-->

Parish Gastropub

Poświąteczny głód wygnał mnie na miasto. Żołądek rozepchany do granic możliwości bożonarodzeniowymi przysmakami domagał się kolejnych porcji jedzenia. Wyszłam więc szukać czegoś dobrego.


W ten sposób trafiam do Parish - miejsca w samym rogu Pasażu Pokoyhof. Mam lekkie obawy, bo byłam tu już kiedyś (jakieś pół roku wcześniej) razem z Adrianem i wyszliśmy lekko rozczarowani i dalej głodni.

Od tego czasu w Parishu trochę się zmieniło, więc postanawiam dać mu drugą szansę.




Parish w swoim menu proponuję wycieczkę po różnych zakątkach świata. Karta stworzona przez szefa kuchni Stefana jest zainspirowana właśnie jego podróżami po świecie. Mamy tu i malezyjskie curry, tajską sałatkę, meksykańskie tacos czy amerykańskie burgery. Czy z takiego połączenia smaków i kultur może wyjść coś dobrego?


Na pierwszy ogień idzie ramen z wołowiną i jajkiem. Pełna porcja to litrowa miska zupy, nawet mój głód nie jest tak wielki, więc decyduję się na pół porcji (cała porcja to koszt 21 złotych). Wywar ramenu jest bardzo intensywny, to pewnie zasługa rosołu z palonego imbiru. Podobno kucharz dodaje do niego glony kombu, sos ostrygowy i sojowy. Do tego świeże warzywa, kark wołowy, makaron pszeniczny i odrobina chili, posypane świeżą kolendrą. Całość jest bardzo aromatyczna i świetnie rozgrzewa w zimny zimowy wieczór.


Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zjadła coś jeszcze. Po pysznej zupie wybieram piadinę z parishutto i ricottą (cena: 15 złotych). Piadina to nic innego jak cienki placek z mąki pszennej z otrębami oraz nadzieniem inspirowanym kuchnią włoską. W tym wypadku w środku znalazły się: ser ricotta, pomidorki koktajlowe, oliwa z oliwek, rukola oraz parischiutto. Czym jest to parishutto? Okazuje się, że szef kuchni własnoręcznie przygotowuje włoską szynkę, która później dojrzewa kilka miesięcy w Parish, tak, by w ostatecznej wersji trafić na stół właśnie w formie nadzienia do piadiny. Co z tego wyszło? Bardzo smaczne, choć słone danie. Świetnie nadałoby się na większą przekąskę do piwa, a podane obok oliwki, są też fajną zagryzką, gdy znudzi nam się słony smak całości.



Parish zdecydowanie odkupił swoje grzechy sprzed pół roku. Kuchnia w tym miejscu zrobiła duży krok naprzód. Świeże produkty w bardzo smacznych kompozycjach, inspiracje z różnych zakątków świata oraz przesympatyczna i dobrze doinformowana obsługa. Parish przygotowuje też codziennie  menu lunchowe, które zmieniane jest co tydzień,  więc jeśli znudziłyby się Wam stałe pozycje z karty, jest okazja do spróbowania czegoś innego.


Acha! Do mojego obiadu zamówiłam herbatę z dodatkiem owoców - autorstwa jednej z kelnerek pracujących w Parish, mieszankę herbaty robią sami - pycha!



P.S. Gdyby ktoś nie zauważył na naszym profilu na Facebooku, właśnie trwa konkurs, w którym można wygrać zaproszenia o wartości 50 złotych do Parish Gastropub. Zawalczycie o pyszny ramen? :) O tutaj!

PLUSY:
- zdecydowany król wrocławskiego ramenu!
- pozycje w menu inspirowane kuchnią z różnych stron świata,
- młoda, przesympatyczna obsługa

MINUSY:
- ściągnęłabym te paprotki ze ściany, bo doprowadzają mnie do kichania - ale to już tak w ramach czepiania się :P
PARISH GASTROPUB
św. Antoniego 2/4
Parish Gastropub Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato










Share:

3 komentarze

  1. Jak ktoś był najpierw w patelni to się rozczaruje. Ale ramen istotnie zaj... bardzo dobry znaczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co to znaczy? :) Że w Patelni smaczniej? :)
      Jeszcze nie byliśmy, ja osobiście czekam na sezon wiosenny, bo w takiej tempreturze na dworze jeść nie lubię :P

      Usuń
  2. Jak ktoś był najpierw w patelni to się rozczaruje. Ale ramen istotnie zaj... bardzo dobry znaczy

    OdpowiedzUsuń