-->

Gdzie zjeść w Warszawie i w Łodzi? Przewodnik subiektywny cz. 2


Już raz na naszym widelcowym blogu gościł wpis subiektywny o tym, gdzie naszym zdaniem warto zjeść w Warszawie podczas podróży (wpis znajdziecie tutaj: KLIK!), ale warto uzupełnić naszą bazę i kolejne miejscówki!
Tym razem połączymy nasze doświadczenia z wizyty w dwóch miastach, w których byliśmy na krótkiej wycieczce, a zacznijmy od Łodzi.

W Łodzi byliśmy zaledwie dwa dni, ale mamy do polecenia trzy miejsca, które warto odwiedzić, jeśli macie ochotę na kawę i smaczny obiad.

Tubajka
Plac Zwycięstwa 3
(Park Źródliska I)
Łódź

Tubajka była pierwszym miejscem, do którego się wybraliśmy zaraz po przybyciu do Łodzi. Poszukiwaliśmy smacznej kawy, która rozgrzała by nas w chłodnym, łódzkim przywitaniu. Tubajka znajduje się w Parku Źródliska I i jest ulokowana bardzo blisko od bramy wejściowej do tego parku. Lokal mieści się w budynku widocznym na zdjęciu powyżej w prawym, dolnym rogu i jest bardzo duży. Składa się z kilku sal o różnym wystroju i charakterze oraz posiada miejsce do przewijania dzieci.
Zamówiona kawa była przyzwoita, na pewno świeża i średnio palona. Spełniła swoje zadanie, bowiem rozbudziła nas i rozgrzała przed wędrówkami w deszczu (nie ma się co spodziewać, że w Łodzi kiedykolwiek świeci słońce :P). Zimowa herbata była przepyszna, pełna cytrusów i odpowiednio dosłodzona miodem. Drobnym kłopotem był fakt, że ogrzewanie w Tubajce na moment naszej wizyty było zepsute, i mimo gorących napojów, było nam trochę zimno. Zerknijcie na fanpage Tubajki, jeśli wybieracie się w najbliższym czasie do Łodzi.

Przędza
Piotrkowska 107
Łódź
Filmik nie działa, ale niestety jest to jedyne ujęcie zamówienia, jakie mam z tego miejsca.
Do Przędzy trafiliśmy przez przypadek poszukując kawiarni na poranną kawę drugiego dnia. Trochę się naszukaliśmy tego miejsca, ponieważ Przędza znajduje się w jednym z bocznych podwórkek przy ul. Piotrkowskiej w Łodzi, ale udało się i mogliśmy spróbować ich oferty. Miłym zaskoczeniem była dostępność kawy z wrocławskiej palarni Czarny Deszcz. Widzieliśmy, że dobrze trafiliśmy. Skorzystaliśmy z opcji zaparzenia w formie jednej z alternatyw, a do pełni rozbudzenia brakowało jeszcze tylko deseru. Na zdjęciu ciasto Kinder Country z posypką z preparowanej pszenicy (raczej użyto płatków śniadaniowych - Kangusów). Ciasto spoko, kawa spoko, miejsce spoko. Idźcie tam, będzie spoko.

Korzenie
ul. Piotrkowska 217
Łódź
na zdjęciu: grzybowe kotleciki podawane z dyniowym puree i surówką z czerwonej kapusty /GF; orzechowe curry z dynią piżmową, cukinią, papryką, fistaszakmi i kolendrą + ryż/ GF
Korzenie to miejsce z jedzeniem wegańskim i wegetariańskim, do którego trafiliśmy zachęceni dobrymi ocenami w Internecie oraz poleceniami na jednym z lokalnych blogów. Restauracja znajduje się w łódzkim kompleksie gastronomicznym (coś, jak nasz Browar Mieszczański) i jest dość spora. Warto się do nich przejść prawie na koniec Piotrkowskiej, bo tanio i smacznie zjecie zdrowy obiad. Mają obecnie nowe menu (które mieliśmy właśnie okazję spróbować). Obiad był pyszny - szczególnie moje grzybowe kotleciki z modrą kapustą i puree dyniowym - wszystko fantastycznie grało smakami - kotleciki były mocno grzybowe, modra kapustka lekko ostra a puree dyniowe dobrze doprawione - nie mdłe i rozlazłe, tylko zwarte, odpowiednio słone, lekko orientalne. Cudo! Orzechowe curry zaskoczyło nas, bo było delikatne w smaku. Warzywa były miękkie i było ich sporo, ale w porównaniu do drugiego zestawu mogło to być lepiej doprawione. Smaczne, ale kotlety wygrały.

Uki Uki
Krucza 23/31
Warszawa
na zdjęciu (zgodnie z ruchem wskazówek zegara): pierożki gyoza (15zł), Goma Ramen (30zł), Kama-Yasai Gozen (33zł)
Nie mogliśmy sobie odmówić, żeby nie odwiedzić naszego ukochanego Uki Uki. Nie mówię tego z przesadną egzaltacją. My po prostu uwielbiamy to miejsce, jesteśmy zauroczeni klimatem, jedzeniem, autentycznością konceptu, właściciela, wykonania - słowem wszystkiego (konkretnie, co nie?).
Właściwie to tacy z nas krejzole, że jechaliśmy do stolicy zjeść w Uki Uki - autentycznie pierwsze kroki z dworca zrobiliśmy właśnie w kierunku ulubionego udonu. Jeśli jeszcze nie kojarzycie lokalu, to zachęcam do zapoznania się z pierwszym artykułem o warszawskich ulubionych miejscach - link był na początku tekstu - ale także obczajcie ich fanpage i stronę internetową. Profesjonalizmu, zaangażowania i pasji, jaka bije od nich mogę pozazdrościć inne lokale.
Nowością, której wcześniej nie próbowaliśmy, był ramen. Już teraz mogę powiedzieć, że jednak lepszy jest w Vegan Ramen Shop, o którym napiszę niżej, ale za to ich popisowe udony (wszystkie kombinacje i rodzaje z karty) są niekwestionowanym hitem i mogłabym to jeść co-dzie-nnie! Ramen był spoko, na prawdę dobry Michał mówi, ale jednak dzień później zjedliśmy lepszy, więc tutaj musimy oddać pole komuś innemu. Tak czy siak, polecamy Uki Uki! 💜
do każdego zamówienia dostajemy od razu szklankę wody (nawet o jej jakości pisali na fanpejdżu, obczajcie) i wilgotną chusteczkę do przemycia dłoni oraz prażony sezam do utarcia. Pozostałe zdjęcia przedstawiają wnętrze lokalu.
Vegan Ramen Shop
ul. Finlandzka 12a
Warszawa
na zdjęciu (cała lewa strona od góry): Creamy Shio Ramen (28zł); Spicy Miso Ramen (28zł); Przystawka Hiyayakko (12zł); Przystawka Edamame 10zł)
Do Vegan Ramen Shop poszliśmy, ponieważ 1) znajomi mówili, że mamy koniecznie iść, 2) dużo słyszałam o ich ramenie i sama chciałam iść, 3) jeśli Jadłonomia i Wegannerd piszą, że pycha, to musi być pycha. Przystawki były magiczne. Nigdy nie jadłam tak delikatnego, kremowego i lekkiego tofu. Jakbym jadła chmurę, najlżejszy kremowy serek świata. Zanurzony w imbirze i sosie sojowym smakuje nie do opisania. Mjut.
Druga przystawka do kolejny zachwyt. Zielona fasolka w strączkach posypana tylko grubą solą morką rzeczywiście, tak jak mówi opis w menu, nie potrzebuje nic więcej. Pyszna solo i równie znakomita byłaby jako dodatek do piwa zamiast paluszków czy orzeszków (Michał tak dywaguje i chyba ma rację, ja się nie znam).
Rameny natomiast były tak dobre, jak opowieści o nich. Inne od tego, co mamy w Panda Ramen - bardzo kremowe, zabielane, gęste i aromatyczne. Miseczka z początku wydaje się mała, ale szybko przekonaliśmy się, że prędzej wyturlamy się stamtąd lub będą nas wynosić, bo byliśmy pełni.
Creamy Shio Ramen (w środku: marynowany shitake, chrupiące nori, szczypiorek, kiełki mung, olej z palonego czosnku) był bardzo intensywny w smaku, mocno grzybowy, gęsty i pełny pysznego makaronu (strzelam, że soba, ale nie na 100%). Nie pożałowano tam grzybów ani pozostałych dodatków.
Spicy Miso Ramen (w środku: pieczony batat, blanszowany pak choi, kiełki mung, szczypiorek, włoski z chilli) był zdecydowanie ostry (skala Michała jest wymagająca, to nie było tylko pikantne), wywar nie był klarowny tylko kremowy, a ciekawą niespodzianką na końcu był znaleziony na dnie miseczki świeży imbir :) Ponownie syte danie, zasługujące na uznanie.
VRS jest usytuowany po drugiej stronie ulicy od Stadionu Narodowego, w jednym z bloków mieszkalnych. Bardzo łatwo ich znaleźć. Lokal nie jest przesadnie duży, ale zmieści się tam na pewno wielu wielbicieli tego dania. Obsługa była przemiła, chętnie opowiedziała nam o ofercie i świetnie doradziła. Na moje ogromne uznanie zasługuje obecność ulubionych bohaterów poukrywanych na półeczkach, jak wielki, pluszowy Rilakkuma, Totoro czy Gudetama :)
Wspaniale będzie tam wrócić!
wystrój VRS jest bardzo minimalistyczny, ale zdecydowanie wiadomo w jakim kraju jesteśmy :) No i Totoro na półce! <3 td="">
Waffle Bar
ul. Akademicka 1
Warszawa 
Na zdjęciu: Blueberry Sunrise (17zł) oraz Sweet Angel (17zł)
To ostatnie miejsce, o którym warto tutaj wspomnieć. Do Waffle Bar udałam się na spotkanie z dawno nie widzianymi koleżankami ze studiów i byłam miło zaskoczona. Wcześniej nie słyszałam o tym miejscu, a że postanowiłam zmienić lokalizację moich z koleżankami spotkań (ileż można wiecznie do Manekina chodzić.. :)), to wybrałyśmy właśnie Waffle Bar.
Kartę mają zróżnicowaną, ponieważ oprócz gofrów wytrawnych (mięsnych i wege) znajdziemy także gofry na słodko (na zdjęciach), pankejki, sałatki, mleczne szejki, smoothies czy tradycyjnie herbaty lub kawy.
Gofry były ogromne - jak dla mnie nie do przejedzenia. Przygotowane świeżo przed podaniem, cieplutkie i pełne dodatków. Nie pożałowano nam ani jednego składnika. Nie były to pełne gofry, ciężkie od ciasta, tylko kruche, chrupiące, dobrze wypieczone wafle.
Niestety jedna rzecz, która mi bardzo przeszkadzała, to kiepska wentylacja pomieszczenia. Było gęsto od zapachu smażonych gofrów i ubrania niestety przeszły bardzo aromatami ze środka.
Poza tym - lokal niezwykle dostępny komunikacyjne z wielu kierunków, kilka minut tramwajem od centrum (przy samym pl. Narutowicza). Miła odmiana od Manekina, ale następym razem poszukam jeszcze czegoś innego. :)

Koniec drugiego przewodnika! Mam nadzieję, że przyda się Wam w razie podróży do jednego z tych dwóch miast :)

Share:

5 komentarze

  1. A ja polecam Polot w kuchni polskiej! Przepyszna kuchnia polska. Z wege miejsc - Mano, Falafel Bejrut i schabowy z lokal vegan bistro

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lokal Vegan bistro bardzo lubię i znam, ale nie słyszałam o Mano ani falafel Bejrut, więc mam sporo do nadrobienia następnym razem! :)

      Usuń
  2. ja od siebie dodam jeszcze moje ostatnie odkrycie Restauracje Salto. Serwują pyszną argentyńską kuchnie! Super wystrój i wnętrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, dzięki Karolina :) postaram się pamiętać przy kolejnej wizycie ;)

      Usuń
  3. Jak w Warszawie to tylko w Bubbles Bar&Restaurant. Świetne jedzenie, pyszne szampany i mega sympatyczna obsługa. Zawsze przesiaduję tam godzinami, bo atmosfera jest tak fajna, że nie chce się wychodzić :)

    OdpowiedzUsuń