-->

Giselle

 


Kolejny wpis to kolejna propozycja na śniadanie. Giselle zachwycały się chyba wszystkie moje koleżanki i zawsze reagowały zdziwieniem, gdy dowiadywały się, że tam jeszcze nie byłam. No to postanowiliśmy sprawdzić z Adrianem, czy miejsce warte jest tego uznania :)

 


Giselle czyli jak mówi szyld francuska piekarnio-kawiarnia (czyżby "bulanżeria" jak opisywane niedawno Breadway lub Cafe Vincent? ). Zjemy tu nie tylko śniadanie - z pieczywem wypiekanym na miejscu, ale również tosty czy sałatki, a przy tym wypijemy włoską kawę lub spróbujemy francuskiego wina - wybór jest całkiem spory.
Lokal znajduje się w samym centrum miasta, niedaleko Rynku,  w drodze na Uniwersytet. Choć nieduży to urządzony ze smakiem. Możemy usiąść na kanapie, lub zająć mniejsze przy jednym z kilku większych stołów. Na stołach bukiety tulipanów - tutaj zdecydowanie czuć zbliżającą się wiosnę.

 

Jako, że to kawiarnia francuska nie mogła zabraknąć kilku dodatków - jest i wieża Eiffla, na półeczce znalazły się i przewodnik po Paryżu i kilka pozycji w języku francuskim, który niestety nie jest mi znany.


Giselle to tez bardzo sympatyczna obsługa, kelnerka, która przyjmowała nasze zamówienie poleciła mi między innymi swoją ulubioną herbatę - jak się okazało, był to świetny wybór. Na luzie, z uwagą i uśmiechem - tutaj pierwszy plus dla lokalu!

W ramach "wielkiego głoda" decydujemy się na zestawy śniadaniowe i zupę dnia ( w cenie 7 lub 8 złotych, wybaczcie zapomniałam). 
Adrian wybiera śniadanie Giselle (za 14 złotych), czyli: koszyk świeżo wypieczonego pieczywa, croissant maślany, konfitura lub krem francuski, miód, kawa śniadaniowa/herbata/sok do wyboru.
Mój wybór do śniadanie francuskie (tutaj porcja za 18 złotych), gdzie dodatkowo dostaję jajko gotowane lub sadzone i świeży twarożek. 
Chwilę po zamówieniu zastanawiam się co ja w ogóle wybrałam? Śniadanie z jajkiem, kiedy nie jestem przekonana do nich w innej postaci niż własnoręcznie zrobiona jajecznica? Krem z pieczonej papryki, gdzie zdecydowanie nie jest to moje ulubione warzywo? Pomroczność poranna zwyciężyła i cóż... nie pozostało mi nic innego niż czekać na to co wybrałam.





Jako pierwsza pojawia się zupka i choć nastawiona jest dosyć sceptycznie muszę przyznać, że po kilku łyżkach się do niej przekonuję. Zupka jest gorąca, gęsta, z niewielką ilością śmietany, po ostygnięciu jest jeszcze smaczniejsza.
Zestawy śniadaniowe to natomiast wcale niemała porcja - w koszyczku dostajemy wybór pieczywa obok w słoiczkach lądują słodkości. Jak możecie pamiętać z relacji na przykład z Charlotte z  wyprawy do Warszawy - fanką "przechodnich słoiczków" nigdy nie byłam. Nic się w tej materii nie zmieniło w dalszym ciągu. Chociaż w Giselle dostajemy jeszcze małe spodeczki, na które możemy sobie przelać porcję tych dodatków. Tutaj mamy do wyboru krem krówkowy - bardzo słodka i gęsta pyszność, miód oraz konfiturę z fig - już troszkę mniej słodszą. Marzyłby się większy wybór smaków, choć te, które są serwowane obecnie są smaczne. Porcja twarożku akuratnie na 2 porcje (Adrianowi wcale nie przeszkadzało w zjedzeniu połowy porcji, to, że to był mój twarożek :D). Na talerzyku obok natomiast jajko sadzone z lekko ściętym żołtkiem w towarzystwie rukoli, pomidorków i masełka - i tu kolejne pozytywne zaskoczenie, bo smakowało dokładnie jak w domu :)


Podsumowując wizytę w Giselle - zdecydowanie na plus. Nawet te smaki, na które mogłam nie mieć ochoty okazały się warte spróbowania. Wszystkie posiłki podane są bardzo starannie i cieszą oko. Wpadnijcie odwiedzić, któregoś dnia na śniadanko i przekonajcie się sami.

Madzik

PLUSY:
- przemiła obsługa,
- smaczne i świeże produkty,
- przystępne ceny,


MINUSY:
- hmmm...?? 


GISELLE
ul. Szewska 27

Share:

0 komentarze