-->

Vivian


Jeszcze dwa, może trzy lata temu, by zjeść coś smacznego w galeriach handlowych trzeba było albo mieć dużo szczęścia, albo odprawić modły ku czci Latającego Boga Spaghetti. Na szczęście ten stan rzeczy się odmienił i oprócz chrupiących pikantnych skrzydełek, czy MacKanapek coraz częściej możemy w tych przybytkach zjeść coś wartego uwagi.

W Magnolii wybór gastronomii jest dość spory, nas tym razem chęć prawdziwego niedzielnego obiadu zwiodła do Vivian. Mnie marzył się rosół, Carlosowi za to burger - czyli tak jak mówiłam "prawdziwy, tradycyjny, niedzielny obiad".

Chociaż za oknem mróz i padał śnieg (był to akurat jeden z nielicznych dni w tym roku, gdy biały puch postanowił spaść na ziemię) to w Vivian króluje karta o dumnej nazwie "MENU Jesień 2016". Rozumiem, że w takim dużym centrum handlowym, pozbawionym naturalnego światła, można nie zauważyć zmiany pory roku, ale imprezę sylwestrową załoga Vivian też przespała? :) 

Takie rzeczy jednak wybaczamy, bo i my zimy nie lubimy - miło więc zostać gdzieś w głębi serca w nieco cieplejszej jesieni. 


Coś nieco można by rzec o samym lokalu. Kilka stolików przed lokalem, dużo więcej już w samym środku. Całość urządzona nowocześnie, ale z zachowaniem klasy. Są tu modne elementy betonowe, drewniane, wygodne kolorowe fotele. Ładnie, przyjemnie - i na tym zakończmy, bo dekoratorem wnętrz (niestety) nie jestem.


Tutaj jednak pozwolę sobie na mały przytyk. Przytyk nie w stronę restauracji, co w stronę klientów galerii handlowej. Serdecznie współczuję Vivian, bo pomysł z wystawieniem kilku stolików przed lokal moim zdaniem jest świetny, w końcu to dodatkowe miejsce dla klientów. Ale! Słowo klucz: "klientów". Niestety wielu przypadkowych spacerowiczów uważa, że taki przyjemny fotel przed restauracją, to świetne miejsce na przycupnięcie po męczącym maratonie zakupowym i zjedzenie własnej kanapki, czy napicie się wody. Moim osobistym hitem jednak był fakt, że w trakcie naszej wizyty pojawiły się dwie rodziny z maluszkami (w odstępie kilkunastu minut) i bezpretensjonalnie odsunęli sobie dwa restauracyjne fotele w kąt foodcourtu, by tego maluszka nakarmić. Nie zrozumcie mnie źle - ja świetnie rozumiem, że dzieciaczki trzeba karmić, ale rozumiem też, że miejsca siedzące restauracji, której klientem nie jestem, nie są na to miejscem. Po pierwsze dlatego, że to miejsce jest dla KLIENTA, czyli osoby, która potencjalnie chce coś w tej restauracji zjeść i za to zapłacić. Po drugie dlatego, że w odległości kilkudziesięciu metrów od Vivian jest pokój dla matki z dzieckiem, w którym takie sprawy można by załatwić intymniej (i uprzedzając potencjalny hejt: przy poprzedniej wizycie w Vivian towarzyszyła mi przyjaciółka z małym dzieckiem i same udawałyśmy się do tego pokoju, by zająć się Małą - więc widziałam na własne oczy, że nie jest to jakaś obskurna toaleta, tylko komfortowy pokój, z dużym fotelem dla mamy, przewijakiem dla dziecka i wystarczającą ilością miejsca, by wjechać tam wózkiem). Także jeszcze raz: serdecznie współczuję właścicielom i obsłudze Vivian, że muszą z takimi sytuacjami mieć do czynienia. No bo jak tu zareagować? Jeśli nie reagować wcale, to mogę przez brak miejsca stracić potencjalnego klienta. Jeśli zaś zareagują, to na 99% (taka moja niewiara w ludzki gatunek) spotkają się z falą krytyki. Ech.


Wracając jednak do najważniejszego dzisiaj tematu: jedzenia. Po złożeniu zamówienia czeka nas miła niespodzianka w postaci amuse-bouche, czyli małej przekąski od szefa kuchni. Rzecz o tyle zaskakująca, że w głowie gdzieś wciąż siedzi nam, że jesteśmy TYLKO w galerii handlowej. Więc nasze oczekiwania, sami rozumiecie... są dużo niższe. Przekąska okazuje się bardzo smaczna (wybaczcie, ale spałaszowałam ją z taką ekscytacją, że nie pamiętam już czym była konkretnie) i tylko pobudziła nasz apetyt przed dalszymi daniami.


Jako, że ciągle jesteśmy w temacie niedzieli i tradycyjnego obiadu musiało zacząć się od zupy.  Jako, że ochotę na rosół miałam od dłuższego czasu, mój wybór nie mógł być inny. Rosół z gęsi (16złotych) - długo gotowany rosół/ domowe kluseczki/ kawałki gęsi /warzywa. Porcja bardzo syta, z dużą ilością smacznych kluseczek, marchewki, pietruszki, kilkoma kawałkami mięsa z kaczki. Całość smaczna, choć mało aromatyczna - myślę, że z gęsi można wyciągnąć więcej smaku, ta propozycja była poprawna, ale niestety bez szału.


Sprawa miała się jednak inaczej z kremem z grzybów (17złotych) - confitowane borowiki / mech szpinakowy / creme fraiche. Gęsty i aromatyczny krem grzybowy stał się hitem naszego obiadu -przede wszystkim dlatego, że pachniał tak intensywnie, że z zazdrością patrzyłam w Carlosowy talerz. W zupie czuć było dużą ilość grzybów (żadne oszukaństwa nie wchodzą tutaj w grę), intensywność smaku ciekawie przełamywała delikatna, choć tłusta śmietana. Ciekawi mnie tylko skąd borowiki w styczniu, ale nie drążę, bo smakowało obłędnie, więc nie chcę się rozczarowywać.
   
Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy tradycyjny, niedzielny obiad zakończyli na zupie, o nie!  Chwilę po nich na naszym stoliku pojawiły się dania główne. 

  

Zacznijmy od mężczyny. Wszyscy wiedzą, że prawdziwy facet na obiad zjada kawał mięsa. I tak było tym razem. Kawał mięsa - w postaci burgera. Burger wołowy (29złotych) podawany jest tutaj w wersji z pieczarkami, serem cheddar, jajkiem sadzonym, bekonem, sałatą, sosem musztardowym i domowymi frytkami. Burger bardzo poprawny - smaczna i dobra jakościowa wołowina, klasyczne, smaczne dodatki, chrupiąca bułka - wszystko skomponowane w punkt. Duży plus za pyszne, grubociachane fryty. Chociaż do czołówki wrocławskich burgerów troszkę mu brakuje, jednak jako jedno z dań z szerokiej karty Vivianowski burger staje na wysokości zadania i można go śmiało polecić.


Jako, że ja burgerami przejadłam się już jakiś czas temu, a ostatnio moim ulubionym daniem są makarony pod wszelką postacią (i love gluten), to nie byłabym sobą, gdybym nie wybrała pappardelle z wołowiną i grzybami (32złote). Danie złożone jest z makaronu własnej produkcji, polędwicy wołowej i podgrzybków (skąd te grzyby w styczniu, ciągle się zastanawiam - muszą mieć dobry zapas w spiżarni). Na start powiem tak: jest syto! Nie jestem w stanie dojeść całej porcji, co nie jest spowodowane brakiem smaku, a co jedynie brakiem odpowiedniej ilości miejsca w brzuchu. Makaron jest super smaczny - znowu na pierwszy plan wybija się aromat grzybów (Vivian ma talent w tym temacie!), soczysta wołowina świetnie się z nim komponuje, a makaron doskonale łączy całość. Pozycja warta spróbowania - zdecydowanie!



Co mogę więcej powiedzieć? Cieszę się niezmiernie, że w galeriach handlowych są tak pyszne miejsca! 

VIVIAN RESTAURANT
Magnolia Park
Legnicka 58
Vivian Restaurant Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato


Share:

2 komentarze

  1. Na pewno odwiedzę tę restaurację :) Kto by pomyślał, że można tak dobrze zjeść w galerii? Ja nadal byłem uprzedzony do takich miejsc, ale po tej recenzji widzę, że zupełnie niepotrzebnie. Na pewno ich odwiedzę niedługo i spróbuję tych grzybów, bo akurat je uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć!
    Byłem tutaj, faktycznie dobre jedzenie. Polecam ze swojej strony również Road American Restaurant jeżeli lubicie steki, burgery czy też pancakes. Te rzeczy zdecydowanie tam polecam. :)

    OdpowiedzUsuń