-->

Surfer


Czy na wrocławskiej gastromapie jest miejsce na kolejną burgerownię? Przekonajmy się i sprawdźmy nowo otwarty lokal w Magnolii.


Nie tak dawno ocierałam łezkę po zamkniętej w centrum handlowym Magnolia restauracji Vivian [klik!], którą bardzo lubiłam, choć odwiedzałam zdecydowanie za rzadko. Niedługo trzeba było czekać, by w tym samym miejscu powstała nowa knajpa. Surfer otworzył swoje drzwi z początkiem wakacji i zabiera wszystkich chętnych "w podróż po smakach surferskiego świata". No to postanowiłyśmy się przekonać, gdzie ta podróż się skończy.


W trakcie tego długiego wstępu muszę się Wam przyznać do jednej rzeczy: burgery mi się przejadły. Ciężko mnie namówić do pójścia na obiad do typowej burgerowni, a jak już się w końcu to komuś udaje, to częściej zamawiam jakieś przekąski lub buły z szarpanym mięsem niż klasycznego buksa. I muszę wyznać coś jeszcze - przygotujcie się na szybsze bicie serca i "odlubienie" Widelcowego profilu, bo może to być przez Was odczytane za herezję. Uwaga! Gotowi? No to: 

NIE. LUBIĘ. BURGERÓW. Z. PASIBUSA

 - nie bijcie! Wdech! Wydech. Wdech! Wydech. Już lepiej? :) Pozwólcie, że wytłumaczę: podziwiam Pasibusa jako koncept i świetnie prosperujący biznes, jednak otwarcie kolejnej lokalizacji, do której będę miała blisko nie wywołuje we mnie ekscytacji. Żeby była jasność: trzymam za nich kciuki i życzę bardzo dobrze! Smakowo jednak nie jest to TOP moich ulubionych miejsc i po prostu mam do tego prawo - bo to, czy smakuje nam w danym miejscu to sprawa totalnie indywidualna. A mi ich autorski sos wybitnie nie smakuje. Za to uwielbiam pasikowe serowe kulki (miliony kalorii, ale pyszności! 💗).

No ale wróćmy do surferowych burgerów... może się przekonam?


Warto jeszcze dodać jedną rzecz: Surfer to lokal, za którym stoi Mateusz "Surfer" Zielonka - zwycięzca ostatniej edycji programu Masterchef. I na tym ta dygresyjka się kończy, bo gwiazdy telewizyjnych programów kulinarnych nie są w kręgu moich zainteresowań. Nie oglądałam, więc nie wiem czego się spodziewać, nie mam oczekiwań (jeśli po tych wszystkich dzisiejszych druzgoczących newsach zostaniecie dalej z nami będę pod wielkim wrażeniem! 😝 ).


W Surferze, oprócz wspomnianych na wstępie burgerów, zjeść możemy też klasyczne dania obiadowe w dosyć nowoczesnym wydaniu. Zacznijmy więc od nich. Sunwave Chicken, czyli grillowany kurczak podawany z młodymi ziemniaczkami z masłem czosnkowym i koperkiem oraz sałatką (36zł). Na talerzu dostajemy duży kawałek piersi z kurczaka z kostką. Kurczak jest świetnie ugrillowany, złocista skórka sprawia, że na sam widok cieknie nam ślinka. Za walorami wizualnymi idą też walory smakowe - kurczak jest soczysty, bardzo lekki, świetnie doprawiony masłem i ziołami. Do mięska dodano gotowane ziemniaczki w mundurkach i lekką sałatkę, które smacznie dopełniały całości i przywoływały wspomnienia niedzielnego obiadu u mamy. Pozycja zdecydowanie warta spróbowania! Szczególnie dla tych, których burgery nie przekonują - jak mnie.


Przyszła i pora na czołowy produkt lokalu. Jako osoba nieprzekonana wybieram opcję dla mnie bezpieczną, czyli La Setenta. Szarpana wołowina w bułce z sosem BBQ, piklowanym ogórkiem, serem gruyere, jalapeno, czerwoną cebulą i mixem sałat (25zł). Los jednak okazuje się dla mnie okrutny! W lokalu jesteśmy dosyć późno i szarpana wołowina już się tego dnia skończyła i przez przesympatyczną kelnerkę została mi zaproponowana opcja z klasyczną wołowiną. Dostaję więc swojego burgera i przystępuję do konsumpcji.

To co rzuca mi się w oczy na starcie: wielka buła wypełniona bardzo równomiernie dużą ilością dodatków. To dla mnie plus - dostaję dużą porcję, ale nie jest tak, że gdy biorę burgera w łapki to wszystko się z niego wysypuje (wsadzony w środek patyczek też pewnie pomaga). Kolejny punkt za pieczywo - buła maślana (pieczona przez Chlebotekę specjalnie dla Surfera) świetnie trzyma całość i nie rozpada się pod ciężarem sosów i dodatków. Wybrany przeze mnie burger, jak możecie zauważyć to klasyk! Dymny sos BBQ, rześki ogórek i ostra cebulka zdecydowanie przypadły mi do gustu, a ostre jalapeno dodawały całości odrobiny ostrości. Brawo!



Ostatnia z sprawdzonych przez nas pozycji to Cow Bombie, czyli 100% wołowiny w bułce z marynowanym burakiem, szpinakiem, sadzonym jajkiem, grillowanymi pieczarkami, bekonem i sosem majonezowym z musztardą (25zł). Brzmi: "na bogato!"? I tak właśnie było. W tym burgerze znajdziecie wszystko: kawał świetnego mięcha, chrupkość bekonu, lejące się jajo, duże kawałki pieczarek, delikatność buraka. Jest w czym zatopić zęby!

Do burgera możecie domówić klasyczne fryty, fryty z batata, surówkę coleslaw czy krążki cebulowe.

Nasze dania były bezpiecznym wyborem, w karcie Surfera znajdziecie jednak bardziej szalone kompozycje, jak np. Balangan z krewetkami, sosem orientalnym i kompresowanym ogórkiem, czy Waimea z guacamole i grilowanym ananasem.

[Ciekawostka: Trudne do wypowiedzenia nazwy burgerów to nazwy plaż, gdzie można surfować!]

To, na co zwróciłyśmy jeszcze uwagę to mięcho. Burgera możecie zamówić w dwóch stopniach wysmażenia: medium lub well done. Nie dostaniecie jednak tutaj wysuszonego na wiór kotleta. Wołowina jest delikatnie doprawiona i przepyszna - i, co dla mnie ważne jako sceptyczki, nie natknęłyśmy się w niej na żadne chrząstki (if you know what i mean!).


Będąc w Surferze zwróćcie uwagę na jedną ważną rzecz - w całej restauracji nie znajdziecie plastiku. Burgery podawane są na talerzach, nie ma jednorazowych sztućców, nawet słomki do napojów są ekologiczne.

Czy surferskie burgery mnie przekonały? Jak najbardziej! Chętnie wrócę tutaj spróbować czegoś bardziej odważnego. Może i wśród Was znajdą się sceptycy "najlepszych burgerów w mieście" w wykonaniu Pasika i znajdziecie w Surferowym menu coś dla siebie?




SURFER
Legnicka 58, Magnolia Park


Share:

0 komentarze