-->

Mihiderka

Kuchnia roślina, tak samo, jak mięsna, może mieć różne oblicza. Na podanie bezmięsnego dania można wymyślić tyle samo kombinacji, co na wołowinę lub kurczaka.
Dlatego tym bardziej mnie cieszy, że Wrocław wzbogacił się o nowe miejsce na roślinnej gastromapie, które nie powiela istniejącej oferty, tylko dodaje coś ciekawego od siebie.
Moim zdaniem Mihiderki nie da się jednoznacznie porównać z innym miejscem oferującym wegańską kuchnię, spośród tych, które już we Wrocławiu istnieją i miałam okazję tam jeść. I nie uważam tego bynajmniej za zarzut. Wręcz przeciwnie. Roślinna scena restauracyjna powinna się powiększać i myślę, że we Wrocławiu mamy jeszcze sporo miejsca na nowe pomysły i sposoby nakarmienia wegetarian i wegan. Oby 2018 rok obfitował w wiele kolejnych, ciekawych otwarć.

Przedstawiam Mihiderkę!
Właściwie to nie ja przedstawiam, tylko załoga lokalu i to już na pierwszej stronie menu :) Mihiderka mianowcie to [...] tajemniczy stworek, który w momencie nieuwagi podbierał jedzenie z talerzy niesfornych dzieci i pilnował, aby przy stole nie zajmowały się zabawą. Stworek miał stać na straży zjadania wszystkiego z talerza (uczył, żeby nie marnować jedzenia), celebrowania posiłków i cieszenia się tym wspólnym czasem z najbliższymi, a przy okazji pomagał rodzicom niejadków, żeb te dojadały wszystko z talerza nie zostawiając ani okruszka. Mihiderka zatem to lokal z kuchnią wegańską i menu skomponowanym tak, aby zaspokoić zarówno mały, jak i większy głód oraz róźne gusta.

na zdjęciach menu dostępne w chwili wizyty (marzec 2018). Link do elektronicznego menu na FB zamieszczam na końcu wpisu.

W leniwy weekend lub jako firmowy lunch
Jak widzicie na zdjęciach powyżej, w całkiem przystępnych cenach otrzymamy przekąski, zupy, burgery, dania obiadowe oraz wegańskie słodycze. Ceny zup mogą zastanawiać, bowiem wystarczy podejść całkiem niedaleko do Zupy na ul. Szewskiej i za taką samą, lub nawet niższą cenę (mój ulubiony mały krem z pomidorów to koszt 7zł), otrzymamy dużą porcję zupy z dostępnej codziennie oferty. Ciężko z tym dyskutować, tym bardziej, kiedy po kilku łyżkach okazuje się, że otrzymany Orzechowy Krem Marchewkowy (13 PLN) jest bardzo zachowawczy w smaku i szybko się nuży, nawet mimo rewelacyjnych krakersów własnego wyrobu, które towarzyszą obok na talerzyku.
Nie zrozumcie mnie źle - to była smaczna zupa, ilość była naprawdę przyzwoita (kryjąca się wewnątrz kasza gryczana dodatkowo syci), ale po kolejnej łyżce byłam nie tylko coraz mniej głodna, ale i znużona smakiem - lekko słodkawym, ale mdlącym w rezultacie. Może więcej kuminu, trochę imbiru albo soku z cytryny?

Na przystawkę zamówiliśmy Hummus (12 PLN) (wiadomo, jak jest, to nie dyskutujemy i bierzemy). Ostatni raz hummus w tym stylu jedliśmy w Barbarze, kiedy jeszcze funkcjonowała w poprzednim wcieleniu w ramach ESK 2016. Bardziej kwaśny, niż czosnkowy. Przyzwoicie zmielony, ale mógłby zawierać troszkę więcej kremowej tahini, co nie zmienia faktu, że jest naprawdę niezły. W połączeniu z marchewką, słupkami selera naciowego i krakersami sztosik. Świetna opcja na zagłuszenie małego apetytu lub do podziału w oczekiwaniu na burgery na przykład.


Z oferty dań głównych miałam okazję próbować dwóch propozycji. Żółte curry (21 PLN) to bardzo łagodne danie z ziemniakami, kalafiorem i groszkiem w towarzystwie brązowego ryżu. Wyglądało, jak powyżej i niewiele odbiegało od zdjęć umieszczonych w menu. Było lekko rozgotowane, więc była to mniej lub bardziej forma papki, niż warzyw w lekkim, lejącym się sosie curry, ale nie psuło to  drastycznie smaku. Smaczne, sycące, gęste, łagodne.

Zanim jednak spędziłam jeden z ostatnich weekendów na obiedzie u Mihiderki kilka dni wcześniej zaproponowałam zamówienie tam lunchu kolegom z pracy. Pomysł spotkał się z zainteresowaniem i wkrótce przedzierałam się przez śnieg (to było piątkowe popołudnie, kiedy akurat śnieg zacinał i nie dawał wytchnienia) po jedzenie dla ośmiu głodnych ludzi.



Niewiele myśląc wykonałam jeden szybki telefon zaraz po otwarciu lokalu, porozmawiałam  i przekazałam zamówienie przemiłej obsłudze i w rezultacie nasz wybór padł na burgery - Klasyczne (16 PLN) i Meksykańskie (15 PLN) oraz dwa Gulasze z batatów i masła orzechowego (23zł). Porównując curry do gulaszu na pewno ponownie wrócę na to drugie danie. Lekko pikantne, z całymi  orzeszkami, kawałkami batatów i liśćmi szpinaku świetnie rozgrzewało. Było tego naprawdę sporo i przy tym było świetnie doprawione.

W przypadku burgerów (których jeszcze nie próbowałam osobiście) przy stole rozgorzała dyskusja - Krowarzywa czy Mihiderka i z tego, co pamiętam to jednoznaczny werdykt nie padł, więc ciężko powiedzieć :) Trzeba przyznać, że otrzymane bułeczki nie odbiegały od oferowanych na zdjęciach, więc nie tylko cieszyły oko, ale i smakowały. Na sześć zamówionych burgerów sześć smakowało i było potem szeroko komentowanych. Na uznanie wszystkich zasłużyły nie tylko bułki własnego wypieku z dodatkiem dyni, ale również smaczne kotlety i ilość pozosytałych dodatków. Naprawdę wszyscy otrzymali smaczny posiłek, więc pewnie jeszcze wrócimy do tego pomysłu przy okazji kolejnego współnego lunchu w piątek.


Lokalizacyjnie Mihiderka jest całkiem nieźle usytuowana w centrum, na przeciwko Galerii Dominikańskiej na samym skraju rynku. Jeśli więc galeryjna oferta obiadowa nie będzie Wam odpowiadała, zachęcam do wybrania się i spróbowania propozycji właśnie u nich. Stolików jest całkiem sporo zarówno dla dwojga, jak i większej paczki znajomych, więc nie powinno zabraknąć miejsca i dla Was.

Za moje uznanie zasługują nieziemskie krakersy, które towarzyszą niektórym daniom z karty. Sprawdziły się nie tylko, jako uzupełnienie zupy i hummusu, ale także jako szybka przekąska po siłowni. Niby nic wielkiego, ale uwierzcie, że warte są wizyty choćby w ramach przekąski w czasie spaceru.

Tak, jak pisałam na początku - Mihiderki nie da się porównać do innych lokali z roślinną kuchnią we Wrocławiu. Nie jest to Wilk Syty (o Wilku pisałam TUTAJ), gdzie na pewno możemy spodziewać się świetnej kuchni wegańskiej w wyszukanej, ale oswojonej formie pełnej kolorów, różnych smaków i ciekawej formy. Myślę, że zdecydowanie wygrywają burgerami z Green Busem, ale raczej nie z Krowarzywa (o Krowarzywa pisałam TUTAJ  i TUTAJ). W mojej ocenie jest to bardzo udomowiona, bezpieczna w formie i treści, smaczna kuchnia wegańska, której dotąd u nas nie było i dobrze, że w końcu jest :)

Jeśli jednak mogłabym cokolwiek zasugerować, to w ramach dań głównych wprowadziłabym małą porcję sałatki warzywnej w ramach ogólnej ceny za danie, a która teraz jest oferowana dodatkowo. Porcja świeżych warzyw z dodatkiem sosu z oliwy i octu balsamicznego mogłaby uzupełnić danie o coś wyrazistego i do pochrupania w opozycji do miękkiego ryżu i warzyw w sosie.
Tak czy siak, na pewno warto Mihiderkę odwiedzić i spróbować tego, co przygotowali. Bardzo się cieszę, że oferta roślinnej kuchni w centrum miasta się powiększa i w razie większego lub mniejszego głodu będziemy mieli coraz większy wybór. Ja na pewno udam się jeszcze spróbować ich deserów oraz upolować środową, roślinną pizzę.




MIHIDERKA
ul. bł. Czesława
Mihiderka Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

Share:

0 komentarze