-->

Brasserie


Znacie to uczucie, kiedy trzeba odpocząć po dopiero co zakończonym urlopie?
Majówka minęła mi bardzo szybko (zbyt szybko), więc ten weekend przeznaczyłam na odpoczynek w leniwym tempie. Przepiękna pogoda nad Wrocławiem zadziałała na mnie motywująco i oto przedstawiam Wam Brasserie - restaurację w kompleksie Zamku Topacz.


Otoczenie, w jakim znajduje się restauracja Brasserie daje możliwość złapania oddechu od miejskiego zgiełku. Zaledwie 15 minut samochodem z centrum miasta możemy spróbować naprawdę świetnego jedzenia przygotowanego przez doświadczonego Szefa Kuchni - Rafała Borysa. Osobiście proponowałabym wybrać to miejsce, jeśli macie ochotę spędzić miłe popołudnie lub wieczór z dala od hałasu, macie wyjątkową okazję do celebrowania lub po prostu chcecie odpocząć od znanych Wam już restauracji wrocławskiego centrum. Mnie Brasserie skojarzyła się trochę z restauracją Enjoy w Platinum Palace***** (KLIK!).
Tatar wegański z czarnej soczewicy
Carpaccio wołowe
Startery
Cała nasza wizyta była dokładnie podzielona na pół. Połowa dań była vegan friendly, a połowa wybitnie mięsna. Połowa napojów taka, a druga część inna. No cóż.. mówią, że przeciwieństwa się przyciągają :)
Wege: Zielony Groszek/rzodkiewka/tapioka/kalarepa (29 PLN) z dodatkim chilli była przepyszna.  W formie wegańskego tatara czarna soczewica była sypka, ale nie sucha, z drobniutko posiekaną papryczką chilli grała nie tylko kolorami, ale także smakami. Przyznam, że nazwa była dla mnie trochę myląca, bo spodziewałam się właśnie zielonego groszku, a wystąpił on jedynie w niewielkiej formie musu, którego smaku za bardzo nie zauważyłam, niemniej całość nie była ani za słona, ani ostra. Spiżarnia smaków zamknięta w małych ziarenkach.
Mięsne: Carpaccio wołowe/marynowana trufla/ rukola/ musztarda (34 PLN) to cieniutkie, delikatnie słodkie plastry mięsa w punkt skomponowane z truflami i musztardą. Nie tylko ciekawie wyglądają na talerzu i łączą kilka intensywnych kolorów, ale idąc za relacją Kasi i Mariji, są naprawdę smaczne. Marynowana trufla najbardziej zaskakiwała ich kubki smakowe w połączeniu z wysokogatunkowym mięsem.
Risotto dnia ze szparagami 
Ravioli z bakłażanem
Dania główne
Wege: Risotto dnia - tym razem ze szparagami (36 PLN). Niech Was nie zwiedzie mało fotogeniczny wygląd dania - choć i tak uważam, że szparagi w prosty sposób wyciągają z tej białej papki coś eleganckiego - było doskonale kremowe. Sos śmietanowy - choć tłusty i ciężki, nie był ani zbyt słodki, ani zbyt serowy - tworzył bardzo dobre tło dla przepysznych i świeżych szparagów. Ryż risotto ani trochę nie był niedogotowany lub przegotowany. Białe szparagi al dente, zielone zaś tylko zblanszowane, podane w formie plastrów dodawały kolejnej warstwy do pochrupania. Proste, niby nic, ale jakie smaczne!
Ravioli/szparagi/cukinia/pomidor/bazylia/parmezan/bakłażan (34 PLN) to było naprawdę coś. Co prawda nie wiem, jak smakowały dania dziewczyn, bo mogę jedynie napisać to, co mi na bieżąco mówiły, ale będąc wegetarianką naprawdę chciałabym czasem dostać danie, które jest tak smaczne, że chce się płakać i nie ma w sobie mięsa. To Ravioli może i wyciskaczem łez nie będzie, ale jest naprawdę blisko podium. Pierożki w formie uroczych kopertek wypełnione bakłażanem w jego najlepszej postaci roznosiły tak intensywny aromat wędzony, że przez chwilę zgłupiałam. Świetne! W towarzystwie cukinii, szparagów i (mamma mia!) tak słodkich pomidorów, tworzyły niezłą całość, na tyle, że próżno było szukać na tym talerzu jeszcze jakiegoś smaku, bo tam było wszystko. Pyszne.
"Bagnisko" czyli Pierś z kurczaka
Sandacz
Mięsne: Sandacz/brokuł/pak choy/rzodkiewka/cukinia/szparagi (67 PLN) to kawałek ryby z chrupiącą skórką w towarzystwie kilku rodzajów warzyw. Przede wszystkim danie było bardzo ładnie skomponowane. Kilka poziomów warzyw ułożonych pod spodem ryby wyglądało niepozornie, ale naprawdę wystarczało. Sandacz był soczysty i sycący, a co najważniejsze, przede wszystkim nie obciążał żołądka i był lekkim daniem akurat na cieplejszą pogodę.
Pierś z kurczaka/fasola szparagowa/ cebula dymka, boczniaki (42 PLN) nazwałam roboczo bagniskiem, jak tylko je zobaczyłam, bo kompozycyjnie i kolorystycznie nieco odstawało od naszych pozostałych trzech talerzy :) Nie oznacza to jednak, że było bagnisto niesmaczne :) Mimo że Kasia za warzywami nie przepada wcale (nawet już nie walczę, żeby się kiedyś polubili..), to forma, w jakiej je dostała bardzo przypadła jej do gustu. Brązowa plama sosu na środku (bagnisko!) jedynie dodawała daniu więcej słonego smaku i wzmacniała soczystą pierś z kurczaka. Szparagi, fasolka i boczniaki w tempurze grały chrupką fakturą i budowały smak całości, każde na swój indywidualny sposób.
Dodatki do dań - młode ziemniaki (10 PLN) oraz frytki (10 PLN)
Desery
Tu ponownie dwa światy: Panna Cotta/jeżyna/fiołek/jogurt (23 PLN) to bardzo słodka propozycja. Jeśli nie lubicie bardzo słodkich deserów, to być może będzie to Wasz wybór tylko na jeden raz, ale spójrzcie, jak to cacko wygląda! Fioletowa chmura z waty cukrowej! Drugi deser zaś wybitnie dla odważnych - Sernik kozi ser/orzech/slony karmel (25 PLN). Mnie i Michałowi smakowało kosmicznie bardzo, a dziewczyny się krzywiły (nie wiedzą, co dobre :P). Idealnie kremowy sernik z koziego sera w towarzystwie lodów z buraka to naprawdę coś! Nie krzywcie się na opis, nie wiem, jak to smakowiciej ująć, najwyżej Wam się nie spodoba :P  Te lody smakowały, jak bardzo dobry,  domowej roboty zakwas na wigilijny barszcz w wersji na zimno i słodko. Z kozim serem i karmelem fantastyczne!
Sernik z koziego sera z lodami z buraka 
Panna Cotta z fioletową watą cukrową


Wizyta w Brasserie nie zobowiązuje nas do eleganckiego dress code'u ani do znajomości palety sztućców na stole (można się zgubić, wiem), więc myślę, że znajdzie wśród Was wielbicieli, aby się tam wybrać któregoś dnia. Dania kompozycyjnie zachwycały. Było kolorowo, sezonowo, bardzo smacznie i niezwykle miło. Szum drzew, stonowane wnętrza, śpiew ptaków z oddali i dobre towarzystwo naprawdę budują bardzo dobrze spędzony czas. Jak to mówią na zachodzie best of quality time with friends and family.


Brasserie to po francusku lokal, w którym panuje nieco luźniejsza atmosfera niż w restauracji, serwujący dania z karty, ale podawane głównie w porze obiadowej. Brasserie to miejsce stworzone dla wszystkich tych, którzy chcą zjeść lunch lub kolację w nieco mniej zobowiązującym otoczeniu. Szefem Kuchni, podobnie jak w Restauracji w Zamku Topacz, będzie Rafał Borys.

BRASSERIE W ZAMKU TOPACZ
Ślęza, ul. Główna 12,
Kobierzyce

Share:

0 komentarze