-->

Przystań




Sezon na ogródki ogłaszam za otwarty! W związku z tym, nie może zabraknąć relacji z miejsca, które ma jeden z najpiękniejszych widoków stolicy Dolnego Śląska, który możemy podziwiać prosto z tarasu.
Taras to też forma ogródka?

W tym roku zima wyjątkowo nie chciała nas opuścić. I pomimo jej starań, zgodnie ze słowami Anny Jantar: "Nic nie może przecież wiecznie trwać", w końcu się z nami pożegnała, aby przyszła pora na ... lato?

Tak jak wszyscy pootwierali i pomyli okna (no dobra, ja jeszcze nie :P ), tak restauratorzy w tempie ekspresowym montują ogródki na zewnątrz swoich lokali. Restauracja Przystań ma ten atut, że położona w marinie, dysponuje tarasem z jednym z naprawdę najpiękniejszych widoków na Wrocław. Któremu oczywiście nie zrobiłem zdjęcia #lame. To jest jedyne:



Zdjęcia nie zrobiłem, bo byłem całkowicie pochłonięty atmosferą, jaka panuje w Przystani. Część z Was pewnie nazwałaby ją "nadętą" , ja natomiast posiłkuję się określeniem "wyjątkowej". Restauracja Przystań żyje w ścisłej symbiozie z restauracją Marina. Kuchnia ta sama (mam na myśli szefa kuchni i kucharzy), specyfikacja jej natomiast inna. Z roku na rok wyróżniana przez żółty przewodnik Gault&Millau. W 2018 roku zdobyła 14 pkt. i dwie czapki, co dało jej chlubne drugie miejsce, ex aequo z pięcioma inny restauracjami. Sam szef kuchni - Karol Sankowki - został Szefem Roku Polski Zachodniej. Możemy przyjąć, że mamy do czynienia z wrocławską czołówką. Więcej o żółtym przewodniku możecie przeczytać tutaj klik.

Wróćmy jednak do początku. Wchodzimy do restauracji, w której gra muzyka na żywo. Rozglądamy się po niezbyt obszernym, ale bardzo gustownym wnętrzu, nasączonym romantycznym oświetleniem. Warto wspomnieć o niekwestionowanym profesjonalizmie i taktowności obsługi. Od momentu rezerwacji do momentu płatności wszystko przebiegało PERFEKCYJNIE i celowo nadmieniam wielkimi literami, bo takiej obsługi we Wrocławiu ze świecą szukać.

Dobra, dosyć uprzejmości - pora jeść!



Ponieważ spotkali się dwaj czołowi reprezentacji filozofii YOLO, polecieliśmy po całości i zamówiliśmy wszystko, na co tylko mieliśmy ochotę. Na przystawkę podano nam panierowaną  mozarellę Di Buffala (20zł). Była ona potwierdzeniem zasady, że dobry produkt broni się sam. Nic odkrywczego - suszone pomidory, szpinak i orzechy nerkowca - a jednak, całość była po prostu pyszna. Żeby nie było, że mam plebejski język, pokusiłem się o małże św. Jakuba (39zł). Ilu kucharzy się pytam o przegrzebki, tylu ma różne o nich zdanie. Jedni mówią, że są bardzo trudne w obróbce, a inni, że przyrządzenie ich to bułka z masłem. Ich szlachetność polega na tym, że mogą być nieziemsko pyszne, albo absolutnie paskudne. 0 lub 1. Moje to były zdecydowana jedynka z jednym, małym paragrafem: w towarzystwie podano ziemię z ... kaszanki. Niesamowite połączenie! I w smaku było rzeczywiście bardzo ciekawe, problem natomiast miałem techniczny: kaszanka była przesuszona. Kasza była tak twarda, że naprawdę bałem się, czy nie złamałem zęba. Po konsultacji z kelnerem i kuchnią otrzymałem informację, że jest to celowo zachowany efekt chrupkości. Bardzo szanuję zdanie kuchni, swoje zęby szanuje jednak bardziej.

Jako drugie danie wybraliśmy ryby: okonia morskiego (68zł) oraz halibuta (72zł). Nie będę się rozwodził na temat ryb, bo w smaku były po prostu świetne. W mięsie nie było czuć paszy, świetnie przyrządzone, warzywa blanszowane chrupkie, smaczne i pięknie podane. W przypadku halibuta kelner filetował go na naszych oczach, tak więc: "widziały gały, co brały.". Mogę zrobić małą przyczepkę, że skoro mamy danie z sezonowanymi warzywami, to puree z dyni w kwestii sezonowości pasuje jak sandały w zimę. Było natomiast tak pyszne, że nie ma o co bić piany. Do tego popijanie białym Pecorino było tym, co prawdziwi hedoniści lubią najbardziej - dziękujemy obsłudze za sugestię.


Oczywiście na deser nie może zabraknąć czekolady, lodów i tony owoców. Moment przyniesienia nam fondanta czekoladowego (25zł) oraz sernika pomarańczowego (26zł) utwierdził nas w przekonaniu, że deseru się nigdy nie żałuje. To był najlepszy fondant czekoladowy, jaki jadłem w całym mieście i wybitnie pyszny sorbet pomarańczowy. Wyobraźcie sobie, że macie w ustach słodką i soczystą pomarańczę, którą wyjęliście prosto z zamrażarki. Do tego delikatną i gładką w konsystencji. O matko! Na samą myśl dostaję gęsiej skórki. Sernik smaczny, niestety poległ z sorbetem na łeb na szyję.


Podsumowując. Przystań to miejsce magiczne, uczta dla oczu, uszu i kubków smakowych. Wybierając miejsca z klimatyczną i niezwykła atmosferą, uwzględnijcie tę pozycję w swojej czołówce.



PRZYSTAŃ
ul. Księcia Witolda 2, Wrocław
Restauracja Przystań Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato



Share:

0 komentarze