-->

Cuda na kiju


Co rusz Pod Nasypem wyskakują nowe miejsca, próbujące przyciągnąć coraz bardziej wymagających klientów. Większy wybór alkoholi, oryginalny wystrój czy wyjątkowe menu - każdy ma swój sposób na sukces. Na co zatem postanowiły postawić Cuda Na Kiju? Z duszą na ramieniu postanowiliśmy to sprawdzić!


Cuda Na Kiju zdecydowanie wygrywają zarówno lokalizacją jak i nazwą. Do wejścia dorzucisz kamieniem stojąc na skrzyżowaniu Powstańców i Bogusławskiego, a nazwa intryguje i zdecydowanie zachęca. Dlatego chciałem się tam wybrać wcześniej, ale za każdym razem odpychał mnie widok zajętych wszystkich miejsc w lokalu, który widać przez okna. Nie jestem jednym z tych, którzy uwielbiają jeść i pić w ścisku. Wcale nie odczuwam nobilitacji z przebywania w superzatłoczonym (czyli "modnym") miejscu. I need my space.

Okazuje się jednak, że owe zajęte miejsca oszukały mnie. Otóż Cuda Na Kiju postawiły na ciekawy wystrój, z przodu lokalu ustawiając wysokie stoły i hokery, zaś z tyłu miejsca o normalnej wysokości. Z zewnątrz zatem łatwo nie zauważyć wolnych miejsc w środku lokalu. I może to wywoływać efekt dwojaki: z jednej strony łatwo ukryć jak lokal jest prawie pusty, z drugiej zaś ten sztuczny "tłok" może przyciągać dając złudzenie popularności. Jak widać, okazałem się klientem wyjątkowym, którego ten "tłok" odpychał.



Ale zostawmy moje subiektywne odczucia dotyczące marketingowej skuteczności konkretnego wystroju. Do Cudów Na Kiju przyszliśmy z Magdą (A! Zapomniałem o tym wspomnieć - zaatakowaliśmy knajpę z szefową :D ) sprawdzić jedzenie, a nie mierzyć wysokość krzeseł. A dokładniej spróbować tych "cudów", czyli najróżniejszych szaszłyków - wegańskich, wegetariańskich i oczywiście upchanych mięsem. Jako dwójka bezczelnych mięsożerców wybraliśmy szaszłyki z kurą (Orient oraz Pesto) i jeden z rekinem (tak wskazywała nazwa, w sumie nie dopytaliśmy, czy nas zwodzą czy nie) - każdy w cenie 14-17złotych. I nie, nie macie racji, ja wziąłem tylko jednego (za to dwa piwa, ale nie wypada mężczyźnie wypominać spożytych trunków :P ).




Zamówiliśmy jedzenie, usiedliśmy z piwami w dłoniach i czekaliśmy cierpliwie. Wybór piw nie powalił. Ot, kilka czeskich lanych, podobnie jak w sąsiednich knajpach, niezłe imbirowe piwo w puszce (Magda poleca) i właściwie tyle. Na pewno cena piwa przypadnie wam do gustu, gdyż kosztuje 7 złotych, zatem piwko + szaszłyk to koszt około 20 złotych. Nieźle jak na przekąskę do pogadania ze znajomymi.


Pewnie się nie zastanawiacie, skąd wzięły się moje początkowe narzekania na rozmieszczenie i wysokość stolików. Ale i tak Wam odpowiem. Otóż, choć z reguły przygotowanie szaszłyka zajmuje około 7 minut (specjalnie dopytałem), my czekaliśmy ponad 40. Nie dziwota zatem, że zaczęliśmy analizować wszystko wokół nas, by oszukać nasze głodne brzuszki. W ciągu tych 40 minut zdecydowanie zabrakło nam jakiejś informacji, że będziemy musieli dłużej poczekać, że coś się dzieje - czegokolwiek, co by nas jakoś na tę sytuację przygotowało. A tak, niestety niesmak pozostał.


Nareszcie! Umierając już z głodu wreszcie dostaliśmy nasze szaszłyki podawane z pieczonymi kromkami z żurawiną i autorską oliwą. Moja Kura Pesto, która dotarła najpóźniej, na szczęście okazała się bardzo dobra. Pierś kurczaka była delikatna i soczysta, a pesto (suszone pomidory, czosnek, oliwa, pietruszka, prażone orzeszki) dobrze się z mięsem komponowało. Jak się okazało, był to najlepszy z trzech szaszłyków. Kura Orient ucierpiała od nierównego przyprawienia - jedne kawałki kurczaka były bardzo aromatyczne, drugie pomimo zabarwienia mięsa przyprawami, nie oddawały ich w smaku. A na koniec rekin niestety był wodnisty i pozbawiony smaku (obojgu nam przypomniał mrożoną rybę, którą próbuje się za szybko upiec w piekarniku). Na plus zasługuje jednak ciekawe połączenie w ramach konfitury pomarańczowo-imbirowej.



I co z takimi daniami począć? Jedno bardzo dobre, drugie średnie, trzecie słabe. Może to kwestia dnia i długiego oczekiwania/tłoku (choć lokal nie był pełny)? Nie wiem. Ja z pewnością do Cudów Na Kiju wrócę, choćby dlatego, by się upewnić co do swojej oceny. Jednak mam inny dylemat. Otóż nie wiem, jak sklasyfikować to miejsce - nie jest to restauracja i nie najesz się jednym szaszłykiem (a Magda nie naje się dwoma :P ), z drugiej strony nie jest to pub, do którego przyciągnie Cię spory wybór piw, a szaszłyki będą tylko przekąską (są zbyt absorbujące jak na przekąskę). Hmmm... i może właśnie to będzie stało za sukcesem tego miejsca? Może to najbezpieczniejsze i najmądrzejsze rozwiązanie? Sądząc po tym, że z chęcią tam wrócę mimo mieszanych uczuć po pierwszym spotkaniu - wydaje się, że tak. Ale z drugiej strony nie będzie to miejsce, do którego będę zaciągał znajomych słowami "musicie tego spróbować". Ot, jest nieźle, ale zdecydowanie może być dużo lepiej. A jak Wasze doświadczenia?

CUDA NA KIJU
Bogusławskiego 69
cuda na kiju Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

Share:

0 komentarze