-->

Nasze ulubione miejscówki w 2017 roku




Kolejny rok się kończy. Trzeci pełny dla Widelcowej ekipy. Co nam najbardziej smakowało w tym roku?

Zanim zaczniecie czytać nasze wypociny, wspomnienia i wzdychania - pamiętajcie, że cały grudzień czekamy na Waszą opinię i głosy w plebiscycie Widelec Roku. Tutaj to Wy wybieracie swoje ulubione miejsca we Wrocławiu, a my nagrodzimy je w styczniu! o tutaj -klik!


Dla przypomnienia zasady naszego corocznego rankingu. Każdy Widelec wybiera 5 swoich ulubionych miejsc kończącego są roku. Kryteria są różne, bo i widelcowa ekipa jest różna. Jedni zwracają uwagę przede wszystkim na bogatą kartę, pomysły kucharza, dla innych ważna jest atmosfera panująca w lokalu. To nie ma być ranking najlepszych kuchni we Wrocławiu, ale subiektywne zestawienie naszych ulubionych miejsc - takich, do których z jakiegoś powodu  (jak np. te wymienione wyżej) wracamy najczęściej lub z największym sentymentem. Ale również takich, które polecamy w pierwszej kolejności i z czystym sumieniem. Kolejność wymieniania przez nas miejsc jest przypadkowa i nie jest nagradzaniem w skali miejsc.

Dla przypomnienia:

Nasze ulubione miejscówki w 2016 roku
Nasze ulubione miejscówki w 2015 roku


MARIJA MAGDALENA



Ciężkie te decyzje, by wybrać najlepsze, najsmaczniejsze, najulubieńsze miejsca we Wrocławiu. Nasze miasto rozwija się w tak zawrotnym tempie jeśli chodzi o gastronomię, że nie starcza czasu, by wszystko przetestować, a niestety nie starcza również czasu, by wracać w swoje ulubione miejsca (osiem misek! - tęsknie za Wami i za maślaną bułą, ale strasznie mi ostatnio do Was nie po drodze :( ).

Gluten Appetit
Dla mnie to jest miejsce do którego chce się wracać. I miejsce do którego wracam najczęściej. Uwielbiam właścicieli za ich otwarte i gościnne nastawienie oraz prawdziwe i autentyczne jedzenie. Pierogi i pyzy w aranżacjach Gluten Appetit skradły moje serce. Bywam tam ostatnio co najmniej raz w tygodniu (obowiązkowy punkt każdej niedzieli - glutenowy rosołek!). Kiedyś wniosę tam kanapę i zamieszkam na zawsze!
O Glutenie pisaliśmy tutaj: klik!

Bułka z masłem
Moje ulubione miejsce na lato - ogródek przy Włodkowica to miejsce przecudnej urody, a przy tym lekko tajemnicze, jakby magiczne. Wieczory spędzane w Bułce przy prosecco czy piwie, to najlepsze wieczory. Jeśli szukam miejsca w centrum, gdzie będą mogła zjeść coś przyzwoicie dobrego, nie zapłacić milionów monet a przy tym jeszcze to miejsce będzie ładne - no to Bułka z Masłem spełnia te wszystkie kryteria.
Obsługa jest zawsze jakby lekko zaspana, lekko spóźniona, lekko w innym wymiarze. Ale to miejsce takie dokładnie jest (więc i niech kelnerzy mają do tego prawo) i za to je lubię.

W kontakcie
Najlepszy hummus w mieście? Odpowiedź może być tylko jedna - W kontakcie. Ciekawe pozycje dopasowane z obecnie dostępnymi sezonowymi produktami - to coś co w W kontakcie lubię najbardziej. A jak dopada mnie jesienna deprecha lub przeziębienie ratuję się ich przepysznymi shotami, które są bombą witaminową. Przy okazji w W kontakcie zdarza mi się odbierać  zakupy robione w Smakuj Lokalnie - jest więc zawsze dodatkowa okazja, by wpaść i zjeść coś pysznego.
Nasza relacja z W kontakcie tutaj: klik!

Di cafe Deli
Jak to się stało, że po trzech latach ciągle nie ma tu relacji z tego miejsca? Nie wiem. Di Cafe Deli w Sky Tower to niezmiennie moje ulubione miejsce na śniadanie. Śniadanie niekoniecznie jedzone w godzinach porannych - bo musicie wiedzieć, że ten przysmak jest podawany w Sky Tower przez cały dzień. Niezmiennie jadę tam po angielskie śniadanie lub pancakesy - obie pozycje od lat przepyszne!

Menu Motto
To jest moje ulubione miejsce, by zabrać ważnych lub ważniejszych Gości. Na spotkania biznesowe czy towarzyskie ploteczki z przyjezdnymi znajomymi. Idąc tam pierwszy raz bardzo się tego miejsca obawiałam - właścicielką jest zwyciężczyni Master Chefa Beata Śniechowska. Bałam się, czy ta restauracja, to nie będzie pewnego rodzaju przerost formy nad treścią - "wszyscy tam chodzą, wszyscy chwalą, bo to Master Chef, choć w rzeczywistości jest niesmacznie". Na szczęście jest pysznie! Polskie, często lokalne produkty w nowej, czasem zaskakującej odsłonie - całość tworzy piękną, a przy tym smaczną formę.

KATARZYNKA



Och, jak się cieszę, że wreszcie kawałek Warszawy przyszedł do mnie do Wrocławia! <3 w moim zestawieniu dwa pierwsze miejsca zajmują koncepty, za którymi tęskniłam od przeprowadzki. Dziękuję, że wreszcie jesteście!

Krowarzywa
Zauroczenie trwa od kiedy po raz pierwszy przeczytałam o nich w jakimś wege zestawieniu w stolicy. Poszłam spróbować (bo nie tylko burger wegetariański brzmiał na tamten moment egzotycznie, ale dawał nadzieję, że jednak nie będę głodna) zachęcona ofertą, nietuzinkowym pomysłem i ich odwagą. W kraju golonki, białej kiełbasy, bigosu, mielonych i krokietów z mięsem takie eksperymenty idą na wojnę ze status quo narodu. Uwielbiam ich za smak, za pomysł, za realizację, za obecność już nie tylko w Warszawie. Pierwsze miejsce na powitanie we Wrocławiu! (i na zawsze :P)

Legal Cakes
To miejsce kiedyś poleciła mi koleżanka z pracy. Poszłam z lekkim zaniepokojeniem, bo oto miałam wypić gorącą czekoladę z odżywką białkową i dopchać to jeszcze ciastem - “legalnym”, bo zdrowym. Jak na mój poziom samoświadomości żywieniowej było to i tak zbyt wiele, ale zdecydowałam się i od tamtej pory na samo wspomnienie ich deserów i batonów wzdychałam w tęsknocie. Obserwując Legal Cakes na Instagramie i na FB widzę dużo pozytywnej energii, uśmiech, zadowolenie ze swoich produktów i pełne zaangażowanie, żeby grono ich fanów się powiększało. Ja jestem jednym z groupies i cieszę się, że mam ich po drodze z siłowni - na dobrego batonika i kawę tłuszczowo-białkową zawsze jest półeczka :)
O Legal Cakes pisaliśmy tutaj: klik!

Dobra Karma
Pstryk! zamykam oczy i jestem w idealnej restauracji na obiad. Pstryk! próbuję smaków, które idealnie ze sobą grają i wprowadzają mnie w porę roku, którą mamy za oknem.
Dobra Karma to dla mnie synonim sezonowości w żywieniu, świadomości, umiejętności kucharskich i gościnności na każdym wydawanym talerzu. Wchodzę do Dobrej Karmy i wiem, że zamawiając danie wegetariańskie nie nakarmią mnie kaszą gotowaną na mięsie (przecież to nic takiego), ani nie wcisną nigdzie żelatyny (głupi wegetarianin, na pewno się nie połapie). Doceniam wiedzę szefowej kuchni, doceniam pracę obsługi sali, doceniam klimat, który tworzą i kuchnię, którą oferują. Poznawanie każdego nowego menu na nową porę roku to nieustanna przygoda kulinarna.
Nasza relacja z Dobrej Karmy: klik!

Panda Ramen
Bardzo lubię przyjść do Pandy na lunch. WIem, że zjem smacznie, najem się do syta, nie zapłacę jakoś super dużo, a będę miała coś więcej, niż ziemniaczki, suróweczka i kotlecik. Nie trafiłam u nich nigdy na niedoprawiony bulion czy nieświeże dodatki. Obsługa zawsze jest pomocna, ale nie nachalna. Dla mnie dobre miejsce na szybki lunch, kiedy mam ochotę na “coś innego, niż zwykle” i nie jest daleko od biura.
O Pandzie pisaliśmy już kiedyś: klik!

Projekt Pizza / Express Pizza
Dwa miejsca wpisane ex aequo, ponieważ niezmiennie kiedy mamy ochotę na pizzę w domu wybieramy jedno albo drugie. Projekt Pizza urzeka mnie smacznym ciastem (zawsze odpowiednio wypieczone, nie rozmakają tego nadmiernie i chyba używają jakiejś innej mąki, bo ciasto się specyficznie zapieka na brzegach), starannością przygotowania i podania (mimo że telepie tym jedzeniem w dostawie na pewno) i szybkością (mimo że czas oczekiwania to średnio na początku 1,5h, ja nie czekam dłużej niż 50 minut). Express Pizza natomiast to propozycja, kiedy mamy ochotę na domową pizzę, którą ktoś nam zrobi :D, czyli grube ciasto, naładowane dodatkami, z mocno zapieczonym serem i ekstra dużym rozmiarze no i przygotowaną na prostokącie, nie na kółku. Bardzo dobre sosy do pizzy (moim zdaniem) i też szybka realizacja zamówienia.
Podsumowując kiedy mam zjeść pizzę w domu - wybór jest tylko pomiędzy tymi dwiema i w 2017 roku nikomu nie udało się przebić tego duetu.

HERBI




Piękny młody, oraz szczupły, dopóki nie zaczął widelcować, i jego serca nie skradły miejsca, które dołożyły swój wałeczek. Jeśli chcecie wiedzieć (a wiem, że chcecie), gdzie się hasało przez rok 2017 zapraszam do lektury ;)

Nadodrze
Do mojego pierwszego razu z tym miejscem, przyczyniła się Marija. Lokal postanowiłem umieścić na miejscu pierwszym, z kilku powodów. Najważniejszym z nich oczywiście jest jedzenie, na wszystkie moje wizyty w lokalu nie zawiodłem się ani razu, dania były zawsze pyszne oraz bardzo ładnie podane. Sytuując się w dobrym miejscu, mamy możliwość obserwować pracę kucharzy, którzy w pocie czoła przygotowują dla nas nasze dania. Na uwagę zasługuje bardzo miła oraz profesjonalna obsługa, która tworzy klimat tego miejsca, do którego zawsze chętnie wracam w doborowym towarzystwie.
Trzy relacje z Nadodrza znajdziecie tutaj: klik!

Browar Złoty Pies
Do tego miejsca mam niejaki sentyment, ponieważ odbyło się tam moje pierwsze spotkanie ze światem blogerów kulinarnych, smaków, próbowania jedzenia oraz rozmowy na jedzeniowe sprawy. Miejsce usytuowane na rynku, bardzo duży lokal, przestronny ze swoim własnym browarem. Złoty Pies nie skupia się jednak wyłącznie na piwie, które jest ich wizytówką. Kulinarnie, nie można im niczego zarzucić, porcje syte i bardzo smaczne, menu pasuje do klimatu miejsca, dzięki czemu możemy się tam poczuć jak gdybyśmy byli w średniowiecznej karczmie tylko trochę bardziej nowoczesnej ;)

Niezły Dym
W moim rankingu nie mogło oczywiście zabraknąć miejsca, w którym serwowana jest pizzzzzaaa!
Jak to kiedyś ktoś mądry powiedział "Pizza to życie", a jedząc pizze w Niezłym Dymie naprawdę można to poczuć. Co przemówiło za tym, że postanowiłem popełnić wpis o tym miejscu? Pizza naprawdę świetna, pieczona w piecu opalanym drewnem, który znajduje się w samym lokalu, przy okazji piec pełni funkcje grzewczą , dzięki temu w takie jesienne wieczory warto się tam wybrać ogrzać trochę swoje kończyny, jak i połechtać podniebienia oraz napełnić brzuszki. Menu nie jest przesadne duże. Spotkamy tam klasyczne "placki", oraz bardziej smakowo rozwinięte opcje, np. z orzechami włoskimi, gruszką, czy też w sezonie pizze z kurkami. Zdecydowanie postawiono na jakość niż ilość.
Relacja z otwarcia Niezłego Dymu: klik!

Bema Cafe
Jako, że wyznaje zasadę "nie mów do mnie przed pierwszą kawą", nie mogło zabraknąć kawiarni.
Dzień bez kawy, i dobrego śniadania do naszego czarnego, bądź białego trunku byłby dniem straconym. Więc aby dobrze nakofeinizować swój organizm oraz przyjąć odpowiednią dawkę kalorii, polecam zacząć dzień właśnie od tego miejsca. A miejsca są aż 3. Plac Bema, C.H Magnolia, oraz całkiem nowe otworzone w Tarasach Grabiszyńskich, do których uczęszczam najczęściej, z racji lokalizacji. (nie czuje kiedy rymuje^^). Na moją pozytywną opinię zasługuje fakt, że zawsze mogę zjeść tam naprawdę dobre śniadanie w rozsądnej cenie, oraz napić się kawy z metod alternatywnych, jak Chemex lub Drip. Tak więc znajdzie się tutaj coś dla przeciętnego pijacza kawy, jak i osoby o trochę bardziej rozbudowanych kubkach smakowych. Polecam!
Relacja z Bema Cafe Drobnera tutaj: klik!

Gluten Appetit
Do większości wcześniej wymienionych miejsc przychodziłem kilka razy, albo nawet kilkanaście. Wszystko po to aby wyrobić sobie na ich temat pewne zdanie. Z Glutenem było inaczej, po pierwszej wizycie, gorącym tłustym rosole wiedziałem, że to miejsce zagości na stałe w żywieniowej trasie mojej duszy. Lokal powstał całkiem niedawno, i w bardzo szybkim tempie zyskał sobie rzesze oddanych glutenożerców. W lokalu możecie się spodziewać najpyszniejszego: pierogów, pyz i rzeczy od których ślinka cieknie. Jedzenie jest bardzo domowe, ciepły klimat miejsca powoduje, że po zjedzeniu chce nam się jeszcze tam pobyć i podelektować się tym co właśnie zjedliśmy.

DEMBOL




Moja czołówka 2017 roku to miejsca o nietuzinkowym podejściu do tematu kuchni oraz ludzi. Wszystkie te miejsca cechuje ponadprzeciętna obsługa, ciekawa oferta i ukierunkowanie na dobrej jakości produkt.

Taszka
Na początek przenieśmy się na półwysep iberyjski. Taszkę pokochałem za wyborne wina i niebanalną kartę. Kluczowym elementem była tutaj genialna obsługa, która zaprowadziła mnie w krótką podróż do Portugalii i pokazała, że to kraj bogaty w wybitne wina i niezwykłe pesticos. I ta ośmiornica <3. Ceny nie należą do najniższych, co nie zmienia faktu, że nie żałuję ani jednej złotówki, którą tam zostawiłem (zwłaszcza za serwis).

pan.pot
Skoro już podróżujemy, to przenieśmy się daleko na wschód. pan.pot to miejsce dla prawdziwych Foodie, przez duże „F”. Będąc tam, możesz się poczuć jak w azjatyckim straganie. W ich wielkiej lodówce jest prawie wszystko, czego tylko możesz zapragnąć. A nawet jeszcze więcej. Płacisz za wagę tego, co wybrałeś, a przemiłe panie ugotują Ci to wszystko w jednym z kilku bulionów – od wegańkiego po super ostry. Mogę z pełną premedytacją napisać, że „cieszyła mi się micha” (którą sam sobie skomponowałem).

Pici Pasta Wratislavia
Zakończmy te wędrówki i powróćmy na chwilę do domu. Okazuje się, że duet Marta i Zuza to mieszanka wybuchowa, która postanowiła nas karmić w Pici Pasta Wratislavia. Ich prostota i szczerość są tak autentyczne, jak smak ich ręcznie robionego Pici. Tutaj możesz poczuć się jak w domu i zjeść po domowemu. Kuchnia objawia się naprawdę świetnym wyczuciem smaku – zarówno w makaronach jak i w deserach. Ktoś tu ma złote rączki do gotowania ;). I z pewnością wielkie serce.
Nasza relacja z Pici Pasty tutaj: klik!

Wyłowione
Ryby i owoce morza we Wrocławiu to temat dość śliski (jak na morskie stworzenia przystało). Jednak gdy postawisz na świeżość i naprawdę dobry produkt, marynistyczny, luźny i streetfoodowy klimat okazuje się, że to naprawdę może działać. Wyłowione, jak na „świeżynkę” ,wróżę naprawdę ciekawą przyszłość. A z pewnością wróżę to, że jeszcze nie raz najem się ich pysznych, morskich przysmaków.

Gluten Appetit
Najlepsze zostawiam na koniec, bowiem dla Gluten Apetit powinien być osobny słownik pochwał. Okazuje się, że gluten potrafi wciągać bardziej, niż dopalacze. No i w końcu ktoś ugotował lepszy rosół od mojej mamy. Syto, pięknie podane i uzależniająco pysznie. Do tego całkowicie na legalu.

ADRIAN


Jak zwykle do rocznego podsumowania podchodzę bardzo subiektywnie i w zestawieniu znajdą się miejsca, które po prostu przypadły mi do gustu. (Nie?)stety, ale restauracja to nie tylko dobre jedzenie. Na ocenę składa się obsługa, wystrój, ogólna atmosfera, podejście do klienta, a czasami coś zupełnie przypadkowego, co sprawia, że do danego miejsca wracam z przyjemnością, bez względu na to czy kelnerka zamówiła inne danie, niż chciałem (a okazało się pyszne), czy to może barman z którym się miło rozmawiało.

Setka
Od lat w moim sercu. We Wrocławiu wiele jest miejsc gdzie można napić się wódki, zjeść tatara (z piwem też można, jednak ja jestem tradycjonalistą) w dobrej cenie, niewiele z nich jednak bym mógł polecić. Nie jest to miejsce, które osobiście bym polecał na romantyczną kolację (chociaż będąc tam różne rzeczy widziałem, mogę nawet powiedzieć, że niektórzy się o to pokusili i nawet im się udało osiągnąć efekt, są gusta i guściki), ale szczerze i od serca polecam Setkę jako miejsce, gdzie można imprezę zacząć, albo skończyć.

Kwiatowa
Jest to jedno z moich ostatnich odkryć, dlatego nie może być wyżej (ale może za rok?). Kwiatową pokochałem za pyszne lunche, miłą atmosferę i lokalizację bardzo blisko mojej pracy (pisałem, że jest to ranking bardzo subiektywny). Idealnie wpasowuje się w Plac Solny, o czym stale przypomina delikatny zapach świeżych kwiatów unoszący się w całym lokalu.

WOK in
W tym roku, wraz ze zmianą pracy i stylu życia z studencko-gastronomicnzego na typowego korpobiurwowego, zmienił się profil miejscówek, które odwiedzam. W tym roku najważniejsza dla mnie jest opcja lunchowa. Niezależnie czy jest to nieśmiertelny zestaw zupa+drugie (najlepiej za 20 zł, naturalnie) czy danie które można zamówić, szybko dostać i zjeść. Wok-In proponuje nam to drugie - wybieramy sobie składniki do dania, które jest dokładnie takie jakie chcemy. Jest szybko, smacznie i blisko mojej pracy, dlatego polecam Wam wszystkim, logiczne.

Panda Ramen
Nie zgadniecie, ale wiecie co jest blisko Panda Ramen? Moja praca. Przyznam, że kiedy tylko do głowy przychodzi mi, żeby dzisiaj na lunch pójść do Pandy to od samego rana wyczekuje go z niecierpliwością. Ten bulion, ten makaron, te dodatki, to ZAWSZE IDEALNE JAJKO! Zdecydowanie najlepszy ramen we Wrocławiu *siorbsiorbsiorbsiorb*

Pizzeria Bravo
A dam sobie, żeby nie było, że nie opuszczam okolic rynku. Zamykam ten ranking miejscem, które wszyscy znają i wszyscy kochają (tak jak większość moich propozycji). Jest mi tym samym smutno, że w tym roku nie pojawiło się nic nowego co zamknęło by mi mój wiecznie niezadowolony dziób. Nie zakochałem się w Gluten Appettit, nie zakochałem się w Ragu, nie zakochałem się w Campo. W tym roku w miłoścć przerodziła się stara przyjaźń. Pizzeria Bravo (po modernizacji) jest miejscem gdzie nadal, za niewielką cenę, możemy dostać przepyszną pizze i niezłe makarony. Nie jest to Neapolitańska pizza z pieca opalanego drewnem (jeśli w rankingu byłoby 6 miejsc, to na szóstym by była Pizzeria Si), ale jest to uczciwy placek, dużo lepszy niż to co możemy dostać w pseudopizzeriach w Galerii Italiana czy innych pseudowłoskich restauracjach które przeżywają teraz drugą falę popularności (melancholia za latami 90'?).

JULIAN



Jeżeli weźmiemy pod uwagę kulinarne doznania, 2017 był dla mnie dość specyficznym rokiem. Zamiast się zachwycać kolejnym miejscem i kompozycją smaków co rusz trafiał się choć jeden wypadek, który psuł mi miłość do danego miejsca. Nie ominęło to ani burgerowni, ani pizzerii, w tym tych, w które wierzyłem bardziej, niż w świętego Mikołaja. Aż w końcu zacząłem się obawiać wracać do ulubionych restauracji i już od dobrych kilku miesięcy nie zajrzałem do Dobrej Karmy. Nie wiem, co to za klątwa, ale wpłynęła na moje wybory, a nawet na sam proces podejmowania decyzji.
Od kiedy zacząłem myśleć o liście moich ulubionych miejsc tego roku, moje wybory zmieniały się co kilka dni. Wszystko zależało od mej zawodnej pamięci, która co rusz przypominała mi: „o! Tu ten jeden raz było tylko średnio” albo „a tutaj się wkurzyłeś ponieważ...” Jakbym nie mógł się skoncentrować na pozytywach.
Dlatego też tegoroczna lista będzie (co najmniej) specyficzna. Komponując ją zwróciłem znacznie większą uwagę na ludzi. Tak. Nie tylko na samo jedzenie, ale na to, jak się czułem w danym miejscu, jak minęły mi te krótkie rozmowy z pracownikami, albo jakie miałem interakcje z innymi klientami. Nie jestem światowej klasy ekspertem, który zaraz otworzy własną knajpę i będzie ją na tym blogu bezczelnie promował. Jestem takim samym fanem dobrej strawy jak Wy, dlatego w tym roku podkreślam ludzki aspekt stołowania się. Może to i truizm, ale ta pozytywna obsługa, ten ludzki aspekt jest mi w stanie wynagrodzić niejeden problem z jedzeniem. Złej strawy nie uratuje, ale średniej doda sporo uroku. Zresztą przypomnijcie sobie jak inaczej smakuje kanapka zrobiona przez kochającego rodzica, partnera czy dziecko. Tak. Nastawienie jest w cholerę ważne.
Ale przejdźmy do rzeczy i – przypominam – jak co roku, kolejność na liście jest całkiem przypadkowa.

Parish Gastropub
Długo trzymałem się z dala od Parisha, głównie przez moją awersję do Pasażu Pokoykof (awersję, choć praktycznie w Pasażu pracuję. A może to właśnie ten fakt za moją awersją stoi?). W końcu jednak skusiłem się, by sprawdzić ich lunche. I zadziwili mnie. Żadnego udziwniania co drugi dzień, żadnych dań, które mają wyglądać, ale nie smakować, żadnych nazw, które brzmią jakbyś je hipster kaligrafował własną brodą na stuletnim pergaminie. Za to niezmiennie smaczny lunch przywracający smaki, o których zapomniałem (kaszanko, kocham cię!). W dodatku nie zdarzyło mi się tam jeszcze trafić na dąsanie się obsługi ani, choć może nie wymienialiśmy się opiniami o Ulissesie, ukrytej pretensji czy zmęczenia, gdy znów o jakieś głupoty zapytam. Jeżeli jeszcze nie próbowaliście u nich lunchu, zdecydowanie musicie to zmienić w roku 2018!

Ceska
Lata mijają, a ja wciąż uwielbiam co jakiś czas wrócić do Ceskiej. Gdy słońce ogrzewało nas przez miesiące lata zdarzało mi się podskoczyć do nich tylko po to, by dostać zimną Kofolę z tanka, usiąść w ich „ogródku” i rozkoszować się tym smakiem. W Ceskiej jest tłusto, głośno i – co najważniejsze – nieustannie smacznie. Powiem więcej: pewnie nawet jak się zepsują, to póki mają świeżą Kofolę, będą mieli i mnie 😊
A! Zapomniałbym dodać, że zawsze z cierpliwością i wielką sympatią witali mojego psa, co oczywiście dodało im +100 punktów w tegorocznym rankingu. Jeżeli miałbym zaś na coś ponarzekać, to brak możliwości kupna oryginalnego kufla Kofoli. A może kiedyś dostanę w prezencie? 😊

Kebab Hut
Tak. Serio. Dodaję do listy kebab. Deal with it. To jedna z najstarszych kebabowni we Wrocławiu, praktycznie esencja stwierdzenia „fast food” w wydaniu niekorporacyjnym. Nigdy nie dostałem u nich przesolonego, spalonego mięsa czy niedogotowanych lub wysuszonych frytek. Ale czy to wystarczy, by Kebab Hut trafił na tę listę? Nie. Ale jak już mówiłem: rok 2017 kulinarnie był co najmniej „specyficzny”. W tym całym chaosie, który mi towarzyszył i rzucał od burty do burty nigdy nie było późnego wieczoru, by Kebab Hut mnie zawiódł i nie dał mi choć minimalnego powodu do uśmiechu. Te kilka uśmiechów ekipy przy wydawaniu jedzenia, ta naturalna, ludzka radość i rozbawienie, gdy odniosłem umyty talerz dzień później, to wyniesienie mi jedzenia na wynos na drugą stronę ulicy, gdzie czekałem na deszczu z psem. To wszystko drobnostki, ale potrafiły umilić mi niejedną niezdrową kolację. I właśnie dlatego Kebab Hut ląduje na mojej liście.

Frytki + SOS
Po pierwsze, doceniam zapał i pomysłowość ekipy. Zaglądam do nich regularnie i testuję ich nowe sosy, i wciąż potrafią mnie zaskoczyć ciekawym połączeniem składników i smaków. Po drugie po prostu uwielbiam ich bataty i już niejeden raz musiałem się powstrzymywać, by w drodze na „normalny” obiad nie skusić się i objeść dużą porcją z jakimś nowym sosem (a i bez sosu mogę je pochłaniać bez końca). Po trzecie uratowali mnie, gdy już nie miałem sił pomiędzy kolejnymi filmami na American Film Festiwal i dzięki nim pewnie nie zasnąłem z głodu w kinie. A po czwarte, jak można nie lubić miejsca, gdzie przed zamówieniem można się zagadać na dobre 15 minut, całkiem o jedzeniu zapomnieć i musieć się wracać i… znów prawie się zagadać? No jak? Świetna ekipa, znakomite fryty i najlepsze sosy. Kropka.

Ciacho Cafe Cukiernia Królewska
To może być jedyne miejsce na tegorocznej liście, kiedy nie mam całej listy anegdot dotyczących obsługi, którymi mogę sypać jak z rękawa. W tym wypadku jednak chciałem wyróżnić najlepsze toffiki w mieście (nie jadłeś toffików? Nie znasz życia Waść!), które powinny stać się Waszym małym sekretem. Waszą pokusą, której będziecie od czasu do czasu ulegać. Choć nie zdziwię się, gdy zapomnicie o toffikach, gdy już do Królewskiej zajrzycie, otoczeni znakomitymi słodkościami i czując na sobie wzrok uśmiechniętych pączków (serio. Uśmiechniętych. Tu nie ma miejsca na cudzysłów). Przyznam się, że kawy jeszcze u nich nie próbowałem ale ich słodkości wystarczą mi w zupełności

Ufff… 2017 był ciekawym rokiem i ta lista to całkiem nieźle oddaje. Pewnie można by użyć tu jakiejś psychologicznej metody i całkiem sporo wyciągnąć na podstawie moich tegorocznych wyborów, ale wiecie co? Może jednak nie róbmy tego. 😊


Wszystkie wymienione przez nas miejsce znajdziecie na mapce:



Dzięki za uwagę!
Ekipa Widelca!


Share:

0 komentarze