-->

Wrocław StrEAT - rozpoczęcie sezonu

Sezon foodtruckowy uroczyście można uznać za otwarty. W piątek punktulanie o 12.00 na deptaku przy Uniwersytecie Przyrodniczym food-trucki rozpoczęły karmienie! A potrwa ono, aż do niedzieli.




DZIEŃ 1.

Stawiliśmy się z Carlosem punktualnie o 12.00 pod UP. Ludzi czekających na jedzenie było już mnóstwo. Foodtrucków też, chociaż nie wszystkie jeszcze otwarte. Wrocławska czołówka: Bratwursty, Pasibus i Happy Little Truck stanęli na wysokości zadania i zaczęli karmić już wcześniej. Na pozostałe trucki przyszło nam chwilę poczekać.  






Trzeba zwrócić uwagę, że organizacyjnie impreza wygląda bardzo dobrze! Dużo samochodów, ustawionych na całej długości deptaka wzdłuż uczelni i akademików, poza tym kilka aut zaparkowało też na dziedzińcu między budynkami UP. Duży wybór: oczywiście standardowo burgery na pierwszym miejscu, ale można też zjeść chińskie pierożki, zapiekanki, meksykańskie taco, włoskie makarony, rybę prosto z milickich stawów, zapiekanki, langosz, kiełbaski, ramen, naleśniki… ufff! zabrakło mi oddechu, by wymienić wszystkie możliwości. Reasumując: jest w czym wybierać. Organizatorzy zadbali też o miejsca siedzące dla pałaszujących pyszności, a także o strefę sanitarną (jest gdzie umyć ręce! :P). Impreza na odpowiednio wysokim poziomie :)

Jako przebiegłe kreatury postanowiliśmy wykorzystać okazję i ustawić się w jeszcze krótkiej kolejce do Momo-Smak Kuchnia Tybetańska. Kto z Was bywał na podobnych festiwalach foodtrucków, ten wie, że pierożki serwowane przez Momo są absolutnym hitem i zawsze ustawia się do nich niekończąca się kolejka. Ale wedle zasady: "Kto rano wstaje, ten pierogi dostaje", my na początku imprezy czekaliśmy na pierożki tylko 10 minut ! :) (chwilę później kolejka była już dłuższa).


Momo serwuje różne smaki pierożków momo gotowanych na parze, spory wybór w farszu mięsnym (wołowina, wieprzowina, indyk, kurczak, krewetki, krab), wegańskim (warzywa, dhali, kyi, bok-choi <co to wszystko znaczy???>) czy wegetariański. Pierożki serwowane są w bambusowych pojemniczkach z przykrywką w ilości 10 sztuk, wszystkie rodzaje kosztują 14 złotych. 
Co w nich taniego niezwykłego? No właśnie nie wiem… Rzecz, by się chciało za poetą "Za czym kolejka ta stoi?". 
Pierożki są cieplutkie, ciasto delikatne, farszu ilość wystarczająca. Nasze nadziane są indykiem z grzybami moon i rzeczywiście tych grzybków w nich nie brakowało. Do każdej porcji możesz sobie dobrać sosik gratis - jednak tutaj bez szału, nie polecamy. Momo smaczne, ale gdybym miała stać w kolejce po nie ponad godzinę byłabym chyba bardzo zła.




Zanim jeszcze skończyliśmy jeść pierogi, zamówiliśmy już kolejny posiłek - grunt to dobra organizacja. Na pizzę z łódzkiego Pizza Trucka, nie musieliśmy długo czekać. Ten całkiem niemały samochodzik mieści w sobie 2tonowy piec szamotowy. Wszystkie pizze wyrabiane ręcznie, ciasto bez drożdży. Do wyboru 5 opcji, bardzo standardowym (m.in margerita, salami, parmeńska, cztery sery). My decydujemy się na parmeńską -z rukolą, parmezanem, szynką parmeńską i pomidorami.



Do odbioru pizzy zostajemy wywołani po dokładnie 7 minutach od złożenia zamówienia. Pizza na cienkim, chrupiącym spodzie, posypana rukolą już po upieczeniu.  Całość nie przeładowała składnikami, je się przyjemnie i nie zapycha. Tak się powinno robić pizzę! Cena: 22 złote.
Bardzo podobna do naszego wrocławskiego Happy Little Truck, którzy w temacie pizzy nie raz już pokazali klasę :)



Nasze obżarstwo nie skończyło się jednak tylko na dwóch potrawach. Nie mogło zabraknąć mnie przy samochodzie ośmiu misek. Standardowo maślana - dzisiaj w dwóch opcjach do wyboru, albo pooled pork, albo z tajską kiełbaską. Bierzemy pooled porka i jak zawsze jestem zachwycona. Nawet Carlos przyznał mi rację - maślana to niebo w gębie! :) Jak zawsze 9 złotych.
Osiem Misek - jak zawsze dobra robota! 


Nasze żołądki już prawie pełne, ale nie przyszliśmy tu oglądać, tylko jeść. Żwawym krokiem kierujemy się w stronę zapieksowni, by tam za dychę (słownie: 10 złotych polskich) dostać zapiekankę. Gliwicka zapieksowania przyjechała do Wrocławia, aż na dwie przyczepy. 


Zapiekanka nasza to hiszpanka. Długości połowy bagietki (jakieś 20cm), z cebulą, pomidorkami, chorizo i serem.
Zapiekanki kocham od dziecka. Gdy tylko jest w domu bagietka to zapiekanka musi wyjechać z piekarnika. No i wyszło na to, że ja robię lepsze.
Zapiekanka dosyć sucha, ta kombinacja smakowa też nie rozdarła nam kubków smakowych. Chorizo prawie nie było. Dobrze, że chociaż ser smaczny, a nie jakiś seropodobny. 
Ale spokojnie, damy im jeszcze szansę jutro, spróbujemy jakiegoś klasycznego zapieksa.


Żeby dopchać się do końca chcemy jeszcze spróbować czegoś ostrego. Carlosowi zamarzył się powrót w ciepłe klimaty Ameryki, więc udajemy się do Wheel Meal. Do wyboru klasyki kuchni meksykańskiej.


My decydujemy się na Taco Con Carne (w cenie 9 złotych). W wielkim paierku otrzymujemy małego nachoska, z mięsem, śmietaną, pikantnym sosem oraz bardzo dużą ilością pietruszki. Smaczne - to fakt! Odpowiednio ostre - to fakt! Małe… - to też fakt! 
Konkurs na najlepsze danie za 9 złotych, dalej wygrywa maślana z ośmiu misek :D



Pojedzone! Teraz zasłużona drzemka, jutro kolejna porcja jedzenia do zjedzenia! :D

Magda


Share:

0 komentarze