-->

Wrocław StrEAT - food truck festiwal 'czerwiec 2015

Kolejna edycja festiwalu jedzenia na ulicy! Poprzednia edycja Wrocław StrEAT bardzo nam się podobało (klik!) więc nie mogło nas zabraknąć i tym razem.

Festiwal Wrocław StrEAT odbył się, tak jak i ostatnim razem na deptaku wzdłuż Uniwersytetu Przyrodniczego, w pobliżu Placu Grunwaldzkiego. Tym razem jakby aut mniej - poprzednim razem sznur aut ciągnął się, aż wzdłuż akademików, tym razem zajął tylko wewnętrzny dziedziniec pomiędzy budynkami Uniwersytetu i deptak przed starym wydziałem. Generalnie bardzo podoba mi się, że taki zlot odbywa się właśnie przy jednej z bardziej ruchliwych ulic.Nie brakuje jednak miejsc do siedzenia, można przyczupnąć też wzdłuż wspomnianych akademików. Gratulacje dla UP, że chcieli i pomogli w organizacji tego całego zbiegowiska (szkoda, że Panie w dziekanacie nie są tak na luzie :D - pisze to studentka wydziału za foodtruckami).
Na festiwal wybieramy się w czwórkę (zabieram ze sobą Adriana, Carlosa i Martę), więc będzie to pewnie opinia na parę głosów!

Pan Frances - Grzanki Francuskie

Nasz pierwszy wybór i muszę powiedzieć nieskromnie: od razu strzał w dziesiątkę! Ten foodtruck, na ten moment, jest moim zdaniem największym hiciorem tego zlotu. Żółty samochodzik przyjechał do nas z Warszawy, by karmić grzankami francuskimi, czyli pieczywem pszennym moczonym w jajku, panierowanym i smażonym na głębokim oleju. To wszystko serwowane jest w formie kanapek - i tu mamy do wyboru kilka opcji. Standardowe słone propozycje: Mięśniak z duszą (wieprzowina z rukolą, octem balsamicznym i miodem), Bajo (jajko sadzone z sosem bazyliowym, szpinakiem, bekonem i serem), Kaprys (mozzarella z pomidorem, bazylią i szpinakiem) oraz Łozo (łosoś z majonezem, cytryną i szpinakiem), Rubens (bekon z rukolą, serem i sosem bbq). Ale ku mojemu zdziwieniu mamy też możliwość zjedzenia tych grzanek na słodko: z sezonowymi owocami i czekoladą. Grzanki maczane w masełku przypominają mi smak dzieciństwa (a komu z Was nie?), więc nie mogłam sobie odmówić.



Razem z Adrianem decydujemy się na opcję XXL Mięśniaka z Duszą. Wersja XXL to trzy grzanki przełożone składnikami, wersja standardowa ma tylko dwie grzanki. Na samochodzie zauważamy informacje oferującą 10% zniżki za polubienie fanpage'a Pana Francesa na facebooku. Oczywiście polubiam (lekko na zapas) a tu… czeka mnie jeszcze większa niespodzianka. Zamiast spodziewanych 10% zniżki dostajemy wersję XXL w cenie klasycznej kanapki (XXL - 17 złotych, klasyczna wielkość- 12 złotych) - to robi różnicę! Także wszyscy czytający: zanim tam się wybierzecie, po naszej smakowitej recenzji, to kliknijcie w odpowiedni kciuk i pokażcie to Panu w samochodzie! :)


Niedługo później dostajemy do zjedzenia naszego Mięśniaka. Porcja jest naprawdę spora i wygląda smakowicie. Grzanki są ślicznie zrumienione i nie ociekają tłuszczem, czego się obawiałam. Pomiędzy nimi masa składników, które świetnie się ze sobą komponują - macie czasem tak, że  niemal czujecie w wyobraźni smak, tego, co macie za chwilę zjeść? Ja dokładnie tak wyobrażałam sobie smak tej grzanki. Pieczywo jest chrupiące a przy tym mięciutkie, nadzienie delikatnie słodkie, dzięki dodaniu miodu i octu balsamicznego. Samo mięso jest perfekcyjnie zgrilowane i chrupiące.
Jak już pisałam: to mój zdecydowany hit tego festiwalu! Biegnijcie spróbować!


Best Burgers Wrocław


Po takim śniadaniu Adrian stwierdził, że jest gotowy zjeść kawał mięsa. Przeszliśmy wszystkie burgerowe foodtrucki, by zatrzymać się przy wrocławskiej nowości, jaką jest Best Burgers Wrocław. Czarny samochód z ubraną na czarną załogą oferuje 9 rodzajów burgerów i pieczone bataty. Bardzo podobało nam się, jak dziewczyny przygotowywały kotlety do bułek: najpierw odpowiednio je uklepywały, prawie do rytmu i prawie tańcząc, a to wszystko w czarnych rękawiczkach - za samą stylówkę postanowiliśmy dać im szansę :)


Pierwsze trafiają do nas smażone bataty z różnymi sosami. Taka porcyjka to 8 złotych. Smaczna przekąska, choć zdecydowanie bardziej smakowały mi kawałki bardziej pokrojone, które przy smażeniu stały się chrupiące jak chipsy. Jednak większe i grubsze kawałki też zjadłam ze smakiem. Całość świetnie dopełniały sosy, których dostaliśmy kilka na spróbowanie - polecane przez obsługę.


Adrian zdecydował się na burgera numer 5 - z jajkiem i bekonem. Kilka minut później dostał swoją kanapkę nadzianą na patyczek z truskawką na szczycie. Z racji, tego, że nie próbowałam zajadając się juz kolejnym daniem (o którym za chwilę) oddam głos Adrianowi, który rzecze tak:
"Jedną z większych zalet tego burgera było pieczywo. Bułka nie była zbyt sucha i spieczona, co się często przytrafia konkurencji. Kompozycja dodatków oraz 'sos firmowy' świetnie się komponowały z dość mocno przyprawionym mięsem. Nie to jednak zapadło w mojej pamięci - wielki plus dla pań przygotowujących burgery oraz obsługi - było lekko, miło przyjemnie. Jeszcze nigdy nie widzieliśmy kogoś klepiącego burgery z takim entuzjazmem."


gofreak


Kolejna nowość wśród wrocławskich foodtrucków to mobilna gofrownia - gofreak. W menu do wyboru gofry klasycznie na słodko i nieklasycznie w słonym wydaniu. Skusił mnie gofr na słodko… najbardziej kusił z białą czekoladą i kokosem, ale bojąc się totalnego zasłodzenia (a w planach miałam jeszcze dużo jedzenia tego dnia) wybrałam coś bardziej klasycznego, czyli nutellę z owocami. Trzeba przyznać, że owoców i kremu czekoladowego nie szczędzono, goferek się pod nimi uginał. Całość naprawdę bardzo smaczna, mam jedynie zastrzeżenia, co to chrupkości gofry - ten był niestety trochę twardy, a ja najbardziej lubię te mięciutkie i gorące - prosto z gofrownicy. Następnym razem na pewno spróbuję, którejś ze słonych opcji!




Potrawy Kuchni Bałkańskiej

Co do tego foodtrucka chwilowo tylko zdjęcia. Jak Carlos postanowi się podzielić swoimi odczuciami, to pojawi się więcej. Krótko: pachnie jak kebab, smakuje jak kebab, nawet trochę wygląda jak kebab… ale to nie kebab!




własna robota

Po tym całym jedzeniu odezwało się pragnienie. Przyciągnął mnie sympatycznie szary wóz Własnej Roboty, która oferuje różnego rodzaju shake'i owocowe i warzywne. Po chwili zastanowienie decyduję się na czwartą pozycję z menu - była to bodajże brzoskwinia z jabłkiem (ciężko spamiętać tyle pysznych rzeczy…). Wszystko przygotowywane na miejscu i na moich oczach. Czyściutko i szybciutko (a jeśli czytaliście recenzję z mood4food, to wiecie, że zwłaszcza na czystość w foodtruckach zwracam uwagę). 4 minuty po złożeniu zamówienia trzymałam już swój napój w łapce. Całą czwórką (tak.. pozostali bezczelnie mi podpijali :D) orzekamy, że shake z Własnej Roboty jest naprawdę pyszny!


osiem misek


Na zakończenie… nie mogło zabraknąć buły maślanej z ośmiu misek. Jak zawsze przepyszna! Ciężko ją porównać do czegokolwiek, co miałam okazję jeść w życiu wcześniej. Kto jeszcze jej nie zna… musi spróbować. Na każdym festiwalu foodtrucków czuję się zobowiązana odwiedzić ekipę misek i spróbować coś z ich menu (chociaż znam już chyba wszystko). Inaczej "wyjście na foodtrucki" wydaje mi się nieskończone i wybrakowane.




No to tyle…
A co Wam smakowało najbardziej? :)



Share:

0 komentarze