-->

Z widelcem po… Ukrainie - odcinek wyjazdowy


Odyseja gastronomiczna. Z wydelką po Lwowie.

Odyseusz długo błądził zanim dotarł do upragnionej Itaki. Gdyby los skierował go do Lwowa, jestem przekonana, że porzuciłby cel swojej wyprawy i zacumował statek  w tym pełnym czarów i tajemnic mieście.

Lwów kojarzy się z zachodnią granicą Ukrainy. Kamienice, samochody i zabytki. Ładnie. Można się "kiedyś" wybrać. Też tak myślałam. I bardzo się myliłam.

Przede wszystkim w życiu bym się nie spodziewała, że będę miała okazję wypić piwo z Wladimirem Putinem, przejechać się trabantem po dachach kamienic, zjechać do kopalni na kawę, żeby w końcu, spróbować Coca-Coli za ponad 30zł w restauracji ukrytej w mieszkaniu.  Bo to miasto kryje w sobie wiele niespodzianek. Dlatego zapraszam na wycieczkę po gastronomicznej mapie Lwowa. Odkryję przed Wami prawdziwy lokalowy lunapark. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, dlatego na początek kilka słów o typowo turystycznych restauracjach.

Wyspa turystów, czyli coś dla koneserów klasyki. 

W samym rynku Lwowa jest mnóstwo restauracji, w których zjemy kotleta, ziemniaki, pierogi, rybę etc. Wszystko jest ładnie podane i (dla nas) niedrogie. W Białym Lwie przy ul. Łesi Ukrainki 15, za barszcz ukraiński  zapłacimy 4 zł, a za najdroższą pozycję w menu, tzn. steka- ok. 16 zł za 200 gram.

Pikantna fasolka z bekonem, restauracja Вілий Лев (Biały Lew), koszt: 5,30 zł
Restauracja Вілий Лев (Biały Lew)
Szczególnie polecam świeżo wypiekane kanapeczki z sześcioma rodzajami past (6zł), które można dostać w restauracji pod lwowskim Arsenałem. Spróbujemy świeżej pasty ze słoniny (zaskakująca!), zielonego groszku, bakłażana, śledzia....Do tego koniecznie trzeba skosztować nalewki, której rodzajów we Lwowie nie brakuje.

Zestaw kanapeczek z "namazankami", restauracja  Пструг, хліб та вино (Pstrąg, chleb i wino), koszt: 6 zł
Jedzenie zawsze jest świeże, smaczne, a obsługa skierowana z uśmiechem w stronę klienta. O nieznajomość cyrylicy nie musimy się martwić. W większości restauracji pod ukraińskimi pozycjami znajdziemy tłumaczenie na język angielski. Porozumiemy się też w ten sposób z kelnerem. Często, słysząc mój akcent, obsługa od razu przechodziła na język polski. Więc o nić porozumienia nie musimy się martwić.

We Lwowie obecny jest duch kuchni ormiańskiej i gruzińskiej. O lokal z tradycyjnymi potrawami tych narodowości nietrudno. Gdy zaryzykujemy zakup hot-doga albo shaormy  w tak zwanym "okienku w ścianie", pani zaproponuje zamiast bułki lawasz, rodzaj ormiańskiego chlebka. Dla wielbicieli kuchni gruzińskiej, szczególnie polecam Chinkalnię, której oddział niedawno otworzył się we Wrocławiu. Chaczapuri po adżarsku zaskakuje nie tylko specyficznym, intensywnym smakiem serów, ale też sposobem podania - jemy palcami! Jeżeli się krępujemy, kelnerka na pewno przyniesie sztućce.

Chaczapuri po adżarsku, restauracja Хінкальня (Chinkalnia), ul. Fedorova 14
Szlakiem legend i śladem tradycji. Trabantem na dach.

Lokale rozmieszczone w całych kamienicach, tematycznie nawiązujące do historii i legend Lwowa - to jest to, co urzekło mnie najbardziej przy pierwszej wizycie. Najbardziej rozpoznawalnym miejscem dla przyjezdnych jest Dim Lehend, nazywany przez Polaków "Domem Legend".

Дім легенд (Dom Legend), jedno z pięter.  ul. Starojewrejska 48
Źródło: https://uk-ua.facebook.com/dimlegend

Zbliżając się do końca ulicy Starojewrejskiej (idąc od strony Rynku), napotykamy na swojej drodze wejście do kamienicy z ogromnym, bajecznym zegarem. Z pozycji drugiego piętra patrzy na nas smok, który zdaje się wyzierać ze ścian budynku. Wita nas kominiarz. Wchodzimy do środka. Wąskie, kręte schody wiodą ku górze. Na każdym z fantazyjnie urządzonych pięter, możemy napić się kawy, zjeść śniadanie, albo solidny obiad. Wieczorem młodzi ludzie spotykają się na dachu przy lampce wina, lub kuflu piwa, koniecznie z zestawem przekąsek.



Miejsce jest wyjątkowo urokliwe.  Przy pysznej kawie, przyrządzanej na miejscowej nalewce, można podziwiać panoramę Lwowa. Przesłania ją nieznacznie stary trabant, który przymocowany nad przepaścią za pomocą sprężyn, chybocze się nad dachami miasta. Z drugiej strony znajduje się  wieżyczka widokowa, z której turyści rzucają pieniądze do kapelusza kominiarza. Siedzi on na kominie z wyciągniętym w stronę turystów cylindrem. Większość rzucających  nie trafia, a monety spadają wprost na głowy zaskoczonych przechodniów.

Na dachu Domu Legend, w samochodzie można się sfotografować na tle panoramy miasta.
W Domu Legend zdecydowałam się na talerz przekąsek, w skład którego wchodziły skrzydełka z kurczaka, naleśniki zawijane z wątróbką, wątróbka w cieście, surówka z cebulki i słonina. Za całość zapłaciłam około siedmiu złotych. Wszystko było świeże, soczyste i bardzo dobrze przyprawione.

 Pyszny obiadek na dachu. Koszt: 8 zł.
Dom Legend, to niejedyna kamienica zaadaptowana na lokal. W klimacie historycznym pozostaje Hasowa Ljampa (w wolnym tłumaczeniu: Gazowa lampa), przy ul. Wirmeńskiej 20. Miejsce nawiązuje do postaci Ignacego Łukasiewicza, wynalazcy lampy naftowej. Odkrycia dokonał właśnie we Lwowie, stąd pomysł na wykorzystanie motywu. Przed wejściem wita nas sam Łukasiewicz, siedząc na ławeczce z lampą:

Гасова Лямпа (Gazowa lampa) - wejście. Ul. Wirmeńska 20
Na trzech piętrach kamienicy i na oszklonym dachu można podziwiać wystrój nawiązujący do epoki, w której żył wynalazca i do samego wynalazku. Piwa "Zenyk" napijemy się wśród wszechobecnego zapachu nafty. Ceny wyglądają podobnie jak wszędzie - za jedno piwo zapłacimy ok. dwóch złotych, za posiłek od ośmiu do dziesięciu.

Idąc śladami historii, nie można nie wspomnieć, że dawniej przez Lwów przepływała rzeka Połtew.  Nie każdy wie, że jej źródełko dalej bije w podziemiach miasta. Natknąć się na nie możemy w Livym Berehu (Lewy Brzeg), kawiarni umiejscowionej w piwnicach Opery Narodowej.

Лівий Берег (Lewy Brzeg), al. Svobody 28


Na prawej ścianie Opery Lwowskiej są drzwi opatrzone jaskrawym napisem. Schodzimy po schodkach do ciemnego pomieszczenia i po omacku kierujemy się przez mostek ponad żywym strumieniem Połtwy. Wnętrze jest niesamowite, surrealistyczne obrazy na ceglanych ścianach, lampy i frymuśne drewniane stoliki budują atmosferę niezwykłości. Niestety, w Lewym Brzegu ograniczyłam się tylko do zamówienia kawy. Jednak z menu wynikało, że i tu ceny są zaskakująco niskie. 

Лівий Берег (Lewy Brzeg), al. Svobody 28 Źródło: www.ulvovi.com
Żeby tradycji stało się zadość, nie mogę nie wspomnieć o tradycyjnej kuchni ukraińskiej, tzn. o warenykach (pierogi), derunach (placki ziemniaczane), czy barszczu ukraińskim. W menu każdej restauracji znajdzie się coś z tej listy. Jednak mi zależało na prawdziwej, domowej kuchni. I znalazłam. W obdrapanej kamienicy, niepozornie schowaną Svitlycę.

Світлиця (Svitlyca), ul. Mickiewicza 8
Już od wejścia wiedziałam, że to miejsce dla prawdziwych koneserów. Na klatce schodowej panie kucharki razem z wąsatym panem popalały papierosy. Miały miłe, pulchne i uśmiechnięte twarze. Od razu zaprosiły mnie do środka. Idąc do stolika, mijałam kuchnię. W schludnym pomieszczeniu unosił się zapach parującej zupki. Pani podała mi menu, a ja zamówiłam deruny w horszczyku z hrybamy, tzn. placki ziemniaczane z sosem grzybowym podawane w garnuszku.

Placki ziemniaczane w sosie grzybowym podawane w glinianym garnuszku. Svitlyca
Za placki zapłaciłam 5,60zł. I najadłam się jak byk. Typowo tłuste i treściwe dla ukraińskiej kuchni jedzonko, zaspokoiło mój apetyt, a miła kelnerka dopytywała czy mi smakowało i życzyła na drogę dużo zdrowia (jakkolwiek to nie zabrzmi, dopisało ! :)). Smakowało!

Mazoch Cafe - historia na ostro.
Miłośnikom ekstremalnych historii radzę nie przepuścić takiej okazji, jak wizyta w Mazoch Cafe. To lokal powstały na cześć Sachera-Masocha, żyjącego we Lwowie autora perwersyjnych powieści, któremu  zawdzięczamy termin "masochizm". 

Czerwone, perwersyjne wnętrze knajpki przywita nas uśmiechem miłych pań w skąpych, erotycznych strojach, uderzających  w pośladki klientów skórzanymi biczami. Na miejscu można się napić absyntu z całym rytuałem i zjeść coś w towarzystwie plastikowych piersi i penisów umieszczonych na ścianach.


Мазох Cafe ( Mazoch cafe), ul. Serbska 7
Źródło: http://www.fest.lviv.ua/
Na specjalne zamówienie, obsługa urządza pokaz. Ochotnik jest przywiązywany do krzesła, ochładzany lodem, opalany ogniem i pojony sporą ilością wódki, którą kelnerka (nie przerywając biczowania delikwenta) wlewa mu prosto w gardło. Razy są mocne, nie przeżyłam na własnej skórze, ale byłam świadkiem, jak pewien Rosjanin porwał się na taki eksperyment. Dla ludzi o mocnych nerwach.

Wejście do Mazoch Cafe
Źródło: http://www.fest.lviv.ua/

Najdroższa Coca-Cola w Galicji. Zapraszamy do Loży Masońskiej.

Teraz będzie zagadkowo. Loża Masońska, podobnie jak położona w piwnicy tej samej kamienicy Kryjivka, nie mają żadnego oznaczenia, szyldu, czy kierunkowskazu. Podpowiedzieć mogę tylko, że jest to jedna z kamienic położonych w samym sercu Ploszczy Rynok. Każdy kto był i wiedział o tych knajpkach, wie też jak trudno było je znaleźć (miejscowi są przyjaźnie nastawieni, pomagają). I wie, że warto.

Wdrapujemy się po schodach i pukamy do mieszkania. Otwiera nam niepozorny dziadek w szlafroku i pyta czego szukamy. Odpowiadamy, że restauracji. Albo, że chcemy coś zjeść. Pan nas wpuszcza do zawalonego gratami przedpokoju. Pokazuje na drzwi do pokoju i mówi: Wchodźcie.
Nagle znajdujemy się w ogromnej, masońskiej przestrzeni symboli, gwiazd, fortepianów, świateł, świec, bogato zdobionych mebli i obrusów. Restauracja wygląda na zdecydowanie wysokich lotów.



Podchodzi kelner i pyta czy życzymy sobie menu, czy może chcieliśmy tylko zobaczyć wnętrze. Biorę menu. Siadam przy okienku, z którego rozpościera się widok na Ploszczę Rynok. Otwieram. Menu, nie okienko. I przeżywam szok. Przecieram oczy i nie wierzę. Ceny są kosmiczne. Za porcję pierogów około 40 złotych, za kanapki podobnie. Zaczynam przeglądać kartę i myśleć o tym, żeby wyjść po angielsku. Coś mi jednak nie pasuje. Jak na Ukrainę to bardzo wysokie ceny. Otwieram kartę z napojami, a tam:

Menu w Loży Masońskiej

Coca-cola za 38 złotych, woda za 80 (!) złotych. Coś mi nie pasuje. Wołam kelnera. Zaryzykuję. Jestem blondynką, jak zrobię z siebie idiotkę, to nic się nie stanie:
-A przepraszam, dlaczego te ceny za napoje są takie dziwne?
-A dzisiaj mamy specjalną promocję, proszę od każdej pozycji odjąć jedno zero.
I się wyjaśniło. Po dokładnym zbadaniu karty zauważyłam, że wszystkie ceny mają na końcu zero. Kola, po "specjalnej zniżce" kosztowała 3,80zł, a woda 8zł. Zamówiłam więc zupkę pomidorową za 40 złotych.

Pomidorowa zupa krem z pierożkami nadziewanymi serkiem Philadelphia. Loża Masońska 
Była świetna. Idealnie gęsta, od razu można było wyczuć świeże pomidory. Podawana z pierożkami nadziewanymi serkiem Philadelphia i natką pietruszki. Pycha! Do tego zamówiłam kompot na bazie żurawiny. Po odliczeniu 1000% zniżki zapłaciłam i ruszyłam dalej. To znaczy do piwnicy kamienicy, a dokładnie do Kryjivki.


Kryjivka. Wyjście na podwórze. 
Wejście do Kryjivki jest cały czas zamknięte. Pukamy w wielkie drewniane drzwi. Podajemy hasło: Slava Ukraini. Drzwi się otwierają. Żołnierz z karabinem podaje nam kieliszek medovuchy (wysokoprocentowy trunek na bazie miodu) i zaprasza do środka. Wnętrza są obwieszone wizerunkami ukraińskich żołnierzy, drewniane stoliki ładnie komponują się z ceglanym wnętrzem. Jedzenie mogę z całym sercem polecić. Za talerz mięs i kawę zapłaciłam około 16-u złotych. W skład zestawu wchodziło kilka kromek świeżego chleba, bużenina (zapiekana wieprzowina podawana na zimno), zielenina, ogórki konserwowe i delikatny sos czosnkowy. Nie zjadłam wszystkiego, ale kelner bezproblemowo zapakował mi jedzenie na wynos. Nawet sos.


Bużenina z dodatkami. Kryjivka.
Z lokalu można wyjść na dach, i tam, przy okazji ładnej pogody, napić się piwa, albo zjeść coś ciepłego. Kierujemy się ciemnymi korytarzami w stronę podwórza. Tam, znajduje się instalacja przypominająca biuro NASA, rzeźba z samochodem sięgająca dachu i blaszane schody, które na niego prowadzą. Na samym dachu jest broń snajperska, z którą można się sfotografować.
Podwórze Kryjivki

 Schody na dach

Pijemy z Putinem i Angelą Merkel

Browar Правда. Beer Theatre (Prawda. Piwny Teatr), Rynek 32
Wszystkiego się mogłam spodziewać we Lwowie, ale nie piw kraftowych! Obok rodzimych browarów typu "Lvivskie", "Robert Doms", czy "Zenyk" pojawiają się drobne browary rzemieślnicze. Na szczególną uwagę zasługuje Browar Prawda, który zajmuje kilka pionów kamienicy w samym rynku. W piwnicy można obserwować przez szybę cały proces browarniczy. Na parterze, przy wejściu do kompleksu, mieści się sklep z wytwarzanym piwem. Znajdziemy tu piwa typu APA, IPA, STOUT, nazywane potocznie przez miejscowych "el'ami". W oczy rzucają się etykietki, potraktowane z ogromną  wyobraźnią.

Warzone i rozlewane w Browarze Prawda piwa kraftowe. Koszt: 4-5 zł.

Stout z Obamą ("Obama Stout"), etykietka z nagim Putinem w pampersie ("Putin Chujlo"), czy Angelą Merkel to tylko niektóre z ciekawych pozycji. Design powala na kolana. Oprócz piw można zaopatrzyć się w pokale, koszulki, zestawy piwne, kufle...wymieniać można bez końca. Jedno piwo kosztuje około pięciu złotych i jest znane wśród miejscowych jako "Najdroższe piwo we Lwowie".
Trzy kolejne piętra to część restauracyjna. Za świeżą sałatkę z kurczakiem i pieczywem zapłaciłam 6 złotych. Za gorącego przekładańca z bryndzą niewiele więcej.

Sałatka z kurczakiem i piwo z jagodami. Browar Prawda.

Pyszny przekładaniec z bryndzą i mamałygą. Browar Prawda.

Piwa są świetne. Innymi lokalami tego typu, choć może nie tak spektakularnymi, są Browar Kumpel, w którym posłuchamy polskiej, przedwojennej muzyki i spróbujemy lodów na bazie warzonego przez nich na miejscu piwa, oraz restauracja przy ul. Drukarskiej, w której dostaniemy też krafty z Ameryki, Anglii czy Belgii (przykładowo, za butelkę BrewDoga damy 7 złotych).

Taras Bulba - miejscowe kraftowe piwo

Restauracja Пошта на Друкарській (Poczta na Drukarskiej), ul. Drukarska 3

Kawa w kopalni

Pozostając przy temacie napojów, warto wspomnieć o kawie, z której słynie Lwów. A dokładnie, o jednym z najbardziej znanych i obleganych miejsc w mieście. Kopalnia kawy to największa lwowska kawiarnia. Na miejscu można kupić pyszną kawę i napić się tylu jej rodzajów ile dusza zapragnie! Menu strzela pomysłami! Miłą atmosferę zapewnia spokojna muzyka i ciekawy wystrój wnętrza – oczywiście związany z tematyką kawy. Krąży pogłoska, że w zakładzie znajduje się kopalnia, z której górnicy wydobywają ziarna kawy, które przynoszą na górę, osmażają i przemielają. Kelner zaproponował mi kawę na palonym z whiskey cukrze. I był to zdecydowanie trafiony wybór.


Копальня Кави (Kopalnia kawy), Rynek 10


***



Na kawie zakończymy naszą podróż po gastronomicznej mapie Lwowa. Muszę podkreślić, że to  jest tylko mała część lokali mojego ukochanego miasta. Kreatywność lwowian nie ma końca. Ciekawa jestem, czym jeszcze mnie zaskoczy. W każdym razie polecam się wybrać. Nie tylko w celach konsumpcyjnych.

Widok z dachu Kryjivki


Autorem tekstu jest Agnieszka Matkowska.
O jej fascynacji Lwowem możecie poczytać na jej stronie oraz profilu na Facebooku.

Share:

1 komentarze

  1. No ja się zachęciłam. Nie wiem, jak karmią w tym Lwowie, ale sądząc po tej relacji, zaczarować człowieka potrafią.

    OdpowiedzUsuń