-->

Woławina - Restaurant Week 2017


Nie jest tajemnicą, że uwielbiamy Restaurant Week. Co kilka miesięcy topowe restauracje w całej Polsce biorą udział w festiwalu smaków. Kolejna edycja startuje już za 2 tygodnie (24-30.04.2017), a my już dzisiaj uchylamy rąbka tajemnicy na temat dań serwowanych w jednej z restauracji. To już drugi raz kiedy testujemy dań podawanych w Woławina (link do poprzedniej relacji tutaj). Ostatnie menu bardzo nam przypadło do gustu, toteż z nieukrywaną przyjemnością przyjęliśmy zaproszenie na degustacje.

Dla przypomnienia – czym jest Restaurant Week? Jest to tydzień, podczas którego w wybranych restauracjach mamy szansę skosztowania ich popisowego, trzydaniowego menu (są to dania, których próżno szukać w regularnej karcie) w specjalnej cenie 39 zł. Festiwal ten daje szanse na zapoznania się z ofertą i możliwościami rożnych restauracji nie wydając na to fortuny. Większość restauracji oferuje 3 dania (przystawkę, danie główne oraz deser) w dwóch wariantach (wyjątkiem jest np. Woławina, która oferuje tylko jedno menu). Jeśli jesteście ciekawi, co przygotowały inne restauracje, sprawdźcie tutaj.



Czym jest Woławina? Jest miejscem na Ołtaszynie (na którym, co warto zauważyć, otwiera się coraz więcej dobrej jakości gastronomii), tworzone pod kierownictwem szefa kuchni pana Jacka Kempy. Pan Jacek ma na swoim koncie kilka imponujących tytułów: jest zwycięzcą Mistrzostw Świata w BBQ (2006) oraz dwukrotnie Mistrzostw Europy w grillowaniu. W swojej nowej restauracji stawia przede wszystkim na odpowiednie połączenie dobrego mięsa z specjalnie wyselekcjonowanymi winami. W Woławinie w weekendy możemy mogli spróbować pierwszego w Polsce prawdziwego churrasco, czyli całego przekroju mięs przyrządzanych na oryginalnym grillu opalanym węglem drzewnym.



Przystawka: Młoda karotka/ Creme fraiche/ Świeże wiosenne zioła/ Ciasteczko serowe

Na dzień dobry przyznaje, że karotki w koperkiem, wyglądające jak marchewka prosto z ziemi, ale w wersji minimini rozczuliły mnie całkowicie. Jako skrajny wzrokowiec i osoba, która je oczami już zostałem kupiony, ale że jest to blog o jedzeniu, a nie patrzeniu (całe szczęście, jeść też lubię!) to dodam, że zupa była przepyszna. Bardzo delikatny krem (obstawiam bardzo dobry blender, albo dużo pracy, bo był idealnie gładki), lekko słodkawy i z nutą imbiru byłby może trochę nudny, ale z pomocą przychodzi ciasteczko z serem kozim, które jest słone i ma intensywny smak. Bardzo dobre połączenie. Świetny początek.



Danie główne: Lekko podwędzana pierś z kaczki/ Buraczki truflowe/ Pyzy z konfiturą z czerwonej kapusty/ Pikantny sos marakuja- jabłko-imbir.

Wygląd dania oceniam na solidnie przeciętny. Ale zdradzę wam już puentę – nie wolno oceniać po wyglądzie. Kaczka smakowała nieprzeciętnie: była soczysta, aromatyczna, delikatna, pyszna! Pyza i buraczki była bardzo ok, urozmaiciły danie, ale prawdziwym hitem dla nas był sos marakuja-jabłko-imbir-petarda! Bardzo charakterystyczny, rześki smak idealnie przełamywał całość i komponował się z daniem.



Deser: Panna Cotta/ Espuma malinowa/ Carpaccio z truskawek

Może jestem schematyczny, ale zacznę od wyglądu. Trochę wow (zwłaszcza to sztywne, abstrakcyjne, półprzeźroczyste coś, co nie wiem jak się nazywa), a trochę jakby się coś rozlało na talerzu (podobno finalna wersja dania ma wyglądać trochę inaczej, przypominamy, że do Restaurant Weeku pozostały jeszcze 2 tygodnie), ale my jesteśmy mądrzy i nie oceniamy książki po okładce (która i tak nam się właściwie podoba w swojej niedoskonałości). Próbujemy i okazuje się, że jednak wow. Pomimo dużej, jak na deser i porcję degustacyjną, deser nas nie zamulił, porcja była wręcz idealna.


Podsumowując - było bardzo dobrze. Jedno z lepszych menu jakie jadłem w historii festiwalu. Woławina zdecydowanie trafiła właśnie do mojej listy miejsc o których nie powiem złego słowa (chyba, że zasłużą, w co wątpię). Było pysznie, ciekawie, ładnie - gorąco polecam rezerwować stoliki, póki są.


WOŁAWINA
Bartłomieja Strachowskiego 7a
Woławina Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

Share:

0 komentarze