-->

Falla Wrocław


Nie mam szczęścia z tą Fallą.. dwie wizyty i żadnej nie mogę zaliczyć do w pełni udanych. Pierwszy raz jednak jestem zdeterminowana, żeby dać jakiemuś miejscu trzecią szansę i na pewno wybiorę się tam ponownie. Ale do rzeczy.

Pierwszy raz przyszliśmy do Falli w weekend zaraz po jej otwarciu, zatem liczyłam się z opóźnieniem w podaniu jedzenia czy delikatnym chaosem organizacyjnym. Uzbrojona w dobre myśli i widelec przekroczyłam jej próg. Nazwijcie mnie malkontentką, ale naprawdę mieli tam spory nieogar. Lokal był pełen - przyznaję, ale ilość załogi wystarczająca. Jedyne, czego zabrakło, to dobrego wyszkolenia lub doświadczenia. Gdyby nie to, że sama poszłam złożyć zamówienie, to raczej nic byśmy nie zjedli. Nie będę jednak na tyle małostkowa, żeby teraz skrupulatnie wymieniać Wam, co poszło nie tak. Za drugim razem było znacznie lepiej pod względem obsługi, co jedynie wskazuje, że nie jest równo, ale każdy ma prawo się uczyć. Też kiedyś pierwszy raz stałam za kasą, przyjmowałam zamówienie czy je wydawałam. Nie było to przyjemne i trochę uprzykrzyło wizytę, ale trzeba się czasem liczyć i z taką sytuacją. Niestety jednak bardzo długie oczekiwanie na jedzenie (bez uprzedzenia i powyżej 30 minut) zdarzyło się nie tylko mnie - także spory minus. 


Po przestudiowaniu menu za pierwszym razem zdecydowaliśmy się na Rękę Fatimy (48 PLN), która kryje 4 falafelki, 4 hummusy, pikle, warzywa świeże i pieczone, a do tego pitę posypaną zatarem. Jako symbol, Ręka Fatimy ma chronić przed złym okiem, zatem zakładam, że i w kulinarnej wersji zawartość ma uchronić jedzącego przed złym spojrzeniem, krzywdzącym urokiem i nieprzychylnymi myślami (a może i przed zgagą?).
Porcji starczyło na nas oboje, bo i dla dwóch osób jest sugerowana. Hummusy mogą pozostawić jednak zawód, szczególnie, jeśli lubicie te z W kontakcie, bo nie są tak samo kremowe i pyszne, ale już falafelem (i sosem orzechowym, który je otula) nie powinniście być zawiedzeni - niezbyt kruchy, na pewno nie suchy i pięknie zielony od ziół. Zdecydowanie lepszy, niż choćby ten znany z Vegi. Warzywa stanowią miły dodatek, szczególnie te świeże (choć w grudniu próżno doszukiwać się smaku w pomidorze czy ogórku), jednak piklom brakuje troszkę charakteru na tyle, żeby zapadły w pamięć jakoś znacząco. Uważam jednak, że całość mogłaby być troszkę większa - a na pewno mieć więcej hummusu, bo jeśli zasiada się z kimś, kto pikli nie tknie, ale za to ochoczo zabiera się za cieciorkowe złoto, to niestety można nie zdążyć spróbować wszystkiego i tylko się smutno oblizać..

na zdjęciu: Jallab (7 PLN), czyli bliskowschodni napój na bazie winogronowej melasy, daktyli i wody różanej.


Największe zdziwienie wzbudziły jednak pity, które przy obu wizytach były naprawdę twarde i nieprzyjemne w jedzeniu. Zdecydowanie bardziej wolę, żeby były ciepłe i elastyczne, i będzie mi niewątpliwie miło, jeśli zjem je ponownie właśnie w takim wydaniu, nawet kosztem zataru, którego szczodre ilości znajdziecie na pitach za każdym razem, a przyznam, że szczególną jego fanką (w takich ilościach) nie jestem.

Za drugim razem, tuż po siłowni, czyli zmęczeni i głodni, udaliśmy się do Falli zaraz po godzinie otwarcia. Zaintrygowana składnikami zamówiłam Avo-Nori Wrap (24 PLN), który kryje 2 falafele buraczane, hummus, wodorosty nori, świeże awokado, mascarpone, warzywa, rukolę i sos amba (robi się go z marynowanych owoców mango z kozieradką, kurkumą, musztardą, solą i chilli). Wielkość tego potwora jest w stanie zaspokoić głód dwóch osób. Falafele z buraka są fantastyczne, jednak upakowane tylko po jednej stronie nie dostarczają dość smaku do drugiej połowy wrapa. Wszystko było fantastycznie świeże, lekko słodkawy sos amba co rusz zaznaczał swoją obecność, jednak awokado w połączeniu z mascarpone niestety zemdliły całość zbyt mocno. Dojrzałe awokado tak lubi szczyptę soli i pieprzu, czemu mu zatem tego nie dać?

na zdjęciu: Szakszuka Hola Mexico (25 PLN)
na zdjęciu: Avo-Nori wrap (24 PLN)

Michał wybrał Szakszukę Hola Mexico (25 PLN) i tu również pudło. Myślę jednak, że to ze względu na brak szczególnej atencji do szakszuki ogólnie, a nie dlatego, że była niesmaczna. Całość jest dość pikantna, głównie ze względu na salsę chipotle, zatem podzielenie się daniami jakby samo się u nas wykluczyło (ja niestety nawet najmniejszą pikantność okupuję zgagą i bólem całego ciała i duszy :P). Należy jednak docenić świetnie ścięte jajko, marynowanego kaktusa, intensywny smak pomidorów i towarzystwo cheddara. Wielbiciele szakszuki nie będą zawiedzeni. Jako pierwszy posiłek dnia nie sprawdziło się najlepiej, ale popołudniową porą mogłaby wejść jak złoto.
na zdjęciu: dwie porcje Baklavy (7 PLN) podawanej z orzechami i ziarnami granatu.

Deseru, ja widzicie na zdjęciu, nie mogliśmy oczywiście sobie odmówić i zamówiliśmy Baklavę (7 PLN). Skromnie podana na pysznych orzechach i świeżym granacie w ilości wystarczającej zaspokaja potrzebę uzupełnienia cukru. Dla mnie mogłaby nieco bardziej opływać syropem, dlatego mój kawałek spotkał się jeszcze miodem, który miałam podany do herbaty, ale Michał komplementował poziom słodkości, który ocenił w punkt, także wiecie.. każdy ma swój ideał baklavy i niech tak pozostanie :)

Podsumowanie
Słów kilka jeszcze należy się wnętrzu. Jak dla mnie jest bardzo skromne, w zasadzie nie mogę nawet powiedzieć, że dopracowane, ale Michał słusznie (i poetycko) powiedział, że w sumie ma stanowić jedynie tło dla kolorowego jedzenia, więc załóżmy, że się z nim zgadzam.
Sporym problemem dla mnie jest kiepska klimatyzacja w lokalu. Za pierwszym razem wszystkie ubrania poszły od razu do prania, bo śmierdziały niemożebnie. Za drugim było lepiej - jednak wciąż nie na tyle, żeby nie uruchomić pralki ponownie. Myślę, że jest nad czym popracować.

Mam przy Falli zagwostkę. Z jednej strony miałam dwie średnio udane wizyty, co normalnie skreśliłoby jakiekolwiek inne miejsce na długi czas z mojej listy, jednak do Falli mam słabość. Mam ją naprawdę blisko domu - nieoczywiste umiejscowienie tego lokalu fortunnie znalazło się w okolicach mojej dzielni, co dla takiego wegusa, jak ja, jest naprawdę miłym zbiegiem okoliczności. Po drugie naprawdę chciałabym tam (wreszcie) zjeść smacznie. Mimo że wrocławska Falla to kolejny już lokal po Poznaniu, Warszawie, Gdyni i Gdańsku (a za chwilkę i Bydgoszcz posmakuje Falli), to jednak myślę, że można popracować nad smakami i doprawieniem potraw, żeby było nie tylko smacznie, ale wręcz bajecznie pysznie.

Wrocław potrzebuje roślinnych miejsc, w których wegetarianie i weganie będą mogli smacznie zjeść. Falla ma spory lokal - wreszcie nie klitka na trzy stoliki, ciekawe menu z kuchnią bliskowschodnią (z małymi twistami w kierunku smaków włoskich czy meksykańskich) i propozycje zarówno na oby tych grup, zatem Fallo bardzo proszę o więcej hummusu w Ręce Fatimy i sól oraz pieprz tam, gdzie jest potrzeba, a ja się odwdzięczę regularnością wizyt i czułymi słówkami.





FALLA WROCŁAW
ul. Stawowa 4
Wrocław




Share:

0 komentarze