-->

Restaurant Michel - Restaurant Week




Restaurant Week we Wrocławiu dobiega końca. Kolejna edycja konkursu, tym razem pod znakiem towarzyskości, po raz kolejny nas zachwyca. Absolutnie zauroczeni ofertą Nadodrze udaliśmy się do miejsca, po którym spodziewaliśmy się, że może być prawdziwym czarnym koniem tej edycji. Okazało się, że Restaurant Michel koło konia nawet nie stało. Ledwo możemy to nazwać mułem. Gdybym chciał być miły - napisałbym, że Restaurant Michel przypomina mi smaki dzieciństwa. Ale, że jestem szczery to niestety dodam, że dokładniej to najgorsze obiady jakie jadłem w latach 90. Odważnych zapraszam do lektury.

Jednym z założeń Restaurant Week jest poznawanie nowych smaków oraz lokali. Szukając fajnego miejsca, zarezerwowaliśmy stolik właśnie w jednej z restauracji, której nie znaliśmy i nic o niej nie słyszeliśmy. Ale, wystarczyło trochę pogooglować i szybko dotarliśmy do informacji na temat szefa kuchni. Kuchmistrz francuski, prowadził restauracje milion-gwiazdkowe we Francji, w jeszcze większej ilości restauracji odbył staże i praktyki, prowadzi warsztaty oraz miał swój program kulinarny. Michel Labarre wydał nam się gwarancją dobrego smaku, oraz prawdziwej kuchni francuskiej, której ze świecą szukać we Wrocławiu.



Samo wnętrze - trochę jak bar mleczny, trochę jak restauracja, trochę jak salon Cioci Teresy z Wałbrzycha przed remontem. No ale nie ma co się zniechęcać - przyszliśmy tutaj dobrze zjeść, a nie zachwycać się architekturą wnętrz.



Przystawka: Chrupiące żabie udka w wiórkach kokosowych, serwowane na bagietce

Przyznajemy, że byliśmy zaciekawieni tą propozycją. Nadal pozostajemy nieco ciekawi, jak można było je opisać jako chrupiące. Nie były chrupiące. Były żujące się, wiórek koksowych też na nich nie było (dosłownie kilka obok i na bagietce). W kwestii smaku - czegoś tutaj zabrakło. Jedyne co poczuliśmy to delikatna słodycz i rybny posmak. Można by się pokusić, że to nie nasz smak i w ogóle, ale jedno wiemy - szału nie było. Kolejną rzeczą, którą wiemy, jest to, że bagietka była zimna i gumowata. Oczywiście, jeśli nazywamy bagietką pieczywo głęboko mrożone kupione w supermarkecie.  Smakowała, jakby była podgrzana w piecu rano i zostawiona do wieczora. Sposób podania - tutaj mamy skok w czasie o ładnych kilka(naście? dziesiąt?) lat do tyłu. O ile na oficjalnej stronie Restaurant Week wszystko wygląda dość dość (zdjęcie obok tekstu), to niestety na żywo wypada trochę słabiej. A szkoda - bo jak widać dało się to zrobić lepiej.



Danie główne: Polędwiczki wieprzowe w sosie Dijon, ziemniaki pieczone w piecu. Danie po opisie zapowiadało się jako proste. Ale jak wiadomo - ze wszystkiego da się zrobić majstersztyk. Już po sposobie podania, dzięki fantazyjnemu kluczowi wiolinowemu z kremu balsamicznego w towarzystwie kiełków oraz kępce kapusty z marchewką, wiedzieliśmy, że mamy do czynienia z pewnego rodzaju wirtuozerią. Pal licho dodatki - skupmy się na meritum, czyli podgotowanym i podpieczonym ziemniakiem posypanym serem oraz polędwiczce. Szczerze - nie było źle. Pewnie bym zrobił coś podobnego gdybym miał ochotę na szybki obiad. Sos Dijon nieco zbyt słony, ale podobno to ja używam za mało soli do wszystkiego, więc pewnie się czepiam. Byłoby, w najlepszym przypadku, poprawnie gdyby nie to że porcja Magdy była najzwyczajniej niedosmażona. (zdjęcie poniżej).


Ok, rozumiemy - może się nie udać - ale od tego, żeby się udało jest aparatura w profesjonalnej kuchni - termometry na przykład. W dodatku, podając mięso w tej postaci, tj plastrów, kucharz doskonale widzi co jest na talerzu. Kiedy zwróciliśmy uwagę na to, że mięso jest surowe usłyszeliśmy, od Michela we własnej osobie, że mięso to mięso i każdy kawałek jest inny oraz, że takie rzeczy się przytrafiają. Dostaliśmy nową porcję, tym razem już wyglądającą tak jak powinno - z pięknym gradientem kolorów - od wypieczonych brzegów bo delikatnie różowy, soczysty środek. Szkoda tylko, że nie wyglądało to tak za pierwszym razem.


Nieco zniechęceni i zażenowani dostaliśmy deser. Po sytuacji z polędwiczką, zaczęliśmy zajadać się kremem Brulee. A dokładniej to budyniem z minimalną warstewką karmelu na powierzchni. Z wrażenia - albo raczej jego braku - aż nie zrobiliśmy zdjęcia. Dlatego wrzucamy zdjęcie z internetu, przedstawiające dobrze przygotowany deser. Jeśli zapytacie nas jak wyglądał deser, odpowiadamy prosto - na pewno nie tak jak na zdjęciu wyżej. Wyglądał dużo gorzej.

Podsumowując: Było źle - bardzo źle. Kelner przepraszając nas zachęcał do powrotu kiedy minie 'cudowny' Restaurant Week. Cóż, pewnie nie skorzystamy, a szkoda - festiwal jest świetną okazją, aby się pokazać z dobrej strony. Jedyne co zasługuje na pochwałę to obsługa - a dokładniej kelner, który świecił oczami przed gośćmi, którzy przy nas wygłaszali podobne opinie na temat potraw. Pozdrawiamy :)

RESTAURANT MICHEL
ul. Piłsudskiego 114
Restaurant Michel Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

Share:

8 komentarze

  1. Już na pierwszych zdjęciach z restauracji Miszel było widać co tam się święci.nie ma co się teraz "dziwować".zreszta kto ambitny daje w menu RW poledwiczke wieprzową... kończ Miszel,wstydu oszczędź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nas zaciekawiły te żabie udka - niestety jak mocno zaciekawiły, tak mocno rozczarowały :(

      Usuń
    2. Naucz się człowieku poprawnie pisać imię krytykowanej osoby bo nawet do tego nie masz szacunku.Sam wydajesz opinię o sobie.Prostactwo....

      Usuń
  2. Ja się całkowicie nie mogę zgodzić, co więcej byliśmy w 9 osób i każdy był zachwycony. Zaczynając od początku: żabie udka świetne, delikatne, grzanka chrupiąca (jadłem to danie już wcześniej i to było najlepsze). Dalej polędwiczki dosłownie rozpływały się w ustach, świetenie przygotowane i podane. Deser wyglądał jak na zamieszczonym zdjęciu z "internetu" i smakował rewelacyjnie. Podsumowując, napewno wrócę do tej resteuracji bo zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, a podane potrawy były cudowane.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zastanawiam się zawsze,kim są ludzie którzy wypisują takie brednie??????????Macie jakieś przygotowanie kulinarne,jesteście osobami o wyjątkowo wybitnym wyczuciu smaku????????Każdy może założyć sobie bloga i wypisywać wszystko co tylko wymyślą.
    Od dawna pasjonują mnie takie wpisy i zaczęłam to obserwować.Doszłam do wniosku,że są to ludzie o bardzo niskim poczuciu własnej wartości i z wielkimi kompleksami,którym sprawia przyjemność poniżanie innych.Druga sprawa to niezły sposób na zarabianie....konkurencja nieżle płaci za wystawianie krytycznych opinii,restauracjom które mają dobre jedzenie i dobre opinie.To takie typowe dla Polaków krytykować,wyśmiewać zamiast zrobić porządek na swoim podwórku.Podróżuję dużo po kraju,a także za granicą i tam nie spotkałam się z tak niskim poziomem aby tak kogoś oczerniać.Zaliczam się do osób o wyjątkowym wyczuciu smaku,byłam na szkoleniach w renomowanej szkole gastronomicznej na świecie i będąc w wielu restauracjach nigdy nie zniżyłam się do takiego poziomu aby kogoś tak krytykować.Co do Restaurant Michel to jadłam tam dwa razy,kilkoro moich przyjaciół też i żadne z nas nie miało tak okropnych opinii,ani do obsługi ani do jakości jedzenia.Przesympatyczna obsługa,szef kuchni,który interesuje się swoimi gośćmi to rzadki obrazek w naszych restauracjach.Nie mam pojęcia czym Ci ludzie,aż tak się narazili aby otrzymać taki opis.Ja mam trochę inne zasady i jak coś mi nie odpowiada to mówię to przy konsumpcji i staram się być obiektywna,a nie obrzucam kogoś błotem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam sie z p. Agnieszką w 100%. Jadłem 3 razy w tym miejscu kolacje i za każdym razem było to bardzo przyjemne doznanie. Tak więc może warto jeszcze raz odwiedzić restaurant michell i wtedy obiektywnie ocenic restauracje. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Po zapoznaniu się jeszcze z Waszą stroną na Facebooku utwierdziłam się w przekonaniu,że z ogromną zjadliwością atakujecie tę nową restaurację.Ciekawe co tak na prawdę się za tym kryje i co jest głównym powodem????Takie plucie jadem na człowieka,którego się nie zna to brak taktu i kultury.Ja poczułam się zażenowana czytając ten opis.Można oczywiście pisać o swoich odczuciach kulinarnych ale nie naigrywać się z czyjejś kariery zawodowej,o której się nie ma bladego pojęcia.Internet nie jest dla mnie żadnym rzetelnym zródłem informacji,a Wy się na takowe powołujecie.Dziwię się,że ludzie na poziomie w ogóle kierują się Waszymi opiniami.Skrytykowane kompletnie wszystko,szkoda że o wycieraczce przed drzwiami nic nie napisaliście,że w złym guście była.Sama kiedyś prowadziłam restaurację i wiem z autopsji jak ludzie potrafią być złośliwi bez żadnych podstaw.Bardzo często przyczyną jest np.zbyt duża ilość pozytywnych opinii,a to zawsze w oczy kole.Za długo byłam w gastronomii,żeby się złapać na Wasze gierki.Następnym razem przemyślcie dwa razy za nim będziecie obrażać następną restaurację bo może się to skończyć pozwaniem przez właściciela o pomówienia i szarganie dobrego imienia.Ja na pewno bym Was pozwała.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie wykonane zdjęcia i pysznie to wszystko wygląda :)

    OdpowiedzUsuń