-->

Las

Pamiętacie, że byliśmy kiedyś z łyżką w Lesie? My już prawie o tym zapomnieliśmy... a szkoda by było.
Las, czyli kontynuacja, brat bliźniak czy może po prostu druga odsłona Zupy (którą swego czasu opisywaliśmy właśnie tutaj), zwał jak zwał, ale spróbować musieliśmy. Siedzibę Lasu odnaleźć możecie przy ulicy Igielnej - wejście bardzo niepozornie, łatwo przegapić, więc dobrze wypatrujcie. Czym od wspomnianej Zupy się rożni, a może w czym przede wszystkim jest podobny?


Do Lasu zabieram Carlosa. W Ekwadorze podobno dużo lasów, więc powinien czuć się jak w domu.

O czym musimy wiedzieć udając się w tym kierunku? Do pewnego momentu ZupoLas jest Zupą, czyli mamy w ofercie również zupy z pobliskiej Zupy. I nagle ZupoLas zamienia się w Las, przygasają światła a lokalem zaczynają rządzić dzikie zwierzęta. Jeleń wygląda najgroźniej, nie wchodziłabym mu w drogę.
Według informacji na drzwiach zupę zjemy od otwarcia do około 17.00 (bardziej do ostatniej łyżki zupy), po 13.00 można już też próbować  menu leśnego, które bardziej pasuje na lunch / obiad. 



ZupoLas, czy też Las to może i nieduży, ale w sumie trzypoziomowy lokal (niski partner, główny poziom zero i antresola na kilka stolików). Urządzony jest bardzo nowocześnie, dużo tutaj drewna, ale przede wszystkim rzucają się w oczy designersko zaprojektowane krzesła czy półki za barem. 




W czasie naszej wizyty króluje menu iście leśne - dużo w nim grzybów, jest i miód, jest i dziczyzna. Jak zastrzega załoga Lasu wszystkie potrawy przygotowywane są na miejscu. Na co się zdecydujemy?

Moim pierwszym wyborem jest marokańska zupa z kurczakiem (w wersji małej to 8 złotych). Zupa z duzą ilością papryki, udało się też wyłowić kilka kawałków kurczaka - zdecydowanie na plus.  Ciekawa w smaku i przede wszystkim syta - ostrości nadaje jej też chili, które wybrałam spośród dodatków.


Carlos decyduje się na pikantną zupę meksykańską (w cenie 6 złotych za małą porcję), którą obficie posypał serem. Lekko pomarudził, że wcale nie taka pikantna jak obiecywali, ale zjadł do ostatniej kropelki. Cieszy fakt, że w ZupieLesie można usiąść i zjeść swoją zupę z porcelanowej miseczki, co niestety nie jest możliwe w ZupieZupie - ba! często nawet brakuje miejsca, by usiąść :)


W ramach dużego głodu z leśnego menu wybieram... leśny pieróg drożdżowy z kaszą gryczaną i grzybami (porcja to 12 złotych). Na stół wjeżdża rzeczywiście wielki pieróg. Jest gorący i przede wszystkim bardzo smaczny - w tym momencie stałam się wielką fanką pierogów z kaszą! I wcale nie jest jak można, by się spodziewać w ten cenie, że grzybki będą trzy, może cztery jak dobrze poszukam. Pieróg jest wypakowany grzybowo-kaszowym nadzieniem, poza tym w samym sosie znaleźć można całą masę grzybków (prawdziwki? borowiki? nie znam się niestety). Porcja jest naprawdę wielka i zapychająca, nie daję zjeść całości - to pewnie kwestia i drożdzowego ciasta i kaszy, nie zmienia to jednak faktu, że jestem bardzo zadowolona z tego co zjadłam.


Mój polski przyjaciel z Ekwadoru długo nie mógł się zdecydować na co ma ochotę, więc chyab w końcu zmusiłam go do wybrania gulaszu z dziczyzny podawanego z placuszkami z polenty (cena: 15 złotych). Tutaj porcja nie była już tak duża jak moja, przez co Carlos nie omieszkał objeść jeszcze mnie. Gulasz z dzika całkiem smaczny, placuszki z polenty (czyli mówiąc prościej: z mąki kukurydzianej), mój towarzysz nie jest już tak zadowolony jak ja (podobno sos zaciagnięty mąką). Moim zdaniem w taniej cenie ciężko byłoby dostać większą porcję gdziekolwiek indziej.


Wiecie co jest świetnie? Zarówno w Lesie jak i w Zupie możemy zbierać pieczątki. 6 pieczątek i żarełko w prezencie. Wypij 6 piw, możesz zupę zjeść za darmo. Lubię takie promocje.


PLUSY:
- menu: i zupa, i leśne przekąski,
- bardzo przystępne ceny,
- rozsądny system pieczątek,

MINUSY:
- wielkość dań, trudna do przewidzenia, jedne bardzo duże, inne skromne,


Madzik

LAS
ul. Igielna 14



Share:

0 komentarze