-->

Wrocławscy bariści - Marl Wasilewska





Zapraszam do przeczytania wywiadu z Marleną Wasilewską, vel Marl, która bardzo mocno zaangażowała się w pracę nad zdjęciami do całego naszego cyklu. Poznałyśmy się na Wrocławskich Przelewkach. Marl to prawdziwy wulkan osobowości, dziewczyna zawsze gotowa do działania.

Gdy będziecie mieli ochotę na filiżankę kawy z rąk Marl, skierujcie swoje kroki do Kawalerki Cafe. Od niedawna panuje tam kawa z Czarnego Deszczu. Wystrój jest iście domowy, czuć tu prawdziwie rodzinną atmosferę. Można napić się kawy, koktajlu, zjeść coś na słodko. W ofercie są też kanapki i tosty. Jeżeli jesteście ciekawi, co jeszcze kryje się w Kawalerce, rozsiądźcie się wygodnie bo dużo o tym miejscu opowie Wam Marlena :)




Gocha: Zacznijmy od Kawalerki, bo nierozerwalnie kojarzysz się z tym miejscem. Wspomniałaś, że mają tu zajść pewne zmiany. Jakie?

Marl: Kawalerka jest dla mnie miejscem, które ma łączyć wszystkich ludzi -- i tych, którzy lubią napić się czarnej, wyrazistej pod względem aromatu kawy, i tych, którzy lubią kawę w formie deseru, czyli z bitą śmietaną. Nie negujemy żadnej strony i ich upodobań. Wydaję mi się, że w ten sposób funkcjonuje to bardzo dobrze i że goście w kawalerce odczuwają z naszej strony, że zawsze są mile widziani. Sama pracuję tutaj już 2,5 roku właśnie - ze względu na klimat tego miejsca, który jest bardzo domowy i przyjemny oraz ze względu na ludzi, których uwielbiam. Zmiany, które tutaj zajdą, to m.in. chęć otwarcia się bardziej na naszych gości i wejście z nimi w interakcje. Mniej więcej co miesiąc wnętrze Kawalerki będzie się zmieniać pod względem artystycznym. Będą również zmiany w menu. Chcemy wprowadzić jak najszybciej alternatywy kawowe. Już w tym momencie, od trzech tygodni, można u nas spijać w espresso kawę z Czarnego Deszczu. Liczę na to, że ludzie polubią i zaakceptują wszystkie zmiany, bo zdecydowanie robimy to z myślą o nich, aby czuli się u nas jak najlepiej.

Gocha: Wspominałaś o zmianach które mają tutaj zajść i planowanych wydarzeniach artystycznych. Co to będzie?

Marl: Pierwszym wydarzeniem w październiku będzie wystawa łódzkiej artystki, która tworzy kolaże. Prawdopodobnie w grudniu wystawimy prace trójmiejskiej graficzki. Będziemy szli prawdopodobnie w tę stronę, żeby zmieniać wnętrza kawalerki, żeby przyciągnąć ludzi i żeby to miejsce zaczęło też żyć pod względem artystycznym. Chciałabym pokazywać pracę artystów z różnych dziedzin sztuki. Jesteśmy też otwarci na koncerty, debaty, spotkania z książką itp. Możliwe że na urodziny uda się nam zorganizować ponownie koncert.

Gocha: A kiedy urodziny?

Marl: Jestem już dość stara i mam problemy z pamięcią, więc nie znam dokładnej daty. Wiem, że pod koniec października.

Gocha: Jesteśmy właśnie w samym środku trwania wrocławskiego festiwalu kawy. Powiedz proszę czym się różni espresso bardziej przemysłowe od kawy z segmentu specialty.

Marl: Moim zdaniem różnica polega na tym, że w momencie, gdy wybierasz się do kawiarni, w której jest kawa speciality, masz pewność (lub powinieneś mieć), że po pierwsze ziarno tej kawy jest wysokiej jakości, pozbawione defektów. Po drugie wiesz, z jakiej palarni pochodzi, znasz datę wypalenia, jesteś w stanie wyczuć aromaty, o których opowiada ci namiętnie barista. Jeżeli od pierwszego momentu procesu opieki nad ziarnami kawy do momentu postawienia filiżanki z kawą na stole wszystko się zgadza, to zdecydowanie wyczujesz to w jej smaku. Jeżeli chodzi o kawę przemysłową, to wszystko zdarza się być odwrotnością tego, co opisałam wyżej. Ziarno połamane, defekty, brak daty wypalenia, kawa spalona, brak aromatów. W zderzeniu z taką kawą, nawet posiadając potrzebną wiedzę, mając możliwości, aby zrobić espresso jak najbardziej poprawnie, nie uzyskasz z niej tego, co najlepsze.





Gocha: Masz mnóstwo tatuaży, które mocno rzucają się w oczy. Przede wszystkim antylopa na klatce piersiowej. Chętnie poznamy historię tych tatuaży.

Marl: Zawsze podobały mi się tatuaże, ale kojarzyły mi się z katalogami. Z tym, że idziesz do tatuażysty i pokazujesz, że chcesz delfinka i on ci takiego delfinka robi. Gdzieś po drodze spotkałam Agę Młotkowską, która zafascynowała mnie swoim stylem tatuowania i zrobiła mi pierwszy tatuaż. Moje tatuaże, poza dwoma, nie mają żadnego głębszego znaczenia. Traktuję je jako ozdobę ciała. Inspirowałam się tatuażami etnicznymi, plemiennymi, w których każdy mały wzorek, każdy szczegół brał się z przyrody. Dlatego mam dużo motywów etnicznych połączonych z motywami zwierzęcymi.

Gocha: Mówiłaś że w kawalerce pracujesz 2,5 roku czyli prawie od samego, samego początku. Stawiałaś gdzieś jeszcze swoje kawowe kroki czy wszystko zaczęło się właśnie tu?

Marl: Moja historia z kawą to parę ładnych przypadków. Pierwszą osobą był pan szkoleniowiec z Warszawy, który jak już poopowiadał, jaka to kawa jest fajna, zaparzył nam aeropress. Okazało się wtedy, że kawa jest niesamowita. Później Cafe Pestka była dla mnie dość kluczowym elementem tej układanki. Wtedy nastąpił przełomowy moment, w którym zaczęłam pić kawy wyłącznie z alternatyw. Chwilę czasu po zamknięciu się Pestki w mojej historii dużą rolę odegrały Cafe Sztuczki. Pracują tam najlepsze baristki we Wrocławiu, które dały mi możliwość rozwoju, szczególnie pod względem metod alternatywnych. Miały do mnie dużo cierpliwości. Są to świetne dziewczyny z niesamowitą energią, cholernie ciepłe i kochane! Pozwoliły mi trochę spełnić swoje marzenie i mam nadzieję, że nigdy tego nie zapomnę. Oj, wzruszyłam się!
Oczywiście jest jeszcze parę osób, które zawsze są dużym wsparciem w temacie kawy, m.in. Mateusz Żmudziński czy Filip Kucharczyk.





Gocha: Na chwilę obecną Justyna i Marta zawiesiły swoją działalność, bo szukają nowego miejsca na swoją kawiarnię. Gdy Sztuczki ponownie zostaną otwarte będzie można cię tam znowu spotkać za barem?

Marl: Myślę, że już nie, ponieważ jestem ukierunkowana już stricte na Kawalerkę. Od października będę kierownikiem tego miejsca i chcę skupić na nim całą swoją uwagę.

Gocha: Wróćmy jeszcze na chwilę do twojej kawowej historii i do Pestki. Pracowałaś tam czy przychodziłaś tylko na kawę?

Marl: Nie pracowałam tam. Polubiłam się z właścicielką i pracownikami kawiarni. Dzięki temu często tam wracałam, nie tylko na dobrą kawę, ale i na dobre słowo. Odbywała się tam również moja wystawa.

Gocha: O... A co to była za wystawa?

Marl: Wystawa fotografii pod tytułem "tytułu brak".

Gocha: Jest jeszcze możliwość obejrzenia tych prac?

Marl: Zdjęcia z Pestki są na blogu. Resztę zdjęć można znaleźć albo na tumbirze albo na facebooku. W tych dwóch miejscach umieszczam cykl portretów, którymi fascynuję się już dość długo.

Gocha: Bardzo często w moich wywiadach spotykam się z tym, że kawa z segmentu specialty nierozerwalnie wiąże się z ludźmi, którzy są bardzo otwarci i chętni do pomocy. Zgodzisz się ze mną?

Marl: Uważam, że Wrocław słynie z ludzi, którzy są chętni do pomocy, są otwarci i budują jakąś niesamowitą energię. Nasza mała społeczność kawowa też należy do takiego grona. Rzeczywiście, w takich miejscach jak kawiarnia to właśnie ludzie stojący za barem budują klimat miejsca. Każdy tworzy jakąś indywidualność, ma możliwość pokazania siebie w rozmowie z klientem, ale też w swojej pasji, np. kawy.

Gocha: Czy chcesz jeszcze coś dodać już na sam koniec?

Marl: Pijcie dużo kawy, na kwasie zawsze spoko, czarne najlepsze. O! Jeszcze hasło Kawalerki: „Zamieniamy wodę w kawę”. „Jakie życie, taka kawa albo jaka kawa, takie życie”. „Mam smaka na czarnego kwasa”. Generalnie życie jest piękne, pijcie kawę! Elo!




Jak to u nas bywa, czas na kilka słów od przyjaciół i gości kawiarni. Ale dziś wyjątkowo będzie coś jeszcze. W Kawalerce dostępna jest księga pochwał i zażaleń, gdzie każdy może wpisać swoje przemyślenia. Marlena pozwoliła mi kilka sfotografować. A oto i one:








"Marl, ziom nad ziomy, ocieka zajebistością."

- Kasia R. -

"Ma więcej tatuaży niż wszyscy bariści z Wrocławia razem wzięci więc respekt jest, no i trochę zazdrość. Jesteśmy też sąsiadami, ale cukru mam dużo, to nie pożyczam…
W sumie miała kiedyś ugotować zupę, ale jej (zupy) jeszcze nie widziałem. Wproszę się może kiedyś na neskę."

- Filip K -

"Młoda zdolna wydziarana."
- Mateusz Ż. -

"Elo rap dziewczyna. A jaki rap taka kawa. Prawilnie z Elbląga i pro w Kawalerkę."

- Adam P. -

"Do Marl ( czyli do Kawalerki ) nie przychodzi się tylko na kawę, przychodzi się porozmawiać, posłuchać muzyki z kaset albo po prostu spędzić czas, pobyć. Czasem zaproponuje zrobienie zdjęcia, a kiedy indziej pograsz z nią w jakąś fantastyczną grę. Niebawem w Kawalerce pojawią się dripy i aeropressy i właśnie dzięki Marl."
- Justyna U. -

"Marl to świetna towarzyszka rozmów i osoba, której terapeutyczny uścisk dobrze działa na neurotycznych baristów."
- Marta N. -

"Super foty, super kawa. Jest Marlena, jest zabawa!"
- Maciek D. -

* * *

Autorzy zdjęć: Adam Przybyłek, Mateusz Węglarczyk, Kitsune Mimi Wasilewska.
Za edycję tekstu odpowiada Agnieszka Matkowska, za edycję wypowiedzi Marl - Kitsune Mimi Wasilewska.

Share:

2 komentarze

  1. " Wydaję mi się, że w ten sposób funkcjonuje to bardzo dobrze i że goście w kawalerce odczuwają z naszej strony, że zawsze są mile widziani. ".

    To "wydaję" czy "mi się"? Edytor chyba za dużo kawy wypił.

    OdpowiedzUsuń