-->

Mango Mama - Restaurant Week 2017 i wizyta poza festiwalem


Kuchnia indyjska, to jedna z moich ulubionych, z uwagi na to, że nawet tradycyjne dania mogą być bezmięsne i nieostre. Jednocześnie, o paradoksie!, te same potrawy mogą być też wściekle ostre i pełne mięsnych kawałeczków. Idealny wręcz melanż dla takiej pary, jak my :)

Już od bardzo dawna miałam ochotę na indyjskie jedzenie. Gęste, aromatyczne sosy, w których pływają kawałeczki tofu lub paneer, chrupiące chlebki naan, smakowity ryż. Ach! Kuchnia wegetariańska może być taka pyszna! Wobec tego bardzo się ucieszyłam, kiedy Mango Mama dołączyła do tegorocznej edycji wiosennego Restaurant Week we Wrocławiu. Wreszcie mogłam zjeść smaki, które męczyły mnie od dawna.
Wstyd się przynać, ale Mango Mamę na rynku, która otworzyła się w miejscu dawnego Gruzińskiego Chaczapuri (ktoś to pamięta? brr.. ;) ), mam praktycznie chwilkę od biura, a dotąd tam nie byłam. Wizyta tam okazała się być nie tylko zbawienna dla moich zachcianek, ale i wyrównywała zaniedbane 'obowiązki'.

Lokal pozostał dwupoziomowy, więc możemy siadać tam, gdzie (akurat wolne) i mamy ochotę. Wystrój jest spokojny, stonowany, ale jednak wskazuje na charakter kuchni, który będziemy próbowali, a to dzięki kolorowym poduchom, malunkom na ścianach czy szklanym i barwionym kloszom w lampkach na dole. Bardzo podobają mi się zdobienia nad wydawką/kuchnią oraz ogromne wiklinowe lampy (które mnie lekko onieśmielały swoim rozmiarem!). Pewnie nie poczujemy się tam zupełnie, jak w Indiach, ale chyba nie wystrojem właściciele chcieli zdobyć nasze serca, tylko zawartością talerza! ;)

Najpierw opiszę to, co dostaliśmy podczas Restaurant Week 2017. Menu wrzucam w obrazku poniżej:

Menu degustacyjne Mango Mamy w Rynku podczas Restaurant Week 2017 we Wrocławiu

* Pierwsze danie - Zupa krem z zielonego groszku z falafelem z ciecierzycy (wege) lub ciasteczkami krabowymi (mięsnie) i posypane chili. Zupa była bardzo smaczna (haha, tylko tyle Wam powiem! :P). Na pewno dużym atutem była sama dekoracja (jadalny kwiat i kiełki), która nie tylko stanowiła zjawiskowo ładną ozdobę dla zwykłego, można powiedzieć, dania, ale także była kolejnym elementem tekstury zupy. Sam krem, jak to krem - dobrze zblendowany, gęsty, smacznie doprawiony, bo nie był na pewno czkawką kucharza, który rzucił za dużo pieprzu i soli - był w sam raz. Jednak chrupiące, jędrne i świeżutkie kiełki oraz kwiatek dodawały tej zupie czegoś do pogryzienia, co było nie tylko bardzo dobre, ale i rozbudzało ciekawość na więcej i więcej. Falafel w mojej porcji różnił się od powszechnie spotykanego w mieście. Powiedziałabym, że był luźną interpretacją tegoż, bo nie był mocno zmielony, zbity i pełen tłuszczu, ale wcale nie znaczy to, że był niesmaczny! Był bardzo, bardzo dobry - chyba nawet wolę takiego, niezmielonego do końca, o koślawym kształcie i pełnego smaku.

** Drugie danie - Smoked & Grilled chicken masala (mięsnie) lub grilled aubergine masala (wege) serwowana z ryżem szafranowym oraz tradycyjnym chlebkiem z mąki pszennej z masłem upieczonego w piecu Tandoor. Po pierwsze - oba nasze dania były podane w jednym, wielkim naczyniu Tagine - koks! Po drugie, mimo że danie było degustacyjne, to prawie pękły nam ubrania z nadmiaru! Po środku Tagine był przepyszny, słodki sos z tahiny i nerkowców (?) (strzelamy z pewnością na 90%), który doskonale uzupełniał zgrillowane mięso i bakłażana. Właściwie każdy element głównego dania - czy jedzony razem czy osobno - był eksplozją smaków. Wszystko się właściwie łączyło, chociaż każde miało inną funkcję - sałatka z pomidorów, ogórka i cebulki -orzeźwiało i dawało oddech od gęstych sosów. Sos na bazie pomidorów, pełen przypraw i intensywny, ryż - no HIT - sypki, puszysty, smaczny, delikatnie neutralny. Chlebek naan - no jak to naan - ok ;)
Drugie danie w Menu Mango Mama w Rynku podczas Restaurant Week 2017 we Wrocławiu
*** Trzecie danie - Indyjski pudding ryżowy aromatyzowany kardamonem, pistacjami oraz płatkami migdałów. Ten krem to sztos! Zjedliśmy go, bo był pyszny, a nasze łakomstwo jest zgubne. Słodki, kleisty i w towarzystwie kawałeczka baklavy oraz pysznego daktyla. Granat i płatki przyjemnie chrupały, kleik łagodził stres, że to już koniec, ach.. już tęsknię.. ;) Mango Mamo! Wprowadź to na stałe do menu!!!
Patrzcie na to cudeńko. Wszystko do zjedzenia, wszystko! Pudding ryżowy z kardamonem, pistacjami i płatkami migdałowymi podczas Restaurant Week 2017 we Wrocławiu
Co do picia? Thai tea (15zł/ 300 ml) oraz Simple soother (9zł/300 ml). Oba pyszne, simple soother to już moje ulubione picie (dla wielbicieli cytryny i miodu to super propozycja). Do obu trzeba wmieszać ten miodek, który podają, bo nie będzie smakowało.

Mango Mama poza festiwalem:

Poszliśmy z grupką znajomych, więc ilość dań była spora, oczywiście każde inne, więc i smaków do porównania też kilka. Zamówiliśmy:
  1. INDIAN CLASSICS - Punjabi chole (25zł) + kurczak (+4zł) (1* ostrości)
  2. INDIAN CLASSICS - Goan vindaloo (27zł) + jagnięcina (+7zł) (3* ostrości)
  3. INDIAN CLASSICS - Masala (25zł) + kurczak (+4zł) (1* ostrości)
  4. INDIAN CLASSICS - Butter masala (25zł) + paneer (+4zł)
  5. TANDOORI MASTER'S GRILL - chicken tikka (29zł) (1* ostrości)
  6. ZUPY - daal & roti (15zł) (1* ostrości)
  7. INDYJSKIE CHLEBKI: coco naan (10zł)
  8. NAPOJE: mango lassi (10zł/250ml), guava juice (7zł/250ml), simple soother (9zł/300ml
Jedzenia było tyle, że spokojnie moglibyśmy zaprosić jeszcze kogoś. Zupa i drugie danie to tyle jedzenia, że więcej już nie wcisnęliśmy. Potrawy, które miały 1/3 stopnia ostrości były leciuteńko ostre, natomiast to 3/3 rzeczywiście już troszkę piekło, jednak skala pikantności na pewno jest przygotowana dla rodzimych, a nie hinduskich podniebień. Jeśli ktoś liczy na to, że łzy polecą przy jedzeniu, to raczej nie tutaj.
Mam jedną malutką uwagę do coco naan - nie to, żeby było niesmaczne, bo było bardzo, ale spodziewaliśmy się po prostu wiórków w cieście, a nie pomiędzy ciastem. także nie traktujemy tego jako uwagi/przytyku/czepiania się/ignorancji/braku wiedzy/bólu dupy, tylko byliśmy zaskoczeni, więc warto to napisać ;)
Każda z tych potraw, mimo podobnego wyglądu, różniła się znacznie smakami. Butter Masala była przyjemnie kremowa, smak pomidorowy nie przeciążał, tylko fajnie wzbogacał maślany smak sosu z nerkowcami. Znowu klasyczna Masala była bardzo pomidorowa, lekko ostra, ale mocno intensywna w smaku - prawdziwie indyjsko przyprawiona, jak na moje polskie podniebienie.
Bardzo ładny wystrój, ciepłe i drewniane wnętrze, śliczna (garneczki.pl rządzą) zastawa - tego na pewno możecie się spodziewać w Mango Mamie na Rynku wrocławskim.
Nie spodziewałam się po tej wizycie fajerwerków, bo miałam taką ochotę na indyjskie jedzenie, że wolałam nie mieć potem zawiedzionych nadziei. Dlatego nasze odwiedziny podczas Restaurant Week były pod hasłem: im więcej zjem, tym bardziej mi smakuje i wiem, że tu wrócę.
Doceniamy bardzo zorganizowanie obsługi podczas festiwalu - nie czekaliśmy zbyt długo, wręcz jedzenie nie zdążyło się ułożyć w brzuszku, a kolejna porcja pojawiała się na stole. Atmosfera pozafestiwalowa także była bardzo przyjemna. W lokalu panował przyjemny gwar, widać było, że nie tylko my wybraliśmy to miejsce na spotkanie ze znajomymi. Obsługa, mimo że zakręcona wielością zamówień, próśb i ogólnych bodźców dookoła, pozostawała uśmiechnięta i pomocna, więc za to duży plus! Nie zdarza mi się często, żeby obsługa wychodziła z otwartą postawą, zagajała rozmowę i była bardzo koleżeńska.

Na pewno tam wrócimy. Jeszcze tyle niepoznanych dań nam zostało! Już czekam na kolejny festiwal i ciekawe propozycje, które zaproponują, jednak na pewno nie będę czekała do jesieni na następną edycję. Zbyt dobre, żeby sobie odmawiać.. :)

MANGO MAMA
św. Mikołaja 78
facebook
Mango Mama Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

Share:

2 komentarze

  1. Kuchnia indyjska jest moją ulubioną :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobrze sformułowane dania :)

    Pozdrawiam,

    http://deutschmein.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń