-->

Gdzie zjeść w Warszawie? Przewodnik subiektywny


O tym, że część Widelca mieszkała w Warszawie przez kilka lat chyba wiecie, jeśli udało Wam się dotrzeć do starszych artykułów. A no spędziliśmy tam ponad 3 lata, więc okazji do budowania sobie bazy ukochanych lokali gastronomicznych nie brakowało. Warszawa jest niepowtarzalna pod tym względem i będę o niej mówiła w tym kontekście tylko dobrze, bo na to zasługuje! Najdziwniejsze koncepcje i pomysły na gastronomię przyjmuje się tam z łaskawością i ciekawością, a jak nie wypali to trudno! Wymyślają dalej i zachęcają czymś jeszcze bardziej odjechanym. 
Wiem, że wielu widelcowych czytelników w Warszawie bywa i również ma swoje ulubione miejsca. Mam nadzieję, że niektóre z nich się tutaj pojawią, ale i będą takie, których nie znaliście i pójdziecie sprawdzić jak tam jest, kiedy przy najbliższej okazji odwiedzicie serce Mazowsza.
Przedstawiam moje ekspresowe TOP 11 miejsc w stolicy, do których szczerze Was zapraszam, bo na pewno zjecie coś pysznego!

1. Manekin (ul. Marszałkowska 140 i Pl. Konstytucji 5/ strona Manekina
Jeśli jeszcze nie byliście, to koniecznie musicie odstać swoje w kolejce, która już słynie na całą Polskę, bo warto! Polecam lemoniadę na ciepło z malinami i miętą (booooska!) i każdego naleśnika z karty. Mur beton pycha! Manekin systematycznie powiększa swoją ofertę i dodaje różne eksperymentalne wersje naleśników. Spaghetti naleśnikowe? Nie jecie glutenu - bardzo proszę nalesnika kukurydzianego lub orkiszowego! Nie odmawiacie mięsa i chcecie zjeść pyszne naleśnikowe burrito? macie ochotę na ultra słodkiego naleśnika albo na lekką propozycję wegetariańską? Ciasto wieloziarniste? W Manekinie na pewno przytrafi Wam się problem nadmiaru opcji niż braku ciekawej propozycji. Obiecuje, że w kolejce nie stoi się tak długo, jak piszą :)
Na zdjęciu: naleśniki - zawsze podawane z surówkami i sosem (w cenie) i lemoniada malinowa z miętą i cukrem (pyszka nad pyszki!). Naleśniki na słodko - podają z pralinką rafaello lub ferrero rocher ;)
2. Aioli i Aioli Mini (ul. Świętokrzyska 18 i Pl. Konstytucji 5/ menu Aioli inspired by MINImenu Aioli na Świętokrzyskiej)
To drugie zachwyca wystrojem, ale mówią na mieście (i sprawdziłam, że raczej mają rację), że w Aioli na Świętokrzyskiej kucharz lepiej gotuje. Menu w obu prawie jednakowe. Sałatka Green Falafel - OUuuu, jaka pycha! Pizza podana w nieregularnym kształcie, na drewnianej desce, na cienkim cieście i w eleganckim stylu. Burger Aioli - Michał zdecydowanie poleca - sos Aioli w ogóle nie jest przereklamowany. Mają super promocje śniadaniowe i obiadowe. Jedliśmy tam łososia, steki, desery - gdyby tylko żołądek można rozciągać w dowolne rozmiary, to Aioli byłoby nasze!
3Krowarzywa (ul. Hoża 29/31 i ul. Marszałkowska 27/35/ menu Krowarzywa
Proszę się nie zrażać, że to wegańskie burgery! ale za to takie, o których marzy cała Warszawa (ta hipsterska i ta wredna, ta normalna i ta aspirująca). Jakiś juz czas temu otworzyli drugi lokal w Warszawie i dwa pierwsze w Krakowie i Łodzi. Niech Was nie odstraszy nazwa 'wegański burger'. Nie namawiam do trawożerstwa, ale takie cuda, jakie oni potrafią zrobić, to aż grzech omijać i nie spróbować. Tanio, bardzo dużo jedzenia, fajna i luźna atmosferka. W stałej ofercie zawsze są do wyboru te same burgerki, które można zmodyfikować wegan-serem lub buraczexem, a w każdym miesiącu pozostaje inny jeden burger miesiąca, który przeważnie składem odpowiada na aktualną porę roku i sezonowość produktów. No idźcie, co Wam szkodzi. ;) Wrocław czeka na swoje Krowarzywa!
Na zdjęciu: lokal przy Marszałkowskiej. Burgery tak duże i pyszne, że upaćkanie się nimi od uszu po pięty to naturalna kolej rzeczy.
4. Tel-Aviv (ul. Poznańska 11/ strona Tel-Aviv
Lepszy hummus podają już tylko w Izraelu. Polecam każdy z karty z czystym sumieniem. Nie można się oderwać. Koncepcja karty zmieniała się już wiele razy, niektóre rzeczy wycofują inne dodają, więc nie będę za bardzo opisywała formuły. Wszystkie pasty, jakie mają, nie podlegają dyskusji, że są pyszne. Dania główne - tu zależy co wybierzecie, bo ich wielkość się różni i lepiej zapytać, jak coś wygląda - ale nie zmienia to faktu, że jedzenie tam jest wyśmienite. Nigdy nie byłam jeszcze w Izraelu, ale wierzę im, że to tak powinno smakować!

5. Dla ciekawości Legal Cakes (ul. Chłodna 2/18/ profil na FB
Miejsce dla dbających o formę, czyli desery dla koksów i nie tylko :P Ciasta w stu procentach z dobrych składników, czyli np. ksylitole, stewie, bez mąki. Pyszna alternatywa. Ciekawostka - każde danie ma wypisane wartości odżywcze dla osób ćwiczących na siłowni. Większość ma jeszcze odżywki białkowe w składzie w różnych smakach - na masę :D nie wystraszyć się - idźcie i zobaczcie. Ja poszłam, a bałam się, jak cholera i wcale nie trzeba było!
6. Pełną parą (ul. Sienna 76/ profil na FB)  
Najlepsze i najdziwniejsze pierożki dim-sum w nowoczesnym wydaniu, jakie jadłam :D Spędziłam tam wieczór Sylwestrowy 2015/2016, żeby najeść się na koniec roku w zacnym stylu i było tak zaiste :)
7. UkiUki (ul. Krucza 23/31/ Menu UkiUki) 
Tutaj musicie iść. Jako straszny freak i fascynatka japońskiej kultury, którą chłonę choćby z książek Haruki Murakamiego, zdecydowanie polecam Wam tam iść! Trzeba poznać, jak pysznie gotuje się 5 tys. kilometrów stąd. Koniecznie weźcie danie, w którym trzeba samemu przekładać makaron UDON do wywaru rybnego lub wege - super zabawa i ćwiczenie sztuki jedzenia pałeczkami (dają widelec, jak ktoś sobie nie radzi :P). Warzywa lub krewetki w tempurze, oh! Herbata Genmaicha i lody z zielonej herbaty z syropem muscovado... jej, zrobiłam się głodna :) Facet, który to otworzył to rodowity Japończyk, który sam obsługuje salę, zbiera naczynia, przyjmuje reklamacje, dogląda produkcji (która dzieje się na naszych oczach). Sam wymyśla i dopracowuje receptury podawanych dań i nie dołącza do karty nic nowego - jeśli nie uzna, że to jest taki sam smak, jak u niego w domu. Miejsce z duszą, która przenika w Was od wejścia. Uwaga! mogą być kolejki, ale warto :)

Na zdjęciu dolnym: makaron Udon na ciepło i warzywa w tempurze - jemy tak: makaron ucieka z pałeczek, jesteśmy cali ochlapani, ale najedzeni i szczęśliwi.
8. Tulsi - Restauracja Indyjska (Metro Wilanowska, ul. Domaniewska 22/ strona Tulsi)
Zdecydowanie jest to miejsce poza głównym szlakiem, bo pewnie niewielu z Was z własnej woli wybierze się w okolice znanego Mordoru, ale jeśli już zdecydujecie się zapuścić nieopodal krainy Saurona, to pojdźcie najeść się dobrze w Tulsi. Zaprowadzili nas tam znajomi i nie żałujemy, żeśmy się dali namówić. Porcje są tak duże, że można pęknąć, przy tym pysznie doprawione. Można z pełnym zaufaniem podejść do skali ostrości - jeśli ma być łagodne to jest, a jak ma wypalać dziurę, to zacnie wypala, aż łzy płyną z oczu. Miejsce prowadzone z sercem przez Polkę i jej męża hindusa - na pewno wiedzą, jak Indie smakują, więc polecam wybrać się z nimi w kulinarną podróż.
Wybierzcie super ostrą opcję tylko, jeśli jesteście pewni, że Wasza wątroba to lubi, a zamiłowanie do ostrego macie od noworodka. Nam Pan Hindus nie chciał uwierzyć i śmiał się, jak podawał danie w skali ostrości 4/5 :) Dla odważnych!
9. Tak tradycyjnie i zmieniając temat na słodki - najlepsze pączki w mieście ma Pawłowicz na Chmielnej i drugi lokal mają w galerii Dworca Centralnego. Stara Pączkarnia - której fenomenu nie rozumiem - zdecydowanie powinna się zwijać przy pączkach Pawłowicza! ;) Koncepcja bardzo podobna - przeszklona produkcja, nietypowe smaki, świeżutkie i gorące pączuszki lądują w brzuszkach - aż chce się więcej i więcej.
10Cupcake corner (ul. Chmielna 21 i Pl. Konstytucji 2 /strona Cupcake Corner) 
Może ich znacie, bo przyjechali z Krakowa (tam spróbowaliśmy ich z Michałem pierwszy raz). Najlepszy muffinek RedVelvet na świecie. Kawę mają okropną, ale muffiny..ojej.. próbowaliśmy chyba wszystkich smaków w historii! Co tam Dunkin' Donuts, kiedy mamy własne słodkie, piękne i pyszne muffiny!
11. La Bomboniera (Al. SOlidarności 82/ profil na FB
Na Kinie Femina (nazwa przystanku w centrum Warszawy), w podwórku za KFC na rogu (lokal jest schowany), jest prawdziwa włoska cukiernia. Dwóch Włochów przyjechało do Polski otworzyć swoją cukiernię, bo kochają piec desery. Robią cudne smakołyki i mają najlepszą sprzedawczynię, która potrafi tak zagadać, że kupiliśmy nie raz o trzy razy za dużo :) drożdżówki, ciasta opływające w kremy i budynie, bezy, ciasta bez glutenu, laktozy lub cukru - mają wszystko i mają wielkie serce do tego, co robią.

Narazie tyle! Oczywiście byliśmy w wielu innych miejscach, o których wspominaliśmy też na naszym Facebooku, jak choćby Słoiki za Domami Centrum czy W gruncie rzeczy - które niestety zamknęli. Lista nie jest wyczerpana! Macie jakieś podpowiedzi? Dorzucajcie swoje sugestie w komentarzach :)



Share:

0 komentarze