-->

Mood4food - festiwal foodtrucków

Kilka dni już minęło od ostatniego festiwalu ulicznego jedzenia.. Mood4Food - bo tak się nazywał, odbył się w ostatni weekend pod Halą Stulecia, przy Iglicy.



Moje pierwsze skojarzenia, jakie nasunęły się apropo tego wydarzenia to: naprawdę tam? Swego czasu głośno szumiało wśród właścicieli foodtrucków - Hala Stulecia nie wyraziła zgody na postawienie tam samochodów i sprzedaż jedzenia. Kilka samochodów, które próbowały pod Iglicą znaleźć "stałą miejscówkę" musiało odjechać z kwitkiem. Może jedzenie z "gastrowozów" jest za mało eleganckie, by mogło odbywać się w pięknym okolicach zabytku Unesco? :) Tak czy siak weekendowe festiwale chyba Hali Stulecia nie przeszkadzają i nie "ubrzydzają" jej aż tak bardzo :)

Na Mood4Food zaprezentowało się 30 samochodów i punktów gastronomicznych. Można było zaspokoić głód u wrocławskich wyjadaczy: Bratwursty, Pasibus, Foodszak, 66 American Burger, Byczy Burger, Mobicafe czy Taho Cafe godnie reprezentowali gospodarzy. Oprócz nich pod Iglicą zaparkowało kilka samochodów przyjezdnych i to właśnie na nich postanowiliśmy się skupić w ten weekend (niekoniecznie się to udało, ale smakowo udało nam się znaleźć różnorodność). Oto i krótka relacja:

carnitas food truck

Samochód z Warszawy specjalizujący się w kuchni meksykańskiej. W menu do wyboru tacos lub burrito. Mój wybór pada na burrito z wieprzowiną w opcji średnio ostrej. Cena 20 złotych.
Kilka minut później otrzymuję dużą wypakowaną po brzegi tortillę. Jest w niej dużo ryżu, fasoli i warzyw (głównie sałaty) oraz delikatnego i miękkiego mięsa. Porcja zgodnie z życzeniem jest średnio pikantna. Całość dostaje zdecydowane plusa: jest syto i smacznie!






shakewave foodtruck

Shakewave, to samochód, który specjalizuje się w… szejkach :) Na samochodzie widnieje duże menu z obrazkami, do wyboru: frozenwave (kruszony lód z pomarańczą, miodem i syropem do wyboru), ice fun (lody śmietankowe z dowolnie wybranym słodyczem), classic shake (shake na bazie mleka),protein shake (na bazie izolatu białka serwatkowego), fruit shake (na bazie owoców/warzyw i lodu) oraz świeżo wyciskane soki.
Staję w kolejce, kilka osób przede mną babcia z wnuczkiem proszą o ice fun z oreo (widoczny na tablicy). Niestety opcja jest już w tym momencie niedostępna. 
Kolejna osoba - dwóch mężczyzn, dobrze przypakowanych (widać siłownia i te sprawy) prosi o protein skahe'a. Niestety ta opcja też jest już w tym momencie niedostępna.
Przychodzi kolej na mnie. Wybieram frozenwave, płacę, kilka sekund później dostaję swój skahe. Smaczne to, choć bez większego zachwytu. Niestety obsługa nie zapytała mnie, który syrop smakowy chciałabym wybrać i dostaję opcję randomową, ze smaku zgaduję, że malinową.
Powiedzcie mi, co jest trudnego w zaklejeniu niedostępnych pozycji z menu? Czy stanie kilka minut w kolejce, by dowiedzieć się, że wybranego przeze mnie napoju nie ma w ofercie, ma mnie skłonić do zakupu czegoś innego?
Druga kwestia: czystość w samochodzie. Z poziomu "przed kasą" bardzo dobrze widać, jak pracują Panie w środku. Wokół blenderów walały się skórki po owocach, opakowania po batonach, a co najważniejsze i chyba najbardziej "niesmaczne" dla mnie, blendery pomiędzy kolejnymi napojami nie były nawet przepłukiwane wodą - hopsa! kolejne porcja i blendujemy! 
Rozumiem, że festiwal, że dużo klientów, ale dużą ilość zamówień naprawdę da się przewidzieć - można zatrudnić dodatkową osobę, która będzie tylko sprzątała i myła. No i może znajdzie czas, na zaklejenie na menu niedostępnych produktów.
Shakewave mojego serca nie zdobył, wybaczcie.  


ZZTop - zupy i zapiekanki

Lokal stacjonarny z okolic Rynku specjalizujący się, jak nazwa wskazuje w zupach i zapiekankach postawił przyczepkę. Nie ma co ukrywać, nasuwa się skojarzenie do zapiekanek tradycyjnych i ich przyczepki ciągniętej przez malucha - czy będzie tam samo smacznie jak w PRLu u Andrzeja? :)
Wybieram najbardziej klasyczną opcję: zapiekanka z serem i pieczarkami. Cena 7,50 złotych. Trzeba chwilkę poczekać, by do moich rąk trafiła około 20-30 cm zapiekanka.


Dużo sera, dużo pieczarek. Sama bagietka też całkiem spora. Wszystko komponuje się całkiem smacznie polane keczupem. Może nie jest to szczyt i mistrzostwo wśrod zapiekanek, jednak wypada calkiem dobrze i na pewno zapycha głód.
Nie mogłabym być sobą, gdyby jednak się nie przyczepiła i nie poprosiła o drugą kartonową tekturkę pod zapiekankę. Czemu? Otóż oczekując zamówienia zauważyłam, że Pan, który je przygotowywał w przyczepce zginał te tekturki…na swoim brzuchu. Oczywiście w prywatnym ubraniu (inne osoby, które obsługiwały miały bardzo gustowne fartuszki, czemu ten Pan nie?), żeby było wygodniej, a że w przyczepce mało miejsca, to najwidoczniej najwygodniej zginać kartoniki na sobie. Wybaczcie, ale niekoniecznie chce zjeść kurzyk, brudzik, włosy czy pot (a pogoda dopisywała, więc pewnie i pot się lał) razem z zamówionym przeze mnie żarełkiem.




placki ziemniaczane i frytki belgijskie

Kolejny foodtruck, w którym jedliśmy. Porcja frytek za 9 złotych. Keczup płatny 1 złotych. Dodatkowy sos 2 złote. Biorę porcję z keczupem i majonezowym sosem. Sosy oczywiście gotowce z butelki. Same frytki chrupiące i gorące, porcja podana w papierowym rożku. Przeszkadzało mi jedynie, że sosy nie były w osobnych pojemniczkach, ale cała porcja została nimi obficie polana.
Tutaj też kolejny fuckup organizacyjny. Mrożone frytki w samochodzie nie mieściły się w zamrażarkach (tak podejrzewam). Zamknięte kartony z frytkami (jeszcze zaklejone folią) leżały sobie na zewnątrz zamrażarek, skąd Pani z obsługi brała kolejny worek i wsypywała porcję do koszyka do smażenia. Chyba za mała zamrażarka na takie ilości frytek.



Jedliśmy jeszcze smażony ser od Bratwursty - bez zarzutu, choć długo trzeba było czekać na zamówienie.

Po całym festiwalu nasuwa mi się lekkie zniesmaczenie. Czy naprawdę tak trudno jest zadbać o odpowiednie przechowywanie swoich produktów i czystość w trakcie ich wykonywania? A może właścicielom i obsłudze brakuje podstawowej wiedzy o zasadach, w jakich jedzenie powinno być przygotowywane i przechowywane?
Poza festiwalami często jem u Bratwurstów, w Pasibusie czy u moich ulubionych ośmiu misek - zawsze zamieniam z obsługą kilka słów, więc widzę też, jak przygotowywane jest moje zamówienie. Nigdy nie zdarzyło się nic podobnego… zawsze jest czysto i nie rzucają się w oczy takie nieporozumienia. 

Można, by się też przyczepić do małego wyboru dań na festiwalu food trucków (bardzo dużo burgerów, dwa samochody typowo z frytkami, dużo deserów). Czymś charakterystycznym i niepowtarzalnym wydają mi się być tylko oferty Bratwurstów i carnistas. Kilka fajnych stoisk z restauracji, np. Cztery Jelenie czy pan.puh (Carlos żartował, że długa kolejka, to efekt jego ostatniej recenzji: klik!). Zdecydowanie zabrakło wspomnianych już ośmiu misek, czy nietypowej oferty Naan Tandoori & Grill.

Koniec marudzenia.
Może następnym razem będzie czyściej.




Share:

0 komentarze