-->

Folgujemy


Jestem totalnie zaskoczona, że do tej pory jeszcze nie pojawił się wpis dotyczący Folgujemy! To niedopuszczalne, szczególnie, że jest to jedno z moich ulubionych miejsc! Myślę jednak, że nic straconego i możemy to szybciutko nadrobić teraz. 

Z Folgujemy pierwszy raz miałam do czynienia w 2016 roku, kiedy całą paczką Widelcową (a była wtedy naprawdę liczna) wybraliśmy się na piknik, spróbować, co też oferują przy Kniaziewicza. 


Pamiętam, że zamówiliśmy menu degustacyjne i nie było ani jednej pozycji, która by nam nie smakowała. Jedynym mankamentem była kiepska wentylacja miejsca, która jeszcze wtedy, była dla mnie zbyt niewydolna, żebym rozważała powrót. W kolejnych miesiącach jakoś nie było mi tam po drodze, aż do wyśmienitych Restaurant Weeków, gdzie jako ambasadorki, miałyśmy z Marijką okazję degustować menu festiwalowego przed Wami, aby ocenić propozycję. Miłość rozkwitła, a i wentylacja się znacznie poprawiła. 

Jestem bezsprzecznie uwiedziona tym miejscem. Oczywiście duży wpływ na to ma fakt, że przychylnie traktuje się w Folgujemy wegan i wegetarian (nikt tu absolutnie nie zaproponuje Wam ryby, jako wege dania), a co więcej, ten roślinny twist wychodzi im rewelacyjnie. Wszystkie roślinne pozycje są wyśmienite. Śniadania, obiady czy desery zawsze są starannie przygotowane, smaki są ciekawie zestawione, a produkty niezmiennie wysokiej jakości. Tu możecie spróbować świetnych serów ślubowskich czy kiełbasek Pana Arka (to dla wszystkożernych). 



Folgujemy to nasze #mustvisitplace, kiedy mamy gości. Wszystkie niedzielne śniadania „serwujemy” właśnie tam, uprzednio robiąc rezerwację stolika, bo weekendowe poranki bywają tłoczne. Wszyscy goście wspominają Folgujemy bardzo dobrze, zatem wysyłamy nieformalnych ambasadorów dalej w świat. :) 

Celowo piszę ten tekst inaczej, niż wszystkie poprzednie, bowiem niezależnie od tego, co zamawiam i próbuję jest przepysznie, świeżo i pięknie. Z punktu widzenia prezentacji jedzenia, Folgujemy w mojej ocenie stoi wysoko, bo wszystko zawsze krzyczy z talerza „zjedz mnie!” i jest Instagram friendly. Jednak, co najważniejsze, za wyglądem idzie też smak. Nie ma rozczarowań.


No i kawa! Dla tej kawy przychodzimy z Michałem w niedzielne poranki z wielką radością. Kubek z dolewką (podpowiedzcie, gdzie można jeszcze dostać dolewkę we Wro?) kawy przelewowej z lokalnej palarni Czarny Deszcz to taka nasza mała przyjemność. Traktujemy to, jak niewielki prezencik, po którym dzień będzie zdecydowanie lepszy. Poza kawą, z ręką na sercu polecam napary. Lipa, pokrzywa, rumianek - cokolwiek nie wybierzecie, będzie pyszne. Jestem dużą fanką takich naparów (mam autorski przepis na swój własny do przygotowania w domu, który zamierzam opublikować niebawem), a te z Folgujemy zaspokajają moje potrzeby. Lubię, kiedy w kubku pływają malinki, cytrynki, pomarańcze, imbir, a wszystko otula miodek - i to w Folgujemy jest!

Bardzo żałuję, że Folgujemy nie ma większej powierzchni, bo przypuszczam, że zostałaby szybciutko zagospodarowana i wypełniona gośćmi. Z jednego prostego względu, mianowicie obsługa Folgujemy jest rewelacyjna. Pomocna, zainteresowana, chętna doradzić, uśmiechnięta i serdeczna. Bardzo im za to dziękuję, bo dzięki nim także chce się tam wracać. 



Ostatnio także poczyniliśmy zamówienie na tłustoczwartkowe pączki wegańskie i tradycyjne, a że w naszym duecie Michał jest Starszym Specjalistą ds. Wszystkiego Słodkiego, mogę potwierdzić, ze były wyśmienite. Odrobinkę zbyt tłuste, ale spokojnie mogły konkurować z tradycyjnymi.


Zatem, jeśli jeszcze nie znacie Folgujemy, albo słyszeliście o nich, ale nie było po drodze, to zachęcam Was gorąco do wizyty. W weekendy na śniadanie proponuję rezerwację, ale w ciągu tygodnia nie powinno być problemu - choć przesądzać nie chcę. 

Dzięki Folgujemy, za wszystkie nasze wizyty i do zobaczenia niebawem! 

FOLGUJEMY
ul. Kniaziewicza 16
Wrocław






Share:

0 komentarze