-->

Baszta




Historia – którą pragnę Wam opowiedzieć – będzie rodem z Tajemniczego Ogrodu: poszukiwanie szczęścia, huragan emocji, miejsce ukryte dla niewtajemniczonych.
W roli głównej głód. Tylko czy ta opowieść zakończyła się happy endem?

Z racji mojego rozpoczętego fioła na punkcie zdrowego żywienia, ostatnie wybory gastronomiczne celuję bardziej w kuchnię wegetariańską. Możliwe dlatego, że wegetariańskie pozycje są bardziej zbilansowane, pełne fantazji i trzeba się bardziej „napocić”, aby dorównać smakowo mięsnej konkurencji. To oczywiście myślenie bardzo stereotypowe, bo nie każda wegetariańska restauracja musi być zdrowsza i smaczniejsza od tej mięsnej – jak i odwrotnie. Jednak przy moim nowym założeniu żywieniowym (tylko trzy mięsne posiłki w tygodniu) postanowiłem poszperać w ciekawych, wegetariańskich miejscówkach. Znaki na niebie, ziemi i w internetach zaprowadziły mnie do Baszty. Nie było łatwo, ale się udało.

Za pierwszym razem pocałowałem klamkę. Bo był poniedziałek i trafiłem na „jesienne porządki”.

Tak Dembol! Jesteś blogerem i nie sprawdzasz fejsa restauracji przed wejściem, żeby wiedzieć, co się aktualnie dzieje. Shame ... shame ...

Warto wspomnieć, jak się tam dostałem. Żeby trafić do miejsca docelowego najpierw przeszedłem halę targową, aby trafić na jej tył, następnie obrałem kierunek na fortyfikację z Basztą Niedźwiadka na czele. No i z której strony wejść? W takich momentach króluje moja mentalna blondynka i trochę pochodziłem po terenie, aby znaleźć tę oto bramę:




Jestem z tych osób, które lubią niesztampowe miejsca, takie z "duszą" - najlepiej artystyczną. I z wnętrzem Baszty mam odczucia dwojakie. Z jednej strony białe wnętrze, proste, które rewelacyjnie podkreśla genialne prace Jarosławy Kawałko - właścicielki tego przybytku - natomiast z drugiej strony? Brudno. Kropka. Nie lubię jeść w brudzie. Nikt nie lubi. Tyle w temacie.





Te obrazy są po prostu świetne!

Przejdźmy do menu. Kuchnia w Baszcie jest wegetariańską kuchnią tajską. Do Tajlandii mam sentyment z pocztówek: dużo moich przyjaciół i rodziny w Tajlandii było, kilkukrotnie gotowali mi Tajowie. I kocham ich ostrość! Tak, jestem samobójcą ;). Ponadto - jak u większości teraz - w moich najbliższych planach wycieczkowych Tajlandia jest na podium. W menu możemy zasmakować od ramenu, przez pad thai aż do curry. Najdroższe danie kosztuje 25zł. Me gusta!

Na stronie głównej restauracji możemy dumnie przeczytać, że wszystkie potrawy przygotowywane są na świeżo, metodą stir fry. Warto w takim razie przetestować Pad Thai, a dokładnie Pad Thai Pomarańczowy (23zł). Porcja duuuża, pełna dodatków. Nawet marchewka pokrojona w ozdobne paysanne - szacuneczek dla kucharzy :). Najlepszym punktem tego dania jest balans między kwaśnym, ostrym i słodkim. To właśnie on sprawia, że kuchnia tajska jest tak magicznie pyszna.


Spróbowałem również Ramenu Kimchi (15zł). Czy był to najlepszy ramen, jaki jadłem? Nie. Czy był smaczny? Tak, nawet bardzo. I ten tempeh! Zakładam Klub Tempehowych Zażeraczy. To najlepsze roślinne mięso i najpiękniejszy oksymoron, jaki mogłem zjeść. Co do samego kimchi uprzedzę tylko, że jest to bardzo specyficzna kiszonka. Nie taka, jak nasza polska do schabixa. 

Deser będzie płynny i rozgrzewający, bo moje serce skradły basztowe Gorące Napary (8zł). Jest to żywa definicja, że less is more. Wystarczy cytryna, imbir oraz goździki i pozamiatane. Bez gry wstępnej.



Kochana Baszto, wracać będę do Was regularnie i zachęcam wszystkich, aby szli w moje ślady. Mam tylko do Was jedną prośbę: wyszorujcie proszę tego Niedźwiadka porządnie :).

BASZTA
Kraińskiego 14

Share:

0 komentarze