-->

Wok in


Kuchnia orientalna od pewnego czasu niestety nie cieszy się dobrą opinią. Niestety ale przez wiele lat w Polsce wykwitło wiele 'potworków' na gastronomicznej mapie kraju. Często potrawy serwowane we wszelakiego rodzaju 'orientalnych' restauracjach kojarzą się z kiepskiej jakości mięsem oprószonym dużą ilością intensywnych przypraw, maskujących smak kiepskiej jakości składników. Ostatnio naszą uwagę przykuł lokal zlokalizowany w samym centrum Wrocławia - w sukiennicach. Czy warto zajść do Wok Inu? Postanowiliśmy się przekonać.




Adrian:
Na korzyść lokalu zdecydowanie przemawia już sama lokacja. W samym centrum, Rynek, Sukiennice - nikt nie może powiedzieć, że mu nie po drodze.



Zaraz po wejściu duży plus. Lokal jest utrzymany w modnych ostatnio odcieniach szarości w połączeniu z jasnym drewnem. Jednak udało się tutaj osiągnąć coś co nas bardzo pozytywnie zaskoczyło. a) Nie jest schematycznie. Popularny schemat na surowe wnętrza sprytnie połączono z azjatyckimi motywami b) Nie jest tandetnie, do czego przyzwyczaiły nas 'chińskie' restauracje. Żadnych lampionów, jedwabiu, czy banałów.


W 'Wok inie' panuje pełna samoobsługa. W kilku prostych krokach komponujemy swoje własne danie. Wybieramy rodzaj mięsa (bądź też wegetariańskiej wkładki), rodzaj sosu, makaron oraz dodatki. Wszystko jest bardzo jasno opisane w menu, obsługa też służy pomocą. mamy dwie opcje

Po skomponowaniu naszego posiłku marzeń mamy dwie opcje - albo usiąść i grzecznie czekać ale zerkać jak tworzy - wybraliśmy drugą opcję i trochę podpatrywaliśmy.


Gocha:
Na zamówienie nie czekaliśmy długo. Dania docierały do naszych rąk według kolejności zamówienia, więc tak się złożyło, że Adrian z Karolem już jedli, a ja na swoją porcję musiałam jeszcze poczekać. Z tego, co udało mi się zauważyć, mają jeden palnik na wok, więc to jest tego przyczyną.


Adrian:
Wybrałem Phad Thai z makaronem ryżowym, wieprzowiną oraz orzechami. Nie żałowałem swojego wyboru. Spośród wszystkich chińszczyzn, wietnamszczyzn i całego szeroko pojętego orientu jaki ostatnio jadłem był to najlepszy wypad ostatnich miesięcy. Wyraziste smaki, dobre mięso (i to nawet dużo). Jedyne rzecz, do której bym się przyczepił to to, że sos był nieco zbyt wodnisty.




Gocha:
Moje green curry było dość ostre. Makaron bardzo mi smakował - był ugotowany w punkt! Całość dania bardzo fajnie się komponowała. Cukinia przyjemnie chrupała, a całości dopełniały posiekane orzechy których nam nie żałowali. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to tofu. Nic mnie tak nie odstrasza jak potrawy do których dodaje się "surowe" tofu. Nie było w niczym zamarynowane, więc było całkowicie bez smaku. To bardzo mocno kontrastowało z tymi wszystkimi tak wyrazistymi smakami. Z tego, co widziałam akurat mój sos był mało gęsty i spora ilość została na dnie miski, nic mi się nie stało, bo mają łyżki, ale zdecydowanie wolałabym, żeby oblepiał całe moje danie. Do ozdoby dostałam dwa surowe plasterki ostrej papryki ( całkiem zbędne, bo kto by to zjadł ).

Adrian:   
Gdy już kończyliśmy, w lokalu pojawił się Franek z kolegą i swoimi mamami. Psiaki zostały ciepło przyjęte. Każdy z nich dostał miskę z wydrążonego kokosa. Więc i tu kolejny plus z naszej strony.

Marija:
Kilka dni później Wok in odwiedzamy w składzie: Marija i Carlos. Towarzyszą nam Agnieszka i Jakub, którzy prowadzą bloga edek i my. Każde z nas dobiera swoją unikalną kompozycję. U mnie króluje kurczak i grzyby, u Carlosa sos teryaki. Edki zdecydowali się na krewetki. Przy wyborze składników załoga Wok in służyła pomocą i doradzała najbardziej pasujące dodatki. 


Danie komponujemy w 5 krokach.
1. krok: wybieramy sos. U mnie jest to satay, czyli kremowy sos o łagodnym, orzechowym smaku. do wyboru mamy też teriyaki, green curry, pad thai, ostrygowo-sojowy oraz popularny w Chinach black bean.
2. krok: dobieramy mięso lub decydujemy się na opcję wege. Do wyboru: kurczak, wieprzowina, wołowina, krewetki, łosoś lub tofu / extra porcja warzyw.
3. krok: decydujemy o podstawie naszego dania. Ja zdecydowałam się na makaron ryżowy, ale możemy też wybrać ryż jaśminowy, makaron udon, makaron mee oraz makaron soba. Wszystko brzmi strasznie i obco, na szczęście menu wyjaśnia wszelkie wątpliwości.
4. krok: dobieramy warzywa, które wybieramy z przeszklonego baru. U mnie są to: papryka, kolby kukurydzy, grzyby moon i grzyby shitakke
5. krok: i ostatni, dodatki, czyli posypki. Wybieram sezam i liście pikantnej bazylii.


Po kilku minutach jesteśmy proszeni kolejno o odbiór zamówionych potraw. Część odbieramy sami, część jest nam przyniesiona do stolika. Wszystko gorące, zdjęte prosto z woka. Porcje są naprawdę syte (a cena: 18 złotych).W moim daniu najbardziej chyba smakowały mi małe kolby kukurydzy, udało się skomponować dane, które było dosyć słodkie i delikatnie pikantne. Wszyscy wychodzimy najedzeni i zadowoleni :)

W Wok in dużym plusem jest możliwość samodzielnego skomponowania dania. Za każdym razem możesz zjeść to co lubisz, ale w nieco innym wydaniu, bo z innym sosem lub dodatkami. Ilość możliwości jest nieograniczona, bo i dodatki warzywne zmieniają się co jakiś czas.
PLUSY:
- dania robione na świeżo, na Twoich oczach,
- nieograniczona możliwość kombinacji,
- sympatyczna i pomocna obsługa, lokal przyjazny zwierzakom
- zbieramy punkty na Everytap!

MINUSY:
- lokal jest niewielki i czasem ciężko znaleźć w nim miejsce

WOK IN
Sukiennice1-2/1A


Share:

0 komentarze