-->

Namaste Nepal


Po bardzo udanym maratonie pizzy, która pojawiała się u nas ostatnio nieprzyzwoicie często, nasze żołądki zażądały kuchni z innego regionu świata. Rzecz miała miejsce 1 listopada, więc sami rozumiecie, że możliwości były dość ograniczone, dlatego trzeba było eksperymentować. Szybki risercz po aplikacjach z dowozem, żeby zobaczyć, co jest otwarte i decyzja zapadła - nieznana nam Namaste Nepal uratuje ekipę Widelca od głodu. Przyznam, że po publikacji zdjęcia na Instagramie z tego miejsca, zainteresowanie z Waszej strony było na tyle duże, że uznałyśmy z Marijką, że trzeba powiedzieć o tym miejscu coś więcej.

Po pierwsze, nie wiem, czy jest to standard i obsługa zawsze jest w takim samym składzie, ale zamówienie składaliśmy w języku angielskim. Nie było możliwości porozumiewania się po polsku, także miejcie to ewentualnie na uwadze.


Po drugie, jak widzicie na zdjęciu, wystrój jest raczej skromny. Można powiedzieć, że skomponowany z tego, co było pod ręką, albo było praktyczne, ale już niekoniecznie ładne.
Kiedy przypomnę sobie naszą wizytę w warszawskiej Restauracji Tulsi, odnoszę wrażenie, że tak właśnie powinno być i jest to autentyczne. Zastrzeżeń nie mam, ot tylko chciałam wtrącić taką dygresję.

Przechodząc jednak do jedzenia. Na przystawkę zamówiliśmy Mixed Vegetable Pakora (15 PLN), czyli panierowane kawałki warzyw smażone w głębokim oleju. Nie wiem, czy to z braku produktu, czy raczej chęci urozmaicenia, jednak wśród warzyw znaleźliśmy także kawałki sera paneer (które nie były wspomniane w menu, zatem zakładam, że miało ich nie być). Tej przystawki raczej nie polecamy. Pakora miała w sobie więcej tłuszczu, niż smaku i towarzystwo dwóch sosów nie poprawiło tego wrażenia. Kawałeczki były ciężki i zapychające i na drugi raz nie zamówiłabym tej pozycji z menu.


Wybierając dania główne możemy zdecydować się na towarzystwo ryżu albo chlebka naan (Plain Naan 6 PLN). Nie mogąc się jednak zrezygnować z jednego (z łakomstwa), wybraliśmy towarzystwo ryżu, a chlebki i tak wzięliśmy dodatkowo. Spośród mięsnych propozycji (których nie brakuje) Marija spróbowała Chicken Saag (25 PLN), czyli kawałki kurczaka gotowane ze szpinakiem i przyprawami. Niech Was nie zwiedzie ten szpinak - danie nie jest całe zielone, a jedynie widać wyraźnie liście dodane do środka. Jak donosi Magda, kurczaczek był delikatny w smaku, a całość smaczna i wyraźnie doprawiona czosnkiem, imbirem i zielonym curry - co jednak nie spowodowało, że danie było pikantne. Spora porcja w dobrej cenie pozwoli się najeść każdemu głodomorowi.
na zdjęciu: Chicken Saag (25 PLN)
W Namaste Nepal urzekło mnie jednak coś jeszcze. Mianowicie poza standardowym podziałem na milion kategorii (z kurczakiem, z jagnięciną, wegetariańskie, zupy, sałatki itp.) na samym końcu jest wkładka dania wegańskie, która zawiera wybrane z menu pozycje, które spokojnie mogą być zamówione przez wegan, bo nie zawierają składników odzwierzęcych. Wspaniała inicjatywa!

Zatem z propozycji niemięsnych zdecydowaliśmy się na Paneer Makhni (22 PLN), czyli nic innego, jak kawałki nepalskiego nera paneer w maślanym sosie pomidorowo-orzechowym. Ser paneer uwielbiam za to, że na ciepło smakuje równie dobrze, co na zimno. Jest produkowany z mleka i soku z cytryny, nie topi się pod wpływem ciepła, ma wysoką zawartość białka i potasu, przy niewielkiej ilości kalorii. Sos był przyjemnie słodki i mocno pomidorowy. Swój smak zawdzięczał również słusznej ilości masła, które stanowi nośnik smaku. Porcja równie spora, co u Magdy.
na zdjęciu: Paneer Makhni (22 PLN)
Ostatnim zamówionym daniem było Aloo Tamatar Ko Chop (20 PLN), które ni mniej, ni więcej, oznacza ziemniaki z pomidorami i kolendrą w ostrych przyprawach nepalskich. Brzmi ciekawie i mogłoby zapowiadać dobre jedzenie, jednak moje Paneer wygrało z Aloo w przedbiegach. Danie Michała było lekko pikantne, owszem. Dało się w nim zlokalizować obecność zapowiadanych nepalskich przypraw, jednak czegoś tu brakowało, żeby można było powiedzieć, że było smaczne. Następnym razem postawimy na coś innego.
na zdjęciu: Aloo Tamatar Ko Chop (20 PLN)
Podsumowując naszą wizytę, mogę powiedzieć, że wypadła nieźle, ale mam apetyt na więcej. Lokalizacja Namaste Nepal może stanowić wyzwanie, bowiem znajduje się na dziedzińcu budynku biurowego i trzeba się tam wdrapać po schodach - z ulicy nie ma szans, żebyście ich dostrzeli. Jednak, mimo tak, wydawałoby się, niekorzystnych warunków (i lokalizacyjnie, i dnia, w którym nas tam przywiało) nie byliśmy w lokalu sami i widać było ruch także zamówień na wynos.
Polecam, żebyście się tam udali i sami wypracowali sobie opinię. My z pewnością jeszcze nie raz zajdziemy na Legnicką 55A.

🍛🍛🍛
NAMASTE NEPAL
ul. Legnicka 55A, Wrocław

Share:

0 komentarze