-->

Positive Day

Piątek wieczór. Idziesz na "browara" ze znajomymi. Ulica Bogusławskiego, Wrocław - tak zwane "Pod Nasypem". Jest tam wiele lokali - chyba każda szanująca się młoda osoba, która spędziła trochę czasu we Wrocławiu, w końcu trafiła w to miejsce. Jednak mało kto o tej perełce...







Szukaliśmy czegoś żeby usiąść i pogadać, nie mieliśmy dużych oczekiwań. Dobre piwo, w przystępnej cenie, spokojna muzyka bez łupania w bęben i kilka miejsc siedzących. Wszędzie było max ludzi, a na domiar złego budki z kebabem, sklep monopolowy, sex shop. Postanowiliśmy przejść dalej na stronę urzędu miasta. W końcu niczym dzieci we mgle znaleźliśmy się w miejscu do wtedy nam nie znanym. 





Klimat jest skromny. Totalne zaprzeczenie wszech-zaśmiecenia większości barów i pubów jakie znam. Nie ma przyciągających uwagę ścian, w które pijani wlepiają się godzinami aby rozkminić wszystkie niuanse, które ktoś projektował po LSD zapijanym Absyntem. Nie ma wielkich przestrzeni do tańczenia. Muzyka nie zamienia młoteczków w uszach w moździerze przeciwpancerne. 




Ściany okraszone są malowidłami czerpiącymi ze stylu Rastafari - religii miłości i pokoju. Z głośników sączy się Bob Marley - nie myślcie jednak że jest to przekładaniec No Woman No Cry z One Love, praktycznie nie usłyszycie najpopularniejszych hitów Roberta Nesty Marleya. Muzyka jest pozytywna, nie za głośna aby można było rozmawiać ze znajomymi. Nie jest to jednak miejsce typowo "Rasta" gdzie możecie zapalić gibona i opowiadać godzinami o technikach skręcania dreadów. Sednem tego lokalu jest mikroklimat, można tam poczuć się na luzie, wśród pozytywnie nastawionych ludzi. Jakby wierzyć w te brednie o aurach i eterze to można by to ująć tak: Aura powoduje, że w eterze jest dużo spokoju i radości. Oczywiście nie wszystkim to przypadnie do gustu - "Some people feel the rain. Others just get wet." ;)






Przejdę wreszcie do tego co wszystkich pewnie interesuje: Jeżeli chcecie napić się kolejnej Warki czy innego Tyskiego to nawet nie wchodźcie - tu nie ma miejsca na te szczyny. Na górze (moich ulubionych piw) w chwale, dumny niczym lew stoi Ježek. Kiedy pierwszy raz spróbowałem tego piwa wiedziałem, że będę tam częstym gościem - nigdzie nie kupicie tak pysznego piwa za 6 złociszy! Mam na myśli tu pół litrowy kufel, pysznego, klarownego, mocno żółtego, goryczkowego ale bez przesady, zostawiającego niesamowity posmak piwa. Poczułem miłość. Oczywiście to piwo i to miejsce mają swoją jedną wielką wadę: Nie można się powstrzymać żeby nie chcieć jeszcze! Jeżeli jesteście alkoholikami, puboholikami, baroholikami czy dobro-klimatoholikami to nie wchodźcie tam. Wpadniecie jak pierścień Froda z gratisowym Golumem. 







Wielką zaletą jest fakt, że ceny nie zwalają z nóg, a piwa zwalają z nóg. Dodajmy do tego Dobroński Cydr (Do-broński  ;)), Zubr Cerne (Excelentni Cerne Pivo), Chlumecky Vit (Dla lubiących delikatniejsze smaki ;)) wszystkie z kija. Do tego mamy masę piw w butelkach z małych rzemieślniczych browarów (Np. Wrężel), kilka niemieckich pozycji (Np. Lausitzer Hafeweizen), oraz coś co kochają kobiety Kir$ch Porter - przyznam się bez bicia, że jak byłem ostatnio u zachodnich sąsiadów, to sam trzy takie kupiłem bo mi też smakują (Pisze to zarośnięty grubas nie kończący na jednej butelce piwa). Jeżeli jesteś kobietą, uwielbiasz smakowe piwa - to dzwoń do koleżanek, że spotkanie macie w Positive Day!!! (Wiem, że są w innych lokalach, ale tam nie kosztują 7 złotych!). I na prawdę nie wspomniałem tu już o toaletach, które są czyste i schludne, a więc koniec małyszomanii! Nie wspomniałem o piecyku, który w zimne dni daje ciepło i przyjemny zapach palonego drewna. Nie wspomniałem też o kocykach i poduszkach, które można sobie dowolnie ułożyć. Lokal jest przyjazny psom - bo właściciel jest fanem psów.




Największą zaletą tego miejsca jest jednak jego właściciel. Pan Janusz jest niesamowicie ciepłym, uśmiechniętym, przyjacielskim i (niesłusznie) skromnym człowiekiem. Udało mi się przeprowadzić z nim, krótki wywiad. Chylę czoła.

Lechu: Opowiedz o sobie: Czym się interesujesz? Jaka jest twoja największa pasja? 
Janusz: O sobie opowiadać najtrudniej. Od kiedy pamiętam chciałem być archeologiem. I zaczęło się to dużo wcześniej nim pojawił się pierwszy Indiana Jones. Życie jednak potoczyło się zupełnie inaczej ale tak czy owak archeologia i historia to cały czas moje największe pasje. Co jeszcze? Oglądanie świata na żywo czyli podróże. A ponieważ nie zawsze można pojechać gdzie się chce i kiedy się chce to dobra literatura podróżnicza, reportaż. Fotografia. Dobra muzyka. Bardzo różna. Latem spływ kajakowy. Rzeka, las. Fantastyczne odcięcie od codzienności. Cały czas jeszcze zdarzają się miejsca, gdzie komórki nie mają zasięgu. No i mam dwa psy. Znajdy takie, kundle. I tak naprawdę, to one są moją największą pasją ;))

L: Co skłoniło cię do otwarcia Positive Day?
J: Zniechęcenie do tego co robiłem wcześniej.




L: A więc co robiłeś wcześniej?
J: Pracowałem w różnych miejscach, trochę w handlu, trochę pracy biurowej. Żartowałem sobie, że jako człowiek bez specjalistycznego wykształcenia mogę robić wszystko. I na tym bym zakończył ten wątek. Pomysł knajpy po raz pierwszy pojawił się może z 10 lat temu, kiedy mój przyjaciel otworzył podobny interes. Natomiast wizja Positive Day narodziła się może dwa lata temu...




L: Widać, że znasz się na piwie. Jakie piwa są twoim zdaniem najlepsze? Czego można napić się w Positive Day? Co najbardziej polecasz?
J: Nie jestem znawcą piwa. Nie potrafię się rozczulać nad aromatem różnych gatunków chmieli, posmakiem słodu. Piwa dzielę na te które mi smakują i te które mi nie smakują. I oczywiście najlepsze są te, które mi smakują ;))

Jako, że jednak za barem, często trzeba czegoś więcej niż tylko umiejętności nalania piwa „z pianką na trzy palce”, to wiedzę czepie z internetu oczywiście. Niewyczerpane źródło informacji: blogi, serwisy piwowarskie, jest tego masa! Rzeczy robione przez prawdziwych pasjonatów, często fachowców posiadających ogromne, własne doświadczenia. Wystarczy umiejętność czytania ze zrozumieniem aby udawać mądrzejszego niż się jest w rzeczywistości. I jeszcze jedna ważna rzecz – nie bać się nowych smaków! Bolesne rozczarowania naprawdę zdarzają się rzadko. A bardziej wiarygodnie opowiada się o czymś, czego samemu się spróbowało, niż tylko o tym czytało.

Acha, jeszcze jedno. Trzeba lubić piwo ;))

W Positive Day chciałem mieć piwa, które sam lubię. Łatwiej je wtedy z przekonaniem polecać.
Na kranach: Jeżek, jasny lager, lekki, orzeźwiający, goryczkowy ale bez przesady. Znakomite piwo na co dzień. Żubr, ciemny lager, w smaku trochę kawy, trochę karmelu, delikatna słodycz. Piwo ciemne ale wbrew obiegowej opinii lekkie. Pszeniczny Chlumecky Vit, w smaku owocowo-korzenny, wyśmienity na ciepłe dni. Była jeszcze Koutska dvanactka z browaru Kout na Szumawie, jak dla mnie najlepsze piwo jakie piłem w ostatnim czasie. W smaku bardziej wyczuwalny słód niż chmiel. Sycące, pełne, doskonałe. Niestety się nie przyjęło. Może dlatego, że nazwa za trudna do zapamiętania i wypowiedzenia. Na razie zamieniłem go na cydr. Może wrócę do niego na jesieni, jak zrobi się chłodniej.

A w butelce Velkopopovicky Kozel, Opaty z Broumova, Svijany, Gambrinus. Niemieckie piwa z browaru w Lobau na Łużycach: portery wiśniowy i truskawkowy, klasyczna pszenica i pilsner. Piwa z rzemieślniczych browarów Perun i Wrężel. I inne. W zależności od tego co na zakupach w oko wpadnie.



L: Bob Marley. Jest na ścianie, leci z głośników. Dlaczego Bob Marley? Jesteś fanem Reagge? Co sprawiło, że stał się on motywem przewodnim? Ściany są widocznie żółto-zielono-czerwone. Te kolory też nie są przypadkowe. Dlaczego ten klimat?
J: Bob Marley jest ojcem chrzestnym knajpy! W „Positive Vibration” śpiewa: Make way for the positive day. To zdanie stało się swego rodzaju mottem knajpy a samo Positive Day posłużyło za nazwę. Stąd Marley nad barem, stąd dużo Marleya na playliście. Sam Bob Marley to bardzo ciekawa postać. Człowiek, który zrobił wielką karierę, stał się mega gwiazdą, symbolem, ikoną, zarobił olbrzymie pieniądze a jednocześnie pozostał wierny sobie, wierny wyznawanym i głoszonym przez siebie wartościom. Rzadko spotykana cecha. Budzi szacunek. Reggae, to jedna z moich późnych fascynacji muzycznych. Do wszystkiego trzeba dojrzeć. Wcześniej słuchałem ostrzejszej muzyki i może mój umysł potrzebował już jakiegoś odpoczynku? Fantastycznie jest się dać ponieść rytmowi, bujaniu reggae czy dubu, odlecieć gdzieś w przestrzeń, zresetować głowę ;) No i to pozytywne przesłanie: miłość, pokój, tolerancja, wyrażane w prostych, zrozumiałych chyba dla każdego słowach. Proste, czasem wręcz prymitywne ale po co komplikować?

Z muzyką w Positive Day jest tak jak z piwem: piwo leje takie jakie mi smakuje a muzykę puszczam taką jak lubię. Różną, nie tylko reggae. Ale zupełnie słusznie skojarzyłeś, że reggae było główną inspiracją przy wymyślaniu wystroju knajpy.

L: Jakie jest twoje największe marzenie? Co chcesz osiągnąć w przyszłości? Gdzie prowadzi droga Positive Day?
J: Opowiem ci o marzeniu związanym z Positive Day. W głowie kłębią mi się pomysły, co tu jeszcze zrobić, co jeszcze zmienić, żeby jak najwięcej ludzi zobaczyło to miejsce takim jak ja je widzę: przyjaznym i otwartym, w którym każdy jest mile widziany, każdy czuje się u siebie i zawsze znajduje to czego szuka: może się spotkać ze znajomymi i pogadać, może się zabawić a może posiedzieć i odpocząć, poczytać książkę, wyciszyć się.

Nie marzę o najpopularniejszej knajpie we Wrocławiu ani o najbardziej dochodowej. Marzę, żeby każdy kto odwiedzi Positive Day, zapytany "jak było?" odpowiedział "dobrze było!". I tyle. Tylko tyle albo aż tyle. Mam nadzieję, że to się uda!



Dziękuję. Od siebie dodam tyle, że w wypadku tego lokalu wychodzę na słabego recenzenta silnie stronniczego. Możecie mnie o to oskarżać. Jednak takie jest moje zdanie - to najlepszy pub w tym mieście, w dodatku prowadzony przez fantastycznego człowieka. Warto zajść te kilka kroków dalej.


Plusy:

+ Klimat
+ Piwo
+ Piecyk
+ Chillout
+ Pan Janusz

Minusy:
- Brak głośnej łupanki ;)
- Troszkę za daleko od centrum "Pod Nasypem"
- Piwo tak pyszne, że uzależnia


POSITIVE DAY
ul. Bogusławskiego 41

Tags:

Share:

0 komentarze