-->

Mlekiem i Miodem




Jak często wybieracie miejscówkę, która jest dość daleko od centrum? Oczywiście dla mobilnych osób, posiadających samochód jest o wiele łatwiej. Wtedy wystarczy tylko chcieć, wsiadamy do auta i za chwilę jesteśmy na obiedzie, gdzie tylko chcemy. Właśnie dzisiaj zabieramy Was daleko.. tak daleko, jak w bajce.


Wyobraźcie sobie miejsce za górami, za lasami, i nawet za Wrocławiem leży Kiełczów... ;) Właśnie tam, pewnego wieczoru wybraliśmy się my - mięsożercy Widelca - w poszukiwaniu ciekawych kulinarnych doznań i zwierzęcego białka!





Zanim jednak przejdziemy do jedzenia, warto napisać nieco o samej miejscówce. Lokal jest dwupoziomowy. Na niższym poziomie znajduje się ładny bar, z przeszkloną gablotą, w której możemy znaleźć ciasta (nie próbowaliśmy, ale wyglądają naprawdę smakowicie). Na sali rozstawionych jest kilka stolików dla gości, w oddali możemy obserwować, co dzieje się w kuchni. Śmiało można także planować wizytę z dziećmi - restauracja oferuje osobny kącik do zabawy właśnie dla nich.

Lokal jest przestronny, co pozwala bez większego problemu planować tam nawet organizację małego przyjęcia. A jak wygląda wyższy poziom sali? Muszę przyznać, że u góry troszeczkę brakowało nam światła, co można załatwić większą ilością lamp. Może i klimatycznie, ale jedzenie też lubimy widzieć :)





Na początek - jakże by inaczej - zamówiłem kawę - czarne Americano. Mimo że nie jest to kawiarnia, to Americano było bardzo smaczne, delikatne, ze słodką cremą i z wyważonymi nutami smakowymi. Kawa nie była zbyt rozwodniona, co się niestety czasami zdarza, więc zdecydowanie propsuję czarny napar.

Jako danie główne zamówiłem Bułę Czecha (28zł), z plastrem smażonego sera żółtego (nie mogło być inaczej). Ser był dobrze przysmażony, z odpowiednio chrupiącą panierką. Oprócz sera, buła składa się z pomidora, chrupiącego ogórka konserwowego, kruchej sałaty i relishu pomidorowego oraz domowego sosu tatarskiego, które dopełniały całości i świetnie 'zamykały' kompozycje smakową burgera. Warzywa, choć to jeszcze nie lato i nie czas na dojrzałe okazy, były soczyste i bardzo świeże.

Jak się prezentowało mięsko? Serce i dusza każdego burgera? Było bardzo soczyste, dobrze doprawione i, co najważniejsze, świeże. Przy zbieraniu zamówienia zabrakło mi jednak pytania od obsługi o stopień wysmażenia.

Nie ma co ukrywać, że wspaniały lub niesamowity, tego powiedzieć o burgerze bym nie mógł, ale całość przyjemnie się komponowała. Do burgera zamówiłem porcję frytek, które zostały przygotowane typowo burgerowo - grubo krojone, może troszeczkę za mało chrupiące, ale ogólnie mega smaczne. Do frytek zamówiłem sos miodowy - słodki, lekko pikantny, ale nie mdły, muszę przyznać, że skradł moje tłuściutkie serce bo był naprawdę na medal!

Ogólnie rzecz ujmując Bułę Czecha mogę śmiało polecić, a jedyne co chcę dodać, to pamiętajcie o sosie przy zamówieniu. Z sosem zawsze smaczniej ;)


Drugie zamówione danie dostał nasz naczelny widelcowy łakomczuch Marija. Dla niej jest to już druga wizyta w Mleku (o jej pierwszych wrażeniach możecie poczytać tutaj).Tym razem skusiła się na danie Diany (38zł). Zestaw, bo tak możemy to nazwać, składał się z piersi z kurczaka zagrodowego, zawiniętego w podwędzany boczek, do tego puree ziemniaczane, karmelizowane korzenne warzywa, brukselka, oraz sos gravy.


Co możemy o tym daniu powiedzieć? Niestety niewiele dobrego. Pierś była sucha, praktycznie bez smaku, sprawiała wrażenie nie doprawionej niczym szczególnym. Do kurczaka podany był czips z boczku - bardzo smaczny akcent tego dania, nie przesuszony, ani zwęglony, fajnie chrupiący. Czego więcej chcieć? ;) Niestey to kurczak mógłby być równie smaczny, skoro było go znacznie więcej i miał stanowić oś potrawy..

Kolejnym dodatkiem do kurczaka było puree. Bardzo delikatne i smacznie przygotowane. Nic więcej nie można o tym powiedzieć. Oprócz tego podano brukselkę i brokuła - delikatne i soczyste, marchewkę - słodką i pełną smaku oaz buraczka - o nim nie można nic wielkiego powiedzieć poza tym, że był.

Danie było dopełnione po bokach bułką tartą z masełkiem - zupełnie jakby czekała na domowego gotowanego kalafiora. ;) Na pewno fajnie podkreślała resztę warzyw i wybijała ich smak ponad niedoprawionego kurczaka.

Prawdę powiedziawszy, gdyby nie dodatki, to danie byłoby niesmaczne. Warzywa i boczek to strzał w dziesiątkę i naprawdę dobrze smakowały. Reszta mogłaby zniknąć z talerz i nie byłoby różnicy.



Słowem podsumowania. Zamówiliśmy dwa dania i oba miały różny charakter. Jedno było bardzo smaczne, drugie pozostawia wiele do poprawy. Niestety trzeba dodać, że koncepcja wyższego poziomu sali chyba nie do końca się sprawdza, ponieważ czas oczekiwania na jedzenie i na rachunek był bardzo długi, chociaż sala była prawie pusta.

Jeśli macie możliwość dojazdu do Mlekiem i Miodem, to możecie spróbować i sprawdzić we własnym zakresie, czy taka kuchnia Wam odpowiada. Nie można im odmówić, że miejsce jest ciekawe, z miłą obsługą i interesującym menu. Niestety odległość robi swoje. Może warto zatem dopracować propozycje serwowane gościom, aby chętniej przyjeżdżali na jedyne w swoim rodzaju propozycje burgerowe? My nie wykluczamy powrotu to tej restauracji, jeśli tylko jakość oferowanego jedzenia będzie rekompensowała dalszą podróż od centrum Wrocławia, aby spróbować czegoś smacznego :)

Jeśli zainteresowała Was nasza wizyta i jesteście ciekawi swoich wrażeń, to niebawem jest ku temu okazja, aby odwiedzić Mlekiem i Miodem podczas Restaurant Week 2017 i doświadczyć specjalnego menu przygotowanego właśnie na tą okazję. A może właśnie Wam się spodoba? ;)


MLEKIEM I MIODEM
Wrocławska 31, Kiełczów


Share:

0 komentarze