-->

poké poké Wrocław


Sam początek kwietnia przyniósł jedno z lepszych otwarć na wrocławskiej gastro scenie od dłuższego czasu. 10 kwietnia swoje drzwi otworzyło Poké Poké, i pomimo że odwiedziliśmy ich już jakiś kilka dni temu, to czas ostatnio nie jest dla mnie łaskawy, dlatego wpis pojawia się dopiero dziś.


Poké poké jest narodowym daniem z Hawajów, gdzie może być serwowane zarówno, jako przystawka, jak i danie główne. Sekretem tego dania jest nie tylko surowa ryba zamarynowana tym, 'co zwykle było pod ręką', ale także gorący ryż. Kontrast temperatur powoduje, że danie jest jeszcze ciekawsze w smaku. 
W procesie ewolucji poké poké, spore wpływy miała kuchnia japońska, która przyniosła choćby dodatek w postaci łososia, którego w oryginalnym poké próżno było szukać. Choć Hawajczycy uważają, że autentyczne poké powinno mieć składniki charakterystyczne dla ich regionu, a udziwnienia w postaci ananasa czy tym bardziej amarantusa są już niedopuszczalne, to jednak sama koncepcja jest tak plastyczna, że pozwala obecnie naprawdę na wiele wariacji.



Obecnie poké bowls przede wszystkim szturmem zdobywają serca Amerykanów, bowiem w USA ilość restauracji podających to danie wzrasta lawinowo i podwaja się z roku na rok. W Polsce jak dotąd wciąż wzdychamy do ramenów, ale myślę, że wrocławskie Poké Poké może to niebawem zmienić.
Poké miseczka po brzegi wypełniona składnikami, na które mamy ochotę, jest niesamowicie sycąca, i prawdą jest to, co piszą w Internecie, że przypomina zdekonstruowane sushi. Jeśli dobrze wybierzecie sobie składniki, to doświadczenie niekończącego się sushi macie, jak w banku.



Menu jest bardzo czytelne. W pierwszym kroku wybieramy swoje poké: marynowany tuńczyk (28 PLN), marynowany łosoś (26 PLN) lub marynowane tofu (23 PLN).
Jeśli zupełnie nie macie ochoty na tworzenie własnej miski, w menu znajdziecie gotowe trzy propozycje (Kauai, Oahu i Maui). Dla spragnionych dodatkowych wrażeń, którzy lubią sobie sami komponować dania, otwiera się jeszcze więcej możliwości, bowiem spośród mnóstwa dodatków możemy wybrać pięć składników.
Ostatni punkt to podkręcenie swojej miski dodatkowymi akcentami w postaci sosów czy posypek, ale to to już załatwiamy na stanowisku samoobsługowym.



Zamówiliśmy dwie miseczki z tofu. Marynata, w której siedziały sojowe kosteczki jest rewelacyjna. Dostajemy tofu jędrne i soczyste, co jest trudną sztuką (mimo że tofu samo w sobie jest bardzo wdzięcznym składnikiem), bowiem często można dostać tofu pełne smaku tylko z brzegów, a w środku suche i mdłe. To takie nie było.
Porcja jest wystarczająca na naprawdę spory głód, a świeżość pozostałych składników sprawia, że jedzenie w Poké Poké sprawia dużą satysfakcję.




Kolejny strzał w dziesiątkę. Jeśli potrzebujecie szybkiego kursu pozytywnego myślenia, zdecydowanie polecam wizytę przy Świętego Antoniego 27/29. Przede wszystkim jest tam bardzo autentycznie. Z głośników sączy się muzyka prosto z Hawajów, która subtelnie wprowadza nas w klimat tego regionu, a na ścianach wiszą piękne zdjęcia z podróży właścicieli i plakaty. Jeśli macie ochotę zobaczyć, jak było, a zdjęcia nie wyczerpują Waszej ciekawości, tu jest link do filmu nakręconego podczas jednego z ich wyjazdów HOP na Hawaje.

W obliczu ostatniej smutnej passy do zamykania się miejsc z daniami dla wegetarian, upatruje w Poké Poké promyka nadziei na pyszne lunche w pracy i niezłe obiadki w weekendy. Zawartość  dla obojga nas była odpowiednio sycąca, ale dość lekka dla żołądka, także wyszliśmy szczęśliwi i okrąglutcy.

Jeśli obawiacie się wizyty, bo poziom skomplikowania wydaje się nie do przeskoczenia, ośmielam Was informacją, że obsługa jest przesympatyczna. Wszystko Wam wytłumaczą, odpowiedzą na najbardziej dociekliwe pytania, i chętnie doradzą, co najlepiej wrzucić do poké, żeby dobrze smakowało.

Ja już ich uwielbiam.



🌸🌺🌸
POKÉ POKÉ
ul. Świętego Antoniego 27/29
Wrocław

Share:

0 komentarze