-->

Nadodrze



Gdybyście szukali miejsca na przyjemne niedzielne śniadanko… to chyba właśnie znalazłam coś ciekawego.

Nadodrze Cafe Resto Bar otworzył się niedawno w przechodzącej w tym momencie rewitalizację Nadodrzu. Proces przebiega bardzo sprawnie, dzielnica robi się coraz  przyjemniejsza dla oka, a można tu też znaleźć coraz więcej ciekawych miejsc nie tylko pod względem gastronomicznym.

Sam lokal urządzony jest bardzo prosto i nowocześnie. Moją uwagę przykuł przede wszystkim duży, prosty regał wypełniony skrzynkami i akcesoriami kuchennymi - zapragnęłam takiej spiżarni w swoim mieszkaniu (szkoda tylko, że nie mam na nią miejsca :D). Poza tym duże wrażenie robi ogródek, na którym znalazło się sporo miejsca do siedzenia i nie zabrakło zieleni - a przy tym jest bardzo subtelnie odgrodzony od pobliskiej ulicy.  Ale to co chyba najlepsze w całym lokalu - zobaczcie na zdjęcie z logiem powyżej - tak! w Nadodrzu można usiąść na huśtawkach, które przywieszone są w pobliżu okien. Moim zdaniem to świetne miejsce na kubek herbaty, tudzież kawy i plotki z przyjaciółką - postaram się je przetestować kolejnym razem.


Nadodrze odwiedzam z Kasią i Carlosem, który zjadł śniadanie wcześniej i tylko łakomie patrzył nam w talerze. Menu tego miejsca, jest bardzo rozbudowane, znajdziemy to zarówno kilka pozycji śniadaniowych, przekąsek, jak i całkiem spory wybór dań obiadowych. Zobaczcie sami:

Na dobry start decydujemy się na litrowy dzbanek cytrynowej lemoniady z limonką i miętą (17 złotych). Sama lemoniada podawana jest w … czymś w rodzaju karafki. Dużo mięty, kilka plasterków cytryny i limonki, parę kostek lodu - wszystko smakuje wyśmienicie i orzeźwia! Występuje jedynie trudność z nalewaniem, karafka, czy też wazonik nie jest zbyt wygodnym narzędziem do polewania napojów, tym bardziej gdy na jego powierzchni unosi się mnóstwo lodu i wszelkich lemoniadowych dodatków. Prezentacja: piątka z plusem! Smak: również piąteczka. Wygoda i poręczność: dwója na szynach, co potwierdzał nasz mokry stolik, po Carlosowych próbach rozdzielenia trunku :)


Godziny wczesnoporanne (czytaj: 12.00) to dla mnie obowiązkowa pora na kawę. W Nadodrzu serwują kawy na mieszance ziaren z wrocławskiej palarni Etno Cafe, której próbowałam jej już swego czasu w Etno Cafe Okrąglak. Tutaj decyduje się na kawę z dripa w cenie 12 złotych (Małgocha byłaby dumna :P). Kawa jest przygotowywana na moich oczach przy pobliskiej ladzie, wszystko wygląda bardzo profesjonalnie, barista ma nawet stoper, by mierzyć czas w jakim kawa przepływa przez filtr. Sam napój: co tu dużo mówić, delikatna, choć czarna - na pewno nie smakuje jak kawy z sieciówek. Mocno wyczuwalne owocowe nuty (do niedawno nie mogłam uwierzyć w to, że kawa może pachnieć wiśniami lub cytrusami, lub mieć owocowy "posmak" - a jednak!). 


Jeśli chodzi natomiast o jedzenie, Kasię zaintrygował tost francuski Croque Madame, czyli tost z serem, szynką i jajkiem. Wszystko podane skromnie, jednak porcja bardzo słuszna. Kasia wyszła z Nadodrza z pełnym i zadowolonym brzuchem i pomysłem na nieskomplikowane, a smaczne domowe niedzielne śniadania.


Mój wybór to natomiast moje ulubione śniadanie w angielskim stylu. czyli jajka sadzone z kiełbaskami (cena: 14,90 zł). Do pełni szczęścia zabrakło mi tutaj pieczonego bekonu. Do śniadania dostałam w koszyczku pieczywo - podobno wypiekane na miejscu. Całość krótko mówiąc: była pyszna! Kiełbaski idealnie przypieczone, sama porcja też wystarczająco syta. Carlos, który niecnie podkradał mi kiełbaski z talerza (udawałam, że nie widzę :P) podzielał moją opinię.


Wiecie co jest jeszcze fajnego w Nadodrzu? Otwarta kuchnia - dokładnie widzisz, a przede wszystkim czujesz co akurat pichci kucharz. Dochodzące aromaty tylko wzmacniają głód i powodują, że cieknie ślinka oczekując swojego talerza.
Jutro niedziela, może śniadanie w Nadodrzu?

PLUSY:
- nowoczesny, przyjemny dla oka wystrój,
- duży wybór w karcie, a wszystko przygotowywane na miejscu na otwartej kuchni

MINUSY:
- poprosimy o normalny dzbanek do lemoniady :D



NADODRZE CAFE RESTO BAR
ul. Drobnera 26a
Nadodrze - Cafe Resto Bar Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato




Share:

2 komentarze

  1. Zajrzałem tam dwa razy w porze kolacji.
    Za pierwszym razem, chyba parę dni po otwarciu, wszedłem do środka, stwierdziłem, że dla mnie jest tam za gorąco, i wyszedłem.
    Za drugim razem z braku wolnych innych miejsc jadłem zupę i sałatkę, siedząc na huśtawce. Póki czekałem na jedzenie, było zabawnie. Potem łańcuchy trochę mi przeszkadzały w operowaniu sztućcami, a w końcu rozbolał mnie przez to zaokrąglone siedzenie kręgosłup. Nie polecam. Do tego stół i krzesła ustawione były tak blisko, że, gdyby ktoś tam siedział, można by mu przypadkiem wjechać tą huśtawką w głowę. Przerost formy nad funkcją.
    Odnośnie obsługi. Pomimo dużej liczby klientów miła i pomocna kelnerka podeszła szybko. Potem na posiłek czekałem prawie pół godziny. Gdy już zjadłem, dość długo czekałem na podejście kogokolwiek, chociażby po puste talerze, żebym mógł poprosić o rachunek.
    Odnośnie jedzenia. Do kremu pomidorowego zastrzeżeń chyba nie miałem. Sałatka mix - jakby bez pomysłu. Sałatka z kozim serem - trochę lepsza. Smoothie nie przypadło mi do gustu.
    Jeśli tam wrócę, to raczej nie na sałatkę i nie na huśtawkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie właśnie najbardziej intryguje ta huśtawka, ale niestety…. "honorowe miejsca" zawsze są zajęte :(

      Usuń