-->

Le Chef


Le Chef kusił mnie już od dłuższego czasu. Próbowaliśmy go z Adrianem rok temu zaraz po otwarciu (miała to być jedna z pierwszych relacji na blogu :P ), co okazało się małą katastrofą. Niesmak pozostał, przez to co nie wróciłam do tego miejsca zbyt szybko. Rok minął, a ja postanowiłam dać Chefowi drugą szansę.

Le Chef to niewielki lokal w jednej z bocznych uliczek w Rynku. Ulicę Więzienną można by nazwać małym wysypem gastronomicznym Wrocławia. Znajdziemy tu i bardzo proste lokale (serwujące np. kebab czy frytki), mamy tu też niedużą burgerownię sąsiadującą z Chefem, a przede wszystkim, może 20 metrów dalej pasaż włoski, gdzie pizzy i makaron znajdziecie pod dostatkiem. W samym sercu tego restauracyjnego dobrobytu swoją siedzibę ma Chef. Lokal bardzo niepozorny z zewnątrz, nie rzucają się w oczy żadne wielkie reklamy (za co Chef ma u mnie dużego plusa, porównując inne lokale w sąsziedztwie), duże okna, kilka stolików na zewnątrz - wszystko utrzymane w takim bardzo prostym, ale i eleganckim stylu.




U Chefa od otwarcia karta zmieniła się już kilka razy. Do wyboru mamy kilka salatek, dań głownych,   zup, tapasów i deserów. Menu niewielkie, ale wystarczająco zróżnicowane, by każdy mógł znaleźć coś dla siebie. To co w Chefie może lekko odstraszać to ceny. Za sałatkę zapłacimy 20 parę złotych, przystawka do kwota ponad około 15 złotych. Danie główne natomiast może nas kosztować nawet koło 40-50 złotych. Taki chyba urok lokalu w Rynku. 

Rzut oka na menu nasuwa mi skojarzenia z moimi ulubionymi Dinette czy Nigdy Nie Zapomnę (gdzie mam wrażenie, że ceny są ciut niższe), więc pełna dobrych przeczuć zasiadam do jedzenia.


Jako starter wybieram patatas bravas (10 złotych) czyli pieczone ziemniaczki podawane z pikantną salsą pomidorową i majonezem czosnkowym. Danie wygląda bardzo efektownie, podane na drewnianej desce. Ziemniaczki polane są pikantnym sosem, obok kleks z majonezu, wszystko posypane paroma listkami rukoli. Ziemniaki są idealnie upieczone, lekko chrupiące z zewnątrz, za to idealnie miękkie w środku. Smaku dodają im też przyprawy, którymi zostały posypane przed pieczeniem. Sos pomidorowy rzeczywiście jest pikantny, całość świetnie równoważy majonez. Przystawka bardzo prosta, ale za to niesamowicie smaczna! 



Jako danie główne wybieram sandacza smażonego na maśle (34 złote), który podany zostaje na puree z topinambura, z pieczonym burakiem, pędami groszku, rzodkiewką, botwinką oraz oliwą cytrusową -wszystko doprawione solą himalajską. Na samej rybce położony został kawałeczek cytryny dla samodzielnego doprawienia. I to danie jest prawdziwą ucztą dla oka - wszystko wygląda ślicznie, wielopoziomowa kompozycja sprawia, że najadamy się samymi oczami. Rybka jest bardzo delikatna, idealnie wysmażona z chrupiącą skórką i świetnie komponuje się z topinamburowym purre. Z ciekawości sprawdzam, czym ten topinambur jest, bo skojarzenia mam typowo ziemniakowe (tutaj link, dla tych mniej wyedukowanych w egzotycznych roślinach, jak ja: klik!). Szkoda tylko, że po 5 kęsach sandacz się kończy i zostaje mi tylko wielka ilość puree do dojedzenia. Może zdjęcie tego nie pokazuje, ale topinanburu, było naprawdę sporo. Reasumując: smak dania rewelacja, lekki niedosyt pozostawia jednak wielkość głównego składnika.


Le Chef starł niesmacznie wrażenie sprzed roku (o czym już pisać nie będę, bo w tym momencie o tym zapominam). Kuchnia Chefa zdecydowanie wie co robi, połączenia smaków pozytywnie rozwalają kubki smakowe. Chciałoby się jednak, żeby porcje były większe, tak, by obiad rzeczywiście pozostawiał uczucie sytości.

PLUSY:
- piękny, nowoczesny i prosty wystrój,
- smaczne i pięknie podane dania

MINUSY:
- porcje mogłyby być większe,
- ceny nie na każdą kieszeń.

LE CHEF
ul. Więzienna 31


Share:

1 komentarze

  1. Potwierdzam, w Le Chefie na rybach rzeczywiście znają się świetnie, a co do sałatek - ceny są adekwatne do wielkości i jakości. Za te 20 zł z górką dostaje się naprawdę sporą misę pełną warzyw, serów i dodatków, zdolną zaspokoić nawet większy głód. Zdecydowanie lokal do polecenia :)

    OdpowiedzUsuń