-->

Wartburger


Burgerowni we Wrocławiu cała masa i nawet te, początkowo wyjątkowe, próbują rozwijać się, tworząc filie w nowych miejscach. Tak zrobił Pasibus, w pewnym sensie Street Burger (o czym przeczytacie niedługo), a także Wartburger, otwierając nową burgerownię na ulicy Piotra Skargi, vis a vis nowo powstałego biurowca Dominikański. Czy zatem Wartmięcho przyciągnie setki korporajcyjniaków, którzy szczelnie wypełnią niebawem Dominikański? Przekonajmy się…




Lokalizacja:
Mam dylemat. Z jednej strony Wartburger znajduje się raptem kilkaset metrów od rynku, ledwie 100 metrów od Galerii Dominikańskiej, blisko Dworca Głównego, Parku Śródmiejskiego i wszelkich śródmiejskich atrakcji. Wydawać by się mogło, że to idealna lokalizacja. A jednak. Widok z okien burgerowni raczej nie zachęca – stary, odrapany budynek obok nowego biurowca oraz nieustannie pędzące po 4 pasach samochody. Tym gorzej, jeżeli zdecydujemy się jeść na zewnątrz – mini patio uracza hałasem i kurzem, przypominając atmosferę spożywania posiłku na plastikowym stoliczku przy dość zatłoczonej autostradzie.
Jeżeli zatem jesteś fanem spokoju i ciszy, raczej nie uda Ci się w Wartburgerze schować, za to z pewnością ucieszy Cię bliskość lokalu, gdy przemierzasz środek miasta.



Lokal:
Wartburger jest malutki, i dość chaotycznie zaaranżowany. Różne krzesła, jeden wielki stół zajmujący większość miejsca w burgerowni oraz miejsca przy oknach, dla chcących podziwiać pędzące auta i tramwaje. 10-12 osób pewnie się w środku zmieści, ale najwyższej wygody całej 10 się nie zapewni. Patio jak już wspominałem jest, co trzeba uznać za plus, jednak jest to plus z gwiazdką ze względu na sąsiedztwo zatłoczonej ulicy.



Obsługa:
Chłopaki z Wartburgera wywarli na mnie bardzo dobre wrażenie. Bez specjalnego, namolnego zagadywania, ale pełni luzu, pomocni i niezbywający klientów. Nie musiałem dopominać się i dopraszać o nic, zamawiając zaś zostałem poinformowany o przewidywanym czasie oczekiwania oraz zapytany o stopień wysmażenia burgera, jaki sobie życzę. Było zatem dobrze i nie miałem się do czego przyczepić.



Burgery:
Wartburger posiada całkiem pomysłowy zestaw kompozycji burgerów. Jest to zdecydowany plus dla kogoś poszukującego jakiegoś niestandardowego smaku, czy też nowej kompozycji. Dodatkowo możemy wybrać burgera tygodnia, czyli oryginalny pomysł z poza aktualnego menu. Np. obecnie dostępny jest BóbBurger z puree z bobu, serem camembert, pomidorami z cebulą, rukolą i mięsem – bardzo kusząca kompozycja. Mnie osobiście zaciekawiła przede wszystkim Koza Węgierska z serem kozim, szynką szwarzwaldzką, chutney’em ze śliwek, roszponką i musztardą francuską oraz Wartburger z długo dojrzewającym serem, kiełbasą chorizo, sosem pieprzowym, szpinakiem na maśle i concasse pomidorowym, którego też zamówiłem.
Ceny burgerów nie odbiegają on normy – od 16 złotych za dużego klasyka do około 24 złotych, lub około 30 złotych za dużego, podwójnego burgera. Zwykły, duży burger powinien każdemu wystarczyć – mnie nasycił, choć nie jest to jakaś powalająca porcja mięcha (może to i dobrze).



Jedzonko:
Jak już mówiłem, wziąłem się za Wartburgera. Wybrałem średnio wysmażonego z frytami (a popijałem soczkiem owocowym). Burger trafił do mnie szybko, po mniej więcej 10 minutach, ”zapakowany” w uroczym drewnianym pudełeczku wypełnionym papierem zamiast talerza. To świetne rozwiązanie, szczególnie, że z burgera z reguły cieknie, a pudełko „pozwala nam” uczciwie zrobić burdel przy jedzeniu.



Z burgerem wjechały frytki. I właściwie tyle o nich można powiedzieć – ot, frytki. Całkiem smaczne, ale w żaden sposób się nie wyróżniające od konkurencji. Po prostu frytki (ale żadne tam wymoczki, których nie da się zjeść).
Przechodzimy do meritum – Wartburgera. Nazwa wskazuje, że to flagowy model burgerowni, ale w sumie nie pytałem, więc nie będę go tak oceniał. Burger miał być ostro-pieprzny. I był. Pieprzowy sos czuć zdecydowanie, ale na szczęście nie zabija innych smaków, w tym smaku mięsa. A mięso? Ponownie – smaczne, ale bez rewelacji. Odrobinę „ciężkie”, moim zdaniem zbyt mało delikatne w smaku. Jednak to raczej moje narzekanie w poszukiwaniu burgera wyśmienitego, a ten był „tylko” bardzo dobry. Dość ciekawie zaś prezentuje się połączenie mięsa burgerowego z kiełbasą chorizo. Dostajemy twardą, suchą kiełbasę zderzoną z miękkim burgerkiem, co nie do końca do siebie pasuje konsystencją, choć o dziwo zgrywa się w smaku. Całość kompozycji świetnie się komponuje i żaden z dodatków nie psuje nam smaku ani nie dominuje tak mocno, że tylko go czuć.



Werdykt:
Duży Wartburger z frytami nasycił mnie, choć nie napchał. Ale przede wszystkim, niespecjalnie zapadł w pamięci moich kubków smakowych. Pieprzna kombinacja świetna, ale chciałbym też lepiej zapamiętać mięcho, bo to głównie ono powinno mnie przyciągać do burgerowni.
Czy zatem przygaleriana lokalizacja przyciągnie niedługo tłumy korpopracowników spragnionych dobrego lunchu? Z pewnością. Wartburger nie odstraszy ich cenami, ani złym smakiem, ani niekulturalną obsługą. Ale z drugiej strony z pewnością nie zatrzyma przy sobie, uzależniając od smakowitego mięska.

WARTBURGER
ul. Piotra Skargi 22





Share:

1 komentarze

  1. Dla mnie: smak może być, tylko nie lubię, gdy sos cieknie, a z Serburga mi ciekł, za to z burgera tygodnia nie ciekł.

    OdpowiedzUsuń