapy, quiche. Wszystkie produkty w  Vincencie są wykonywane na miejscu - w głębi lokalu widać jak wrze praca na zapleczu piekarni. Podobno ciasta przygotowywane są każdej nocy, a ich wypiek trwa cały dzień. Można też zabrać świeże pieczywo do domu - bagietki i chleby czekają każdego poranka.
Obsługa Vincenta to przede wszystkim młodzi ludzie - jakby lekko zagubieni, nadrabiają jednak uśmiechem i serdecznością.


To co zwróciło moją uwagę to oferta Vincenta "na słono". Do wyboru mamy różnego rodzaju kanapki (z serem i szynką, szynką parmeńska, łosiosiem...), wrapy (tego dnia do wyboru z kurczakiem lub salami) oraz quiche (pieczarki z kurczakiem, warzywny lub marchewka z cebulą). Cenowo przekąska kosztować nas będzie 10-15 złotych - czyli podobnie jak oferty śniadaniowe innych sieci, a tutaj widać, że jedzenie przygotowywane jest na miejscu.




Po dłuższym zastanowieniu decyduję się na wspomniany wcześniej quiche (coś podobnego jedliśmy swego czasu w Central Cafe) i kawę latte z syropem waniliowym (łączna cena to 29.50zł). Zamówienie zostaje podane do stolika chwilę później. 
Quiche – rodzaj wypieku w formie placka składającego się z kruchego ciasta i nadzienia warzywnego zalanego jajeczno-śmietanową masą. Nadzienie może zawierać różne gatunki mięsa, sera i warzyw, a także zioła i przyprawy.
Quiche zamówiony przeze mnie nadziany został kurczakiem i pieczarkami. Przed podaniem został podgrzany - i rzeczywiście jest gorący, bo pierwszy łapczywy kęs parzy mi podniebienie. Kurczak i pieczarki w ilościach dużych bardzo smacznie komponowały się z całością potrawy. Jeden taki kawałek zapewnił mi uczucie sytości na kilka kolejnych godzin. Kawa natomiast jak kawa, zastanawia mnie tylko fakt podania ciepłego napoju ze słomką, a bez łyżeczki. Było to lekko niewygodne, ale nie "nie do przejścia".



Miejsce bardzo przyjemne, zarówno na szybką kawkę rano, jak i dłuższe spotkanie w gronie znajomych, czy popołudnie z książką i słodką przekąską. Z wygodnej kanapy można obserwować ruchliwą ulicę Oławską, która pewna jest przedziwnych sytuacji (w czasie mojej wizyty conajmniej 3 absurdalne sytuacje wywołujące uśmiech na twarzy).
Vincent jest zdecydowanie lokalem z potencjałem, w bardzo korzystnej lokalizacji i świetnymi, świeżymi pomysłami. Trochę przypomina swoją konwencją warszawską Charlotte, jednak mi przypadł do gustu dużo bardziej.
Madzik

PLUSY:
- pieczywo i pozostałe jedzenie przygotowywane na miejscu,
- ładny, nowoczesny wystrój

MINUSY:
- można, by może coś znaleźć, ale po co?



CAFE VINCENT
ul. Oławska 8









Share:

0 komentarze