-->

LVIV - kawior, wódka, bliny

Miałam ten artykuł zacząć zupełnie inaczej, ale jak zawsze życie pisze swoje własne scenariusze :) Każdy, kto miał lub obecnie nosi choćby jeden łuk aparatu ortodontycznego wie, że dzień po wizycie aktywacyjnej jest trudny.
Przynajmniej dla mnie jest, choć to też zależy od aktualnego momentu leczenia, ale ogólnie dziąsła bolą, zęby chcą uciekać, a ja jestem w stanie jeść tylko zupy, gotowane jajka i jogurty. Mniam!

Dzień po takiej aktywacji ortodontycznej postanowiłam zaprotestować i rzuciłam moim zębom wyzwanie! W związku z tym, że od poniedziałku 16.04 LVIV - kawior, wódka, bliny przeniósł się bliżej rynku (a tym samym mojego biura) mogłam wybrać się po przepyszne (i mięciutkie) pierogi ruskie. Wiedziałam, że nie zrobią mi krzywdy i jak zwykle się nie zawiodłam.

Nie myślcie sobie, że byłam tam tylko raz po pierogi na wynos i już jestem ekspertem. O nie! Tak się w sumie składa, że już kilka razy LVIV ratował nas w patowej sytuacji.

Po raz pierwszy trafiliśmy tam znużeni i głodni w czasie wyprawy pomiędzy Castoramą w Magnolii, a OBI na Długiej. Ten dzień bardziej fascynujący być nie mógł, my wilczo głodni, a skoro i tak mieliśmy się tam w końcu wybrać, więc stało się. Zamówiliśmy placki ziemniaczane ze szpinakiem i sadzonym jajkiem (17 PLN) oraz pierogi ruskie ze śmietaną (9,50 + 2 PLN) + kompot (3 PLN). Druga okazja trafiła się podczas wizyty teściów we Wrocławiu. Był to murowany pewniak na obiad, kiedy przyjadą. Sprawdził się bezbłędnie. Wtedy zamówiliśmy również placki ziemniaczane (ale) z sosem pieczarkowym (12,50 PLN), (bratmłody, nie wie, co dobre) wziął danie obiadowe filet z kurczaka w chrupiącej panierce (16 PLN), a (dla dorosłych ;P) Pielmieni (13,50 PLN).
na zdjęciu: po lewej Pierogi ruskie ze śmietaną (9,50 PLN/9 szt. + 2 PLN), po prawej Placki ziemniaczane ze szpinakiem i sadzonym jajkiem (17 PLN/7 szt.)
Co warto powiedzieć? Ciasto Pierogów ruskich (9,50 PLN) jest delikatne, i mimo że farszu jest napakowane zacnie, nie rozpada się. Wypełnienie jest moim zdaniem doprawione solą i pieprzem w punkt, nie ma grudek i jest świetnie zmielone. Ciasto nie jest twarde na łączeniach, tylko elastyczne i miękkie. Naprawdę rewelacyjne pierogi ruskie. Doskonałe dla ciała i dla duszy :P

Nie wiem, jakie placki ziemniaczane preferujecie, bo rodzajów jest tyle, ile osób je przygotowujących. Pani Magda Gessler pewnie rzuciłaby plackiem w twarz komuś, kto podałby jej puszystego placuszka, który nie chrupie. Ja jednak za plackami w stylu suchy czips nie przepadam. Lubię za to te cięższe, puszyste i mało mączne. LVIV oferuje okrąglutkie placuszki, puszyste jak ptasie mleczko, mięciutkie i dobrze doprawione. Nie chrupią one zawadiacko, ale na litość, mają  przecież dobrze karmić, a nie metafizycznie strzelać pod zębami. Są przepyszne w obu wersjach, ale uważam, że ze szpinakiem i jajkiem znacznie lepiej wypadają. Sos pieczarkowy w mojej ocenie trochę za mocno je rozmiękcza (papki na talerzu nie ma, ale jest odczuwalna różnica), także jakby co, to mówiłam.
na zdjęciu: po lewej placki ziemniaczane z sosem pieczarkowym (12,50 PLN/7 szt.) - w karcie lokalu przy Włodkowica już ich niestety nie ma; po prawej surówka z białej kapusty
Pielmieni są uroczo malutkie, w środku jak przystało, znajduje się tylko mięso i cebula. Za 13,50 otrzymujemy ich aż 14 szt., ale jeśli jesteście głodni, to raczej potraktowałabym to jako przystawkę i do tego dobrała zupę lub inną pozycję z karty dań obiadowych. Michał zdecydowanie był zbyt głodny, żeby mu to wystarczyło i dopiero dwa moje placuszki z pieczarkami zakończyły jego obiad.

Na temat fileta z kurczakiem w chrupiącej panierce (16 PLN) niewiele mogę powiedzieć, poza tym, że młodemu smakowało. A skoro mu smakowało, to znaczy, że i Wam może też przypadnie do gustu :P No przykro mi.. ale zdjęcie mam i przynajmniej się dowiecie, że jest tego sporo ;)

Za to pod adresem kompotu (3 PLN) mogę przedstawić tylko same superlatywy! Gotowany na miejscu (czasami dostawałam jeszcze lekko cieplutki), jak na wakacjach u babci! Za trzy złote to nigdzie nie dostaniecie, po pierwsze takiego wielkiego kubka wypełnionego po brzeg, a po drugie takiego smaku. Kompot do pierogów to ważna rzecz, nie ma co oszczędzać, a tutaj nie dość, że świetny, to jeszcze tani (jak barszcz!). Bierzcie w ciemno, bo nie ma nic gorszego niż zbyt kwaśny lub rozwodniony kompot, a ten nie cierpi na żadną z tych przywar.
na zdjęciu: po lewej zestaw obiadowy filet z kurczaka w chrupiącej panierce (16 PLN); po prawej Pielmieni (13,50 PL/14 szt.)
Na deser do ratunkowych pierogów wzięłam na wynos kawałek sernika (ciasto domowe tego dnia - 7,50 PLN). Skoro zęby bolały, to ciasto się należało! Kawałek był spory, a sernik ciężki i wilgotny. Nie przypominam sobie, żeby miał rodzynki (ale mogę się mylić), był za to z tych mocno cytrynowych. Sypki, ale mokry. Na cienkiej, spodniej warstwie kruchego ciasta, z dekoracyjną kratką na górze. Pyszny - jak u cioci na imieninach :)
na zdjęciu: sernik domowy (jako ciasto domowe tego dnia za 7,50 PLN) i kompot (3 PLN)
Cóż powiedzieć więcej. Wiele w życiu przejadłam placków ziemniaczanych (do pewnego wieku było to moje popisowe danie!), pierogów ruskich i wypiłam galony kompotów. Zresztą przypuszczam, że tak, jak i większość z Was przecież (so chill your horses, guys). Najlepiej pamiętam smak tych robionych przez moją babcię i do tej pory nikt jej nie zdetronizował. Nie wiem, jak ona robiła te pierogi i placki, ale były boskie i powstawały z nadgwiezdną prędkością. Moja babcia pochodziła z terenów obecnej Ukrainy, więc gotując na pewno przekazywała smaki z tamtych okolic i LVIV w sumie na nowo mi je przywołał. 
na zdjęciu: nowa lokalizacja przy ul. Włodkowica 21 oraz zdjęcia z wewnątrz 
Zdecydowanie polecam to miejsce nie tylko na szybki lunch (dzwoniąc tam zamówiłam obiad na konkretną godzinę i kiedy przyszłam je odebrać - dostałam je co do minuty), ale także obiad w czasie leniwego spaceru czy awaryjne miejsce spotkania z rodziną, kiedy nie macie (możliwości lub ochoty) gotować dla nich niczego w domu.

Proste, smaczne i domowe. Jedyna rzecz, która odrobinkę mi przeszkadzała, to ilość tłuszczu. Przywykłam raczej do lekkiej kuchni roślinnej, więc zapewne stąd to spostrzeżenie, ale nie stanowi to  rażącego problemu. Przecież nie stołuję się tam codziennie (choć ryzyko wzrosło wraz z przenosinami pod inny adres :)).

🍳🍴🍳

LVIV - kawior, wódka, bliny
ul. Włodkowica 21
ul. Zatorska 60A
Wrocław

Share:

0 komentarze